Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Przełom.

***

Siedziałaś zdławiona, bojąc się złapać oddech i patrzyłaś nieruchomo, zaciskając dłonie do białości, w jedno miejsce. Patrzyłaś, jak Styczeń dogorywa w swym białym łóżku. Chciałaś opuścić to surowe, styczniowe mieszkanie, jak tylko wybije jego ostatnia chwila. Zegar zwolnił dramatycznie bieg sekundnika i czas ciągnął się w nieskończoność. Za drzwiami stał już Luty, ale nie spieszył się, czekał taktownie, aż dasz mu znak, że może już wejść.

- Dlaczego ty mnie się tak boisz? Cicho zapytał Styczeń.

- A dlaczego ty jesteś taki cholernie długi? Odpowiedziała jak zwykle pytaniem na pytanie.

- Ten, który stoi za drzwiami, może być taki, jak ja.

- Ale przynajmniej będzie krócej żył.

 

20:47, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (15) »
niedziela, 30 stycznia 2011
Po drugiej stronie.

***

Delirium moje o imieniu Tremens i oczach zielonych jak szmaragdy, przebiegło drogę pod postacią kota, czarnego. Kilka osób dostrzegło ten fakt i plując przez lewe ramię, odpukując w niemalowane drewno i cofając się o trzy kroki, wahało się czy przejść czy nie, na tę druga stronę tęczy. Obietnica garnca złota, jaka miała się tam znaleźć, otworzyła w nich szufladkę z wiedzą tajemną o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach światło ćmiących. Nie, nie wierzyli w nie, odczynili uroki tylko tak, na wszelki wypadek. Zasada: ‘Panu Bogu świeczkę, a Diabłu ogarek’ – obowiązywała nie od dziś, nawet zatwardziałego niedowiarka i realistę. Mój czarny kot, był jak najbardziej realny i obarczony materią, pomiaukiwał też cicho z powodu dezorientacji ruchem ulicznym. Nie zdążył, nie przewidział, że droga jest dwukierunkowa. Oślepiony, wpadł pod koła auta, jadącego po kolejnym mijanym pasie jezdni. Obudził mnie pisk hamulców, spojrzałem na zegar – wskazywał czwartą. Które to już życie straciłem w poplątanym sennym majaku? Bolał mnie skręcony kark, spoczywający na poduszce w położeniu nie anatomicznym. Przeciągnąłem się, wyrzuciłem poduszkę. Długo przewracałem się na łóżku, zanim zasnąłem znowu. Gdy podniosłem powieki, słońce oślepiło żółte plamki w mych oczach. Nowy dzień nastał. Czy będzie lepszy? Nie wiem, opowiem kiedyś, innym razem.

 

 

 

09:56, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (6) »
sobota, 29 stycznia 2011
Kuszenie.

***

Mój duch, stanął na brzegu raju.

Na dróg skrzyżowań wielu rozstaju,

Na zakręcie życia swego ciała,

Nad krawędzią przepaści i pod chmurą gradu,

Przy stopniu wielkiego wodospadu.

Żadnych znaków nie było ostrzeżenia.

Żadnych powodów do wahania, czy zdumienia.

Swą aurą, fioletem mi oczy zalewał

I śpiewał i śpiewał i śpiewał…

We mgle z rozbitych kropli wody,

Dostrzegłem bramę do myśli swobody.

Lecz duch mój o krok mnie wyprzedzał,

Zachodził drogę, pierwszy do Edenu zmierzał.

Mój umysł ziemski i krwiokostne ciało,

Wszystkie skarby życia za klucz by oddało.

Klucz do kłódki przy skrzyni ozdobnej,

Która za zasłoną Styksu z szaty żałobnej,

Nęci doczesnych tajemnic mrokiem

I mnie samego woła głośniej rok, za rokiem.

Gdzieś na granicy tych dwóch ludzkich spraw

Skaczę pomiędzy śmierć a życie: wpław.

 

 

15:18, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (7) »
sobota, 22 stycznia 2011
Bezradność.

***

Dziś marznę, wyjątkowo bezradnie. Nie mogę znieść tej myśli, że Tobie zimno, że stoisz tam i czekasz, przemarzając do szpiku kości i że ja, siedzę sobie w ciepłym domu. Wszystko co złe, chciałoby się brać na siebie, by w ten sposób oszczędzić komuś bliskiemu wszystkiego, co niedobre. Wydaję się sobie o wiele silniejszy niż Ty, potrafię znieść dużo tego, co gryzie Psyche i rani Phyzis. Jestem jak bufor, gotowy przyjąć każde zaburzenie równowagi, byle nie dotknęło Ciebie. I cóż mi teraz, po mojej gotowości, skoro wiadomym jest, że każdy musi doświadczać tego co mu zapisano, samemu. Nie chcę tak, chcę biegać za Tobą z parasolem ochronnym. Tylko jak to zrobić, skoro Ty jesteś taka uparta, moja mała dziewczynko? Wróć już.

 

19:26, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (11) »
środa, 19 stycznia 2011
Chcę...

♥♥♥

Teraz śpisz i nie myślisz o niczym,

Ale gdy wstaniesz, zasiej we mnie uśmiech.

Oddam Ci go,

Wyrośniętego na moich ustach,

Błyszczącego w źrenicy,

Zmieniającego ton głosu.

Dziwne to…

Tak bardzo potrafię złagodnieć.

Wstań, już czekam.

Z uśmiechem.

 

18:39, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (22) »
 
1 , 2