Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
piątek, 23 stycznia 2015
Faceci dobrze po czterdziestce...

16:24, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (5) »
czwartek, 22 stycznia 2015
Spokojnie, luzik, żyję, jest OK.

tuba

 

Nie żyję, prawie… Pamiętajcie, że każde lenistwo odpłaci wam pięknym za nadobne w najmniej spodziewanym momencie.

Za domem, od północnej strony mam maleńki, aczkolwiek malowniczy ogródek. Mam tam wydzielone ścieżki, wyłożone czerwonym piaskowcem, mam skwerki i klombiki, mam tzw. altankę, mam kominek grillowy i ‘zestaw wypoczynkowo-rekreacyjny’ składający się ze stołu i ławek oraz rozkładanego w sezonie, wielkiego parasola. W miejscu tym, szumnie zwanym ogrodem, hoduję drzewka i krzewy ozdobne, a niektóre nawet jadalne. Mam trawnik, trochę iglaków i róż od cholery oraz zioła. Ogród jest położony na skarpie, w sensie, że na całej jego rozciągłości, wykazuje spadek dość pokaźny w kierunku domu. Stąd też, ku domowi za stromą nieco ścieżką są 3 (słownie: trzy) stopnie schodów, wycieraczka z metalu i maleńki stopień, tuż przed drzwiami do korytarza.

Do tego ogrodu, wyprowadzam psa, za potrzebą. Mój załatwia potrzebę zazwyczaj w ogrodzie sąsiada, natomiast sąsiadowy pies w moim. Ja na tym wychodzę gównianie, albowiem pies mój, stanowi gabarytowo gdzieś 1/5 psa sąsiada… Tak też wyprowadziłem psa wczoraj, gdy wróciłem do domu. Zazwyczaj zostawiam sierściucha i sam wraca, jak skończy, ale wczoraj, chciałem zobaczyć stan roślinności. Stwierdziwszy naocznie, że wilcze łyko JUŻ kwitnie w całej okazałości, a dopiero styczeń… wracałem do domu, po ścieżce wyłożonej czerwonym piaskowcem, którego wcale nie widać, albowiem jesienią, nie chciało mi się sprzątnąć liści z ogrodu. Po prostu jesień mnie zaskoczyła! Na ścieżce leżały więc, pokłady nadgnitych mokrych zeszłorocznych liści (nie tylko na ścieżce, ale o ścieżkę się tu rozchodzi). Jako urazowiec, nagle żem się poślizgnął szpetnie na tych zgnilcach. Próbując złapać równowagę, wykonałem serię ruchów, przypominających ‘ministerstwo durnych kroków’, które rzuciły mą uroczą twarz i szyję w pędy róż. Oczywistym jest, że skoro zima zaskoczyła mnie jesienią i dopadła lenistwem, nie wyciąłem różanych pędów. Jak wiadomo, nie ma róży bez kolców… To nie wszystko. Poczułem na gębie szczypanie, dość intensywne, o rękach nie wspomnę. Wpadłem na schodki (te trzy sztuki, przed wycieraczką metalową), już myślałem, że się wybroniłem, ale gdzież tam! W miejscu tem zdradliwem, uległem potknięciu o własne nogi oraz tzw. deja vu, kiedy to człowiekowi się wydaje, że tę sytuację w jakiej jest, już przeżył. Wczoraj, miałem pewność, że przeżyłem ją przed ułamkiem sekundy, nieco wyżej, na ścieżce. No to ze schodka, gdzie się potknąłem, wpadłem nienaturalnym ruchem na wycieraczkę metalową przed drzwiami i już już myślałem, że wyszedłem na prostą, jak tam, na tej kuErwa wycieraczce… Ja nie wiem, co się właściwie stało, bo rzeczy działy się tak szybko… Wpadłem przez otwór drzwiowy i wylądowałem łukiem brwiowym wprost na balustradę od schodów w korytarzu, a dłońmi na betonie…

Podniosłem się z trudem. Dusząc się ze śmiechu wypuściłem z krwawiących ust parę ‘panienek’ i powoli dotarłem do domu. Wszedłem do łazienki… I zobaczyłem swe odbicie w lustrze! Ale zgroza miała dopiero nadejść rano…

20:08, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (17) »
piątek, 16 stycznia 2015
Podobieństwo.

Tuba

 

Coś mną mocno szarpnęło, wzdrygnąłem się i obudziłem. To jedno z tych zimnych wspomnień przeszyło mnie, przechodząc nerwowym, bolesnym skurczem przez ciało. Noc była tak ciemna, że nic nie widziałem, pomimo szeroko otwartych oczu. Zanim wzrok przyzwyczaił się do ciemności, czułem się jak w jakiejś czarnej dziurze, gdzie nie ma nic, prócz zasysania każdej cząstki materii w niewiadome miejsce. Nie wiem co mi się śniło, coś po czym pozostał niepokój i poczucie bezradności. W końcu dostrzegłem jakiś obrys, jakąś jaśniejszą od tła plamę. Oczy bolały od próby identyfikacji ‘obiektu’… Tak, to był ON w całej swej krasie. Najciemniejszy z ciemnych, najstraszniejszy ze strasznych, najgorszy z najgorszych – mój cień. Odpalił papierosa, przez chwilę widziałem jego oczy, zdradzały niecne zamiary – wiedziałem już, że mnie chce w coś wciągnąć. Milczeliśmy obydwaj. On palił, a ja naciągnąłem kołdrę po samą szyję, zrobiło mi się jakoś zimno. Raz po raz, żar papierosa podnosił się wyżej i jaśniał bardziej – mocno się zaciągał, jak kiedyś ja. Palił szybko, jak kiedyś ja. Nie chciałem słuchać żadnych jego podszeptów, ale on zaczął gadać w mej głowie, namawiać, nagabywać. Był nachalny, z głosem niecierpiącym sprzeciwu, stanowczy i mówił tak, jakbym nie miał innego wyjścia, niż zrobić to, na co nalegał. Zerwałem się z pościeli, zapaliłem światło by zniknął i wtedy zobaczyłem swoje odbicie w niewielkim lustrze. Jaki ja jestem do NIEGO podobny, wprost uderzająco! Świat wokół pomału stawał się realny, ale poczucie podobieństwa i jedności mojej z NIM było coraz silniejsze. Bywa, że boję się własnych myśli, ale wciąż jeszcze nad nimi potrafię zapanować. Chciałem zrobić COŚ, to COŚ łaziło za mną od jakiegoś czasu. Znowu wygrałem z samym sobą, choć wiem, że zbyt szybko wybaczam innym. Szkoda tylko, że sobie wybaczam na samym końcu.

20:40, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (19) »
wtorek, 06 stycznia 2015
Apage satanas! mówicie do mnie?

tuba



Karmię się waszym gniewem, waszym lękiem, najgorszymi z waszych koszmarnych snów. Rosnę w siłę, czując zapach waszego strachu. Jestem coraz bardziej niezniszczalny, pławiąc się w gniewie waszego Pana. Zemsta, nieczułość, okrucieństwo wasze i Pana waszego, to dla mnie balsam na duszę i ukojenie dla mego czarnego serca. Nie straszcie więc mnie Gniewem Bożym i Sądem Ostatecznym, bo one najmilsze dla mnie. Jak Bóg może okazywać złość, gniewać się, karać, nienawidzić swe dzieci i zabijać, albo straszyć wiecznym potępieniem i oddaniem w me ręce? Przecież w ten sposób oddaje mi świat prawie walkowerem. I WY ośmielacie się drzeć mordy i wykrzywiać je nienaturalnie w moim kierunku: apage satanas wrzeszcząc?! Wy, udając bohaterów, zastanawiacie się jak ogarek mi postawić, by tego nikt nie zauważył! Wy, którzy na odległość roznosicie odór strachu! Wy, którzy przez lata wyżynaliście i okradali ‘niewiernych’ w ich domach myśląc, że dobro czynicie na chwałę Pana waszego?! Wy, którzy zadawaliście ból i piekielne męki, w imię waszej wiary i waszego Boga, mordując współbraci?! Wam się wydaje, że JEMU dobrze robiliście? Wasza ludzka, haniebna interpretacja… Nie zasłużyliście na żaden raj, na żadne odpuszczenie. To też wy, wymyśliliście spowiedź i pokutę, która oczyścić miałaby was z grzechu! Wy stawiacie złote cielce i modły do nich wznosicie, świętokradcy! O nieszczęśni głupcy, wyrolowani przez wszystkich dookoła, tylko ja wam pozostałem, ale ja nie ufam waszej ‘mądrości’, ani waszej wolnej woli. Mnie się więc bójcie, mnie jednego i gniewu mego, bo tylko ja mam w ręku bat na wasze dusze! Co, wypieracie się mnie?! MNIE!? Hahahahahaha. Spróbujcie, nikomu nie zabraniam próbować.

 

10:21, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (17) »
sobota, 03 stycznia 2015
Spustoszenie.

tuba

 

Ostrożnie, ale ciekawie uchyliłem duże drzwi. Skrzypiały otwierając przede mną podwoje pięknego domu. Był duży, stary z wieloma zakamarkami i kryjówkami. Znałem je wszystkie, ale jakby o nich zapomniałem. Były inne, jak we śnie, kiedy wiesz gdzie jesteś, ale to miejsce wygląda zupełnie inaczej niż wygląda naprawdę. Naprawdę, dom był pełen przedmiotów, starych mebli, obrazów, bibelotów, kwiatów. Miał swoją duszę, jaką posiadają stare budynki z wnętrzem, pamiętającym wiele pokoleń. W każdym pokoju żyły historie, opowiadane skrzypieniem podłóg, ruchem firanek w oknach, postaciami z fotografii.

Biegałem po schodach, otwierałem kolejne drzwi, zaglądałem do pomieszczeń. Wszędzie było pusto, a echo moich kroków, wżerało się nieprzyjemnie w mózg. Słyszałem tylko siebie, swój przyspieszający oddech, bicie swojego serca i schody jęczące pod stopami. Czułem, jakby ktoś wydarł temu miejscu duszę pustosząc je, jakby wydarł duszę ze mnie i gdzieś ją zapodział. A ja, biegałem po tym magicznym wnętrzu i szukałem jej nerwowo. Wszystko bezlitośnie wypatroszono, a ślady krwi skutecznie zatarto. Z zewnątrz wszystko wyglądało normalnie, nic się nie zmieniło, do środka dawno nikt już nie wchodził. Przebiegając przez hol, zauważyłem lustro, tylko ono zostało na ogołoconych ścianach. Spojrzałem w nie i już wiem, dlaczego je zostawiono. Nie było w nim mojego odbicia, a ktoś chciał, bym o tym wiedział. Bym pomyślał, że nie istnieję, że nigdy mnie nie było, że jestem tylko jedną z tych zapomnianych opowieści, wymruczanych z któregoś kąta domu.  

Ale ja jestem! Ja żyję nadal, nie umarłem, nie zniknąłem, nie rozpłynąłem się w marzeniach, nie przeszedłem do innego wymiaru! Umebluję dom od nowa, tchnę weń utraconą duszę, wypełnię go nowymi historiami i nigdy nie pozwolę by pozostał w zapomnieniu.

20:59, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (33) »