Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
czwartek, 30 stycznia 2014
Instynkt samozachowawczy...

 

 

 

 

Nie można oszukać przeznaczenia, mimo że kilka części filmu  zdaje się przeczyć temu twierdzeniu. Można próbować pobawić się z owym przeznaczeniem w kotka i myszkę i przez moment poczuć się jak zwycięzca, mając wrażenie, że udało się nam przechytrzyć to, co zapisane w gwiazdach. Jednak jest to zwycięstwo – stety albo niestety – pozorne.
Z mojego punktu widzenia stwierdzam, że stety i niniejszym postanawiam publicznie, że przestaję walczyć z przeznaczeniem. Po pierwsze – bo to walka z góry skazana na porażkę, a ja nie znoszę i nie umiem przegrywać. Lubię za to zwyciężać. Jak to swego czasu rzekł był Poker – biustonosz w herbie, czyli zawsze pierWsi. Fakt – lubię walkę, lubię adrenalinę, kręcą mnie amplitudy i kocham sinusoidy. Jednak taka karuzela połączona z huśtawką potrafi wykończyć nawet najbardziej zawziętą materię. Szczególnie jeśli przedmiotowa i podmiotowa materia zrozumie w końcu bezsens swojej szarpaniny i zobaczy jak na dłoni żenującą śmieszność histerii własnej, która jako żywo przypomina walkę z wiatrakami.
Wystarczy pobyć przez jakiś czas w oddaleniu, poczuć nad sobą dotkliwe widmo pustki, wywołanej reakcją na głupie akcje, zastanowić się, co tak naprawdę jest ważne, kto jest najważniejszy i kto zawsze stał za nami murem. Dać wiarę słowom bez żadnego ale. Dostrzec bezwarunkową akceptację. Bezwarunkową od lat wielu. Następnie napić się zimnej wody /nie znoszę wody, ale podobno to pomaga/, zapić tę wodę colą albo advocatem, przypomnieć sobie frazę „Co ci jest? Ty mi jesteś”, postawić się na czyimś miejscu, by na koniec wziąć głęboki oddech i westchnąć: PS. I L... Y...


Charmee vel Kwestia_czasu

**************************************************************

Charmee dała mi dziś ten tekst. Nie będę interpretował na głos tego, co w tych słowach zawarła, bo na pewno się pomylę. A pomyłek bym nie chciał. Jeżeli zinterpretuję, to do zainteresowanej osoby o ile będzie chciała słuchać.

21:09, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (39) »
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Pfffff!

 

tuba

Jest dobrze, jest normalnie, jest tak, jak zawsze być miało. Zima spadła na miasto i chuchnęła lodowatym oddechem, już nie jest szaro li tylko, już jest biało-szaro i pomarańczowe światła ulicznych latarni mówią, że tu był człowiek, który pozostawił swój ślad… Zimno mi, bardzo mi zimno, wszędzie, w każdym zakamarku ciała i duszy. Zapuszczam w głowę kojące myśli, z miotłą w ręku, aby wymiotły dokładnie to, czego nie chcę tam mieć. Wszystko to, o czym nie chcę pamiętać. Na śmietnik, jak najdalej ode mnie. Nie należę do nikogo, jestem poza układami, poza marginesem, poza życiem z jego celami i wartościami. Robię co chcę i w sposób jaki uznaję za stosowny, nie to, czego oczekuje ode mnie ktoś obok. Jeśli ktoś zechce mnie kochać, niech to robi na własny rachunek i na własną odpowiedzialność, ale niech nie oczekuje ode mnie ani wzajemności, ani wdzięczności. Myślę, że kompromisy w moim konspekcie życia, nie mają racji bytowania, nie mam dla nich żadnego uzasadnienia, nic nie zyskałem, a straciłem bardzo dużo. Na więcej mnie po prostu już nie stać – nie w tym wcieleniu. Otoczenie niech nie sarka, nie oburza się, tylko spierdala jak najdalej. Najmniejszy bezpieczny dystans ode mnie, to ‘trzy chuje w bok’. O ile ktoś nie chce mieć pretensji, że go obrzygałem, że go ugodziłem, że dostał ode mnie, niech się odsunie i zamknie japę! Nie podoba się moje podejście? Nikt tu nie musi bywać, nikt nie musi czytać, wszystko co robicie, robicie z własnej nieprzymuszonej woli. Nie z laski dla mnie, bo ja łaski nie potrzebuję! Acha, pierdolą mnie także wasze ‘merytoryczne’ komentarze w stylu: co artysta chciał powiedzieć i dlaczego to zrobił. Nie radzę także, pisać mi na boku, co przez niniejszy tekst chciałem powiedzieć. Ja kurwa wiem, co chciałem powiedzieć, a interpretacja moich tłumaczy mi zwisa i jeśli ktoś taką ma, niech se ją schowa, głęboko, najlepiej w odbyt! Co, niekulturalnie!? Pierdolę Wasze uszy, mam w głębokim poszanowaniu Wasze pretensjonalne kurwa, pseudo purytańskie kurwa, rzekomo dobre kurwa wychowanie i kulturę. Ja tego u was nie widzę! Nie dam se nic wcisnąć i nie mam zamiaru udawać, że coś ‘łykam’.

A poza wszystkim, to róbcie co chcecie i pozwólcie mnie robić co chcę. Tak ładnie zagaiłem na koniec, że potrzebuję czyjegoś przyzwolenia… Ale ja jestem wolnym człowiekiem i nie potrzebuje niczyjego przyzwolenia.

Dobranoc, kuErwa!



18:43, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (138) »
środa, 22 stycznia 2014
Pierwsze: nie budzić bestii.

tuba

Dłużej śpię, miewam sny, dziwne. Od jakiegoś czasu, budzę się kilka razy w nocy, zawsze jest to w okolicy trzeciej, plus jakieś inne pory. Nie wiem co mnie budzi, ponoć to pora czarnych mocy, wręcz naznaczona demoniczną magią. Podobno w tym czasie przychodzą złe siły, by opętać człowieka. A niech no który się odważy i podejdzie bliżej, bym go poczuł. Niech podejdzie tak blisko, bym mógł chwycić go za gardło i spojrzeć w jego ciemne oczy, bez mrugnięcia. I niech mi nie rzęzi za uchem i nie smrodzi w pokoju, bo kurwa nie lubię! I niech mnie ścierwo nie straszy, uprzedzam, że posiadam psa obronnego w domu (nota bene spierdala z sypialni, jak tylko otworzę oko). Dodam jeszcze, zupełnie na marginesie, że nikogo nie zapraszam do łóżka, kto nie ma smukłych nóg, długich ciemnych włosów, urzekającego spojrzenia dużych oczu i innych cech, jakie wyróżniają piękną kobietę. Każdy intruz będzie potraktowany brutalnie, aczkolwiek po ludzku. Mówię – nie podchodź, bo upierdolę łeb z płucami przy samej dupie! To, co zrobiło dziś ze mną nocne budzenie, zakrawa na jakieś pierdolnięte coś na bank niezwyczajne. Budzisz się, wyrwany z kontekstu, na pół przytomny i ledwo jarzący i kurwa nie masz pojęcia, co się dzieje oraz w którym kierunku w mordę walić na odlew. Nie, tak się bawić nie będziemy! Poszli wszystkie w chuj! Dziś śpię bardzo czujnie…



20:18, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (19) »
wtorek, 21 stycznia 2014
Bird of paradise.

 

20:44, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (4) »
czwartek, 16 stycznia 2014
Żaden wyczyn.

tuba

Zupełnie niechcący rzuciłem palenie, wcale tego nie planowałem, nie postanawiałem nowo rocznie, samo się zrobiło. Paliłem już bardzo dużo, czasem i 3 paczki dziennie, jeśli był ‘dobry’ dzień. W sylwestra wypaliłem wszystko co miałem, nie było ani kogo, ani gdzie posłać po więcej, nowy rok jakoś przeleciał, a w pracy miałem mieć paczkę w szufladzie – tak zapamiętałem. Wyszedłem do pracy i przed domem zwichnąłem se kostkę tak subtelnie, tuż za drzwiami od domu i tak skutecznie, że ledwo dowlokłem się na jednej nodze te kilka kroków i stopni do domu. Oczywiście wiadomym jest, że sam nigdzie nie wyjdę, a na młodzież też nie ma co liczyć, no to się wkurwiłem, powiedziałem sobie: pierdolę nie palę, nikt mi łaski robił nie będzie! Powiem Wam, palenie to żaden nałóg, żadne uzależnienie, żadne kurwa ssanie czy głód! Papierosy to przyzwyczajenie, wyrobienie sobie pewnego nawyku wykonywania określonych czynności w zaistniałych sytuacjach życia. I tak, jak można się oduczyć dłubania w nosie – na przykład – tak można porzucić palenie, żadne to bohaterstwo nie jest, a i z silną wolą niewiele ma wspólnego! Nie wiem, jakby mi poszło z wódką, albowiem nie mam okazji rzucać jej, gdyż nigdy nie piłem zbyt wiele.

Czy coś się zmieniło? Nie tak znowu wiele. Nie drażni mnie papierosowy dym, wzniecany w mojej obecności przez innych, nie żrę więcej ani mniej, niż wcześniej, przestałem kaszleć i nie rzęzi mi w płucach, nie capi w domu i piwo mi przestało smakować, co mnie trochę zdumiewa. Jedna rzecz mnie zadziwia, mianowicie to, że jak ktoś pali, wydaje mi się, że ten papieros pachnie jak aromatyzowany, gdy paliłem sam, fajki mi śmierdziały, szczególnie te cudze. Kurde, ja bardzo lubiłem palić papierosy.



17:22, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2