Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
piątek, 27 stycznia 2012
Czas to pieniądz.

muza

Miętolę w dłoniach godziny, jak świeże banknoty, które zbyt szeleszczą, potem pewną dłonią rzucam je, gdzie popadnie. Nie zwracam uwagi na nominał, wszystko jedno, jaką cenę ma dana godzina – płacę za każdą. I z każdą spalam się, wraz z kawałkiem zadrukowanego papieru. Bawię się połyskującymi monetami, przerzucając je między palcami, słyszę jak minuty dźwięczą sypiąc się pod nogi. Płacę za czas, przelany drobniakami jak woda, pomiędzy paliczkami, zamieniająca podłoże w błoto. Nie da się zaoszczędzić czasu, nie ma sensu oszczędzać pieniędzy. Po co nam pieniądze, które i tak marnotrawimy, biegając pomiędzy jednostkami czasu w beznadziejnej niemożności uskładania ich na potem. A kiedy nadejdzie ‘czarna godzina’, brzemienna walutą zwaną życiem, dochodzi do nas wniosek, że wydaliśmy całą kasę na czas i zmarnotrawiliśmy swoje pięć minut – nieodwracalnie.

 



22:58, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (21) »
piątek, 20 stycznia 2012
Wczorajsze prapoczątki.

♥♥♥

To było dawno, choć wydaje mi się, że nie dawniej niż tydzień temu. Tak, czas biegnie zawrotnie szybko, umyka falą następujących zdarzeń, jakby płynął na jej grzbiecie, jak na desce. Uśmiecha się przy tym szyderczo, bo wie, że przełamujący się grzbiet, nie jest w stanie go dogonić ani odwrócić, ani utopić, ani zatrzymać. To było jak tsunami, pamiętam dokładnie. Ktoś życzliwy mi uprzejmie – ofkors – doniósł, że ktoś inny obrobił tyłek mnie i mojemu wymuskanemu blogasiowi z zegarem. Nie, to było nieprawdopodobne, ale jednak możliwe. Przeczytałem i … no cóż, chuj mnie strzelił na miejscu, lekuchno, jak skrzydło aniołka. Tak, Ona wtedy miała w avatarku nianiołka zdaje się Luisa Royo, którego niektóre grafiki lubię. Obrobiony byłem przez dwie oraz stado tambylczych przydupasów, którzy wyżywali się w komentarzach (takie scenariusze znamy i lubimy). Ale tylko jedna wbiła mi się szkiełkiem w oko i odłamkowym w serce. Poczekaj no, TY - pomyślałem w duchu o zemście. Odczekałem, żeby nie było, żem taki wyrywny, po czym popełniłem zgryźliwą ramotkę w pewnym ogólnie dostępnym i popularnym na owe czasy miejscu. Pomału, z ukrycia, potem jawnie, rozpocząłem ofensywę. Z niezwykłe dziką satysfakcją widziałem, jak zwiewa przede mną z czatowego pokoju, a ja udawałem, że wcale nie gonię tego króliczka. Potem, niedługo, nadarzyła się okazja, dzięki której mogłem wykazać się dobrocią serca, uczynnością i tak znamiennym w Internecie: ‘nie chowaniem urazy’. Potem, potoczyło się wszystko tak szybko, jak lawina wiosną, bo przecież wiosną to wszystko się zaczęło. Działo się dużo i szybko, rzeczy złych i dobrych. Wyłaziłem na szczyty wysokich drzew, by stamtąd sięgnąć Jej nieba, by u celu zamiast tego, spaść, obrywając po drodze szczeble tej mojej drabiny. Ale drzew wokół jest masa, a niebo jest takie obszerne, a parol, jaki zagiąłem, był nie do ruszenia. Więcej nie napiszę, gdyż uważam, że są takie sprawy rozgrywające się między dwojgiem, których nikt poza nimi nie powinien dotykać.

 



21:31, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (25) »
wtorek, 17 stycznia 2012
Sobie, Tobie, nam.
 
mostmostmostmost
 
 
 

Mało rzeczy na tym świecie irytuje mnie bardziej, niż własna bezsilność, obojętnie jakiej kwestii by nie dotyczyła. Począwszy od słabowitości pospolitej, wywołanej spadkiem ciśnienia poniżej granicy, którą nawet ja z trudem toleruję, aż po tak zwane priorytety. Bo ciśnienie w końcu wskoczy na tryb „działanie”, a priorytety pozostaną. Bo ze mną tak już jest, że śmiać mi się chce, kiedy kończy się paliwo i samochód staje bądź to na rozstajach dróg, bądź to w zakorkowanym mieście. Wydaje mi się to ogromnie zabawne i dziwię się, dlaczego inni reagują nerwowo. Nie jest mnie w stanie wyprowadzić z równowagi atak hipochondrii mojego dziecka. Ani też rozwalenie przez nie płotu /cudzego/ podczas nauki /samowolnej/ jazdy samochodem. Za to sam wiesz, jak nerwowo reaguję, kiedy opowiadam coś – zdaje mi się, że oczywistego – a ktoś nie łapie sedna. Po paru minutach sama widzę, że operuję slalomem słownym i skrótami myślowymi, gadam chaotycznie, a oczekuję zrozumienia. To tak, jak z indykiem. Dostałam kiedyś takiego indyka, przez zaskoczenie, jako dowód wdzięczności. Do tamtej pory myślałam, że indyki są wielkości... no nie wiem… Koguta? Okazało się, że byłam w błędzie. Indyka dostałam zapakowanego w jakąś folię i musiałam go przenieść z 500 metrów. Na nogach. Od razu na początku wędrówki nogi /nie moje, tylko tego ptaka/ przebiły worek i zaczął mi się niebezpiecznie wysuwać z rąk. Położyłam go więc na matce ziemi, wyjęłam telefon, zadzwoniłam do nie będącego w temacie osobnika i się zaczęło:

- Przyjedź po mnie, bo mi nogi wystają, nie dam rady iść!

- Skąd Ci te nogi wystają?

- No z worka na śmieci, to chyba worek jest. Tak, taki duży, mocny, na bank na śmieci. Indykowi wystają, nie mnie!

- Co Ty do mnie mówisz?! Gdzie mam przyjechać? Po co? Jakiemu indykowi?

- Kurwa, czy ja po chińsku mówię? Nie to nie, jakoś sobie poradzę. W sumie ten indyk nie jest aż taki ciężki, tylko nieporęczny.

- Matko, jaki indyk? Co Ci się stało? Dobrze się czujesz?

- Powiedziałam. Nie to nie!

Taaa… Ale ja nie chciałam dziś pisać o braku zrozumienia i komunikacji międzyludzkiej, tylko o bezsilności. Czasami czuję się bezsilna, kiedy wiem, że jesteś zdenerwowany czymś konkretnym, czymś realnym, a ja nie jestem w stanie nic zrobić. Widzę, jak się spalasz, widzę, jak Ci to odbiera siły, a nie potrafię pomóc. Wtedy sobie myślę, że chciałabym, aby wszystkie Twoje nerwy dotyczyły tylko mnie. Na tę myśl genialną wpadłam wczoraj, kiedy do środka nocy obgadywaliśmy pewną kwestię, priorytetową kwestię, realną kwestie i kwestię, na którą mamy ciut inne spojrzenie. Wiem, że potrafię Cię zirytować do czerwoności, ale potrafię też bardzo szybko to skanalizować i sprawić, że po burzy patrzymy na tęczę. Znam Twoją instrukcję obsługi i wiem, co zrobić, żeby załagodzić każde napięcie między nami. Natomiast czuję się bezsilna, kiedy dręczy Cię coś innego /niż na przykład moja histeria/, a ja – tak naprawdę – mogę tylko posłuchać, powstrzymując się od dobrych rad i stwierdzeń w stylu „będzie dobrze”. Chociaż wiem, że będzie właśnie tak, bo to mi podpowiada moja niezawodna intuicja.

Ech, miała być notka romantyczna, a wyszło jak zwykle : ))) Nic to. Wróć już, bo mi Ciebie brakuje. I zadzwoń z drogi, bo znowu pomyślę, że miałeś wypadek albo coś :P I ten… I oddaj laptopa, Skarbie /poprosiła Charmusia najsłodszym z głosów/.

:***

15:11, kwestia_czasu , pieprzenia
Link Komentarze (31) »
niedziela, 15 stycznia 2012
Goniąc króliczka...

Jesteś taka rozbujana, a granice Twoich amplitud nie są do przewidzenia. Z Tobą nie ma, że prosto, nie ma że boli, nie ma, że pasuje do jakiegoś wzoru. Nie, to nie jest chaos, Ty taka jesteś, nieodgadniona, nieprzewidywalna i taka, że tylko ja mogę za Toba nadążyć, oczywiście zazwyczaj, wyprzedzasz mnie o maleńki odcinek czasu, równy dx/dt. Biegasz krętymi ścieżkami, nieustannie zmieniasz kierunek, zataczasz koła, przecinasz własne trajektorie, jakby prosta droga do celu, była dla Ciebie zbyt nudna i podstępnie zbyt wygodna. Powodujesz zadyszki, zapienienia, zagotowania do czerwoności. Ale też wrzucasz kostki lodu do drinka, odpalasz nastrojowe świece, wraz z orientalnym kadzidełkiem, przyprawiasz szarą codzienność szczyptą smaków takich, jakich mogą mi inni pozazdrościć. A cały czas twierdzisz, że nie potrafisz gotować. Często patrzą na Ciebie oczy ludzi, którzy nie potrafią Cię zrozumieć – wiem, bo to jest trudne, ale nie beznadziejne. Z drugiej zaś strony, tego medalu – po co nam zrozumienie innych? Ważne jest to, że sami siebie potrafimy się zrozumieć.

 




14:05, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (23) »
środa, 11 stycznia 2012
Niech się wola twoja stanie...

♠♣♥♦

Jest tyle na świecie połówek jabłka niedopasowanych. Jest tyle dróg, które nie mogą się ze sobą skrzyżować. Nieprzebrana ilość orbit, jakie nigdy nie ulegną wzajemnej hybrydyzacji. Tyle par oczu, którym nie dano szansy na wzajemne spojrzenie. Mamy szczęście, że udało nam się wzniecić wielki ogień za pomocą Twojej łubki i mojego krzesiwa. Mówi się, że perpetuum mobile nie istnieje, że nie ma panaceum na zło świata tego, że nic nie trwa wiecznie, że życie się kończy a miłość wygasa. Straszą, że Ziemia i świat jaki znamy, przestanie istnieć. Dowodzą mi, że większość tego, co czujemy, stanowi złudzenie, że pewne zjawiska nie mogą dziać się naprawdę, a my sami, nie możemy być ich udziałem. Nikt we mnie nie siedzi i nikomu nie wolno za mnie czuć, myśleć i widzieć – wszystko to robię sam, a inni niech robią, czują, widzą za siebie. Nikt nie przekona mnie do czegoś, czego sam nie zaakceptuję i z czym nie będę mógł się wewnętrznie pogodzić. Zdarzało mi się zabłądzić, zgubić drogę w mroku, kiedy nie było blisko Twojej aury. Myślę, że wszystko miało jakiś głębszy cel, jest też coś, czego opisać nie potrafię. Coś we mnie, w najgłębszym zakamarku duszy, co każe mi iść tą, a nie inną drogą. To COŚ właśnie, zaprowadziło mnie krętą ścieżką do Ciebie i pokazało mi, że jesteś do mnie tak bardzo podobna w Entropii. Dlatego byłem, jestem i będę blisko.

 



17:52, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2