Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
niedziela, 28 lutego 2010
Komu piszę najpiekniej?

Rzucam przekleństwa na wiatr, co szaleje nad wielką wodą, jak popiół, który pozostał po kremacji mojego ciała. „A prochy me, niech wiatr rozwieje miła”. Stoisz na pokładzie mojego galeonu, patrzysz jak zanika kilwater, jak żagle spadają do połowy masztu na znak żałoby. Nie ma już mojej bandery, owinęłaś nią mnie, jak całunem. Zamiast niej, wisi tam Twoja wczorajsza kolorowa sukienka, wesoło trzepocząc na wietrze osusza się z łez, które na Ciebie wylałem. Twój głośny jak salwy armatnie śmiech, stanowi moje pożegnanie. Spełniasz pierwszą i ostatnią wolę moją, jakby na przekór mnie. Czarna, koronkowa rękawiczka nałożona na dłoń Twoją białą zanurza się w gustownej urnie, dobywając mnie po garści. Z prochu powstałem, a proch mój w wiatr się obrócił, zatańczył z nim, zawirował i rozproszył się: w wodzie, w powietrzu, w ogniu i w ziemi. Źródło wysycha, powietrze się rozrzedza, ogień gaśnie, ziemia jałowieje. A jakby tak piorun z jasnego nieba, przywołany moimi przekleństwami, trafił w maszt? Uciekłabyś, czy została na pokładzie dopełniając sati, dobra kobieto?

 

13:30, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (4) »
sobota, 27 lutego 2010
Zatrute pióro.

Quillis

Inakust w kałamarzu jeszcze śpi jak spokojna tafla jeziora tuż przed uderzeniem wiatru. Lotka świeżo ze skrzydła wyrwana,  jęknęła pod ostrzem ostatnim tchem agonii i umarła, rodząc się do innego życia. Na blacie mahoniowego, starego jak świat biurka, gdzie każda szuflada nosi odciski dawno zapomnianych dłoni, spoczywa ryza papieru w kolorze ecru. Papier to czerpany, kryjący w swej fakturze i światło i ciemność tajemnych roślin ze wszystkich ogrodów życia. Pszczeli wosk pożerany płomieniem świecy, który błądzi po bawełnianym knocie, rozjaśniając mrok komnaty, pachnie miodem. W starym skórzanym fotelu, siada współczesny człowiek, na chwilę przeniesiony w czasy, gdy ówczesną wiarę określa się dziś mianem ‘stara’. Stara wiara, jak i stara miłość, nie rdzewieje nigdy. Wierzy więc ten człowiek, że jest w stanie przywołać każdego ducha starych wierzeń, ożywić go i pozwolić by się zadomowił, wystarczy że chwyci za pióro i sprawi, że czytający uwierzy. Zdejmuję kryształowy korek z kałamarza, chwytam w dłoń pióro, kalecząc się nim. Gdy próbuję zanurzyć pióro w kałamarzu, kropla mojej krwi, wpada do środka, a czerń inkaustu zaczyna opalizować. Może to tylko złudzenie, może to liczne odbicia światła świecy na tafli cieczy zaburzonej wpadającą kroplą? A może to tylko moja własna wyobraźnia, pokazuje mi to, co chciałbym pokazać Tobie? Ja wierzę w nastrój chwili, w cienie niespokojnie tańczące na ścianie, w oczy patrzące na mnie ze starych portretów, w dźwięki wydobywające się ze starych mebli i w zapachy, jakie wnikają we mnie. Jeśli zechcesz, uwierzysz i Ty.

 

 

13:39, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (8) »
piątek, 26 lutego 2010
Edukacja.

tuba

Uczył mnie Bóg miłosierdzia, uczył Budda tolerancji, uczył Mahomet ślepego oddania, uczył Mamona szacunku, uczył Zeus gromem władać, uczył Szatan ekstazy, uczył Inti składania ofiar, uczył Wakan Tanka odkrywać tajemnice, uczył Tarot spoglądać w przyszłość, uczył etruski Charon przemijania. Nauczył mnie Ojciec być dorosłym. Kto uczy mnie uczuć? Śmierć, co rusz ocierająca się o mnie zalotnie.

 

19:06, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (3) »
czwartek, 25 lutego 2010
Porównując rozmiary...

Ja, udający ślepego na obydwoje oczu, małość Twą widzę ogromną. Ja, izolujący się od dźwięków z zewnątrz, umieram w rozpadlinie tego, o czym mówi mi moja własna logika. Mogę nie widzieć, nie słyszeć, nie czuć, nie wydawać dźwięków, nie reagować. Ogromna Małość Twoja, po moim niebie hasa, ukradzionym rydwanem, śmiejąc się pogardliwie. Ona śmieje się ze mnie. Ona rośnie coraz większa, żywiąc się mną. Nieprzypadkowy pozorny pleonazm: ‘ogromna małość’. Ja nie gubię się w n-wymiarowych przestrzeniach, nawet gdy to n do nieskończoności zmierza. Odnajduję siebie właśnie w tym nieskończonym wymiarze. Na tle nieograniczoności mojego nieba, patrzę jak stale umykasz, mijając kolejne gwiazdy w następujących po sobie gwiazdozbiorach. Staram się pojąć i chyba wiem, że chcesz tylko poznać wszechświat. Poruszasz się w ograniczonym jego sektorze, gdzie ruch, jaki wywołujesz może stworzyć tam zawirowania godne tajfunu. Nie wiesz tylko, że ten Twój ‘efekt motyla’ ma ograniczony zasięg. Ja zaś, siedzę bezpiecznie, ukryty w oku cyklonu opowiadając sobie własną historię siebie. Uważaj, żebyś się nie pogubiła w tych obcych Ci przestrzeniach.

 

 

14:21, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (17) »
wtorek, 23 lutego 2010
Zazdrość, duma i uprzedzenie.

tuba

Wczoraj na czacie, trochę się zaczęliśmy wygłupiać. Wygłup polegał na tym, że zdrabnialiśmy wszystko, co się da. Zaczęło to bardzo przeszkadzać mojej niegdysiejszej znajomej. Okazało się, że będąc w publicznym pokoju czatowym, nie jestem u siebie i mam jako cyt: ‘chołota’ zabierać się stamtąd. Zapytałem więc, kimże jest Ona, czy jakąś szychą, żeby narzucać styl rozmowy i wyganiać mnie z publicznego pokoju? Czego się dowiedziałem? Proszę bardzo:

„21:49:41 ~oliwinka: czy tym razem ja mam Tobie poker pwoiedzieć, jak Ty mówisz zawsze do mnie " Ty wszzystko pewnie wiesz o mnie, nawet to, ze jestem szycha " ; lepiej zapomnij, ze tutaj jestem ; a nawiązując do rannej
21:49:42 rozmowy, nie muszę Ciebie znać, aby wiedzieć, ze masz wieczny wkurw, bo piszesz o tym nazbyt czesto na blogasku”

Ja zapytałem, Ona zaś stwierdziła i oceniła. Dodała, że piszę nazbyt często, zarządziła mi u mnie w domu. Zemściła się, po czym wyszła, zapewne zadowolona z siebie. Ta moja koleżanka, też prowadziła bloga, może jeszcze to robi. Ja nie będę oceniał, ani wyłuszczał tego, o czym pisze Ona. Ponieważ to, jaki temat ktoś podejmuje u siebie, jest jego wyłączną sprawą, mnie pozostaje przemilczeć i nie wchodzić komuś do domu, gdy jego pisanie mnie drażni, albo mi się nie podoba. Nie przyszłoby mi do głowy, wytykać komukolwiek tego, co pisze u siebie. Dla mnie, świadczy to o prymitywizmie. Oczywiście aplauz pozostałych nieznanych mi osób, był powalający. Mnie tam zwisa, ale wszyscy ci, których nie znam ja, znali mnie – jestem kurwa sławny!

Pomijam fakt, że trudno było nazwać rozmową to, co wrzucano w okno czata. Mnie to nie przeszkadza, każdy bawi się tak, jak lubi, gada o tym o czym gadać  lubi i z tym z kim chce. Każdy też, wchodzi na Nicku takim, jaki sobie wymyśli. Do mnie także włażą przebierańcy, by ubliżyć, dokopać itp. Każdy ma indywidualne podejście do własnego miejsca. Blog, pomimo, że otwarty, nie jest miejscem publicznym, tak samo, jak ‘prywatny’ pokój czatowy, ‘prywatne’ forum itp. nie należy do wszystkich, którzy tam raczą luknąć. Stosuję się do nakazów i zakazów, objętych czatową etykietą, pomimo, że śmieszy mnie w wielu punktach. Powalająca jest także, wybiórcza kontrola operatorów, nad przestrzeganiem regulaminu. Dotyczy zwłaszcza tzw niecenzuralnych słów, używanych przez uzerów. Ale przecież wiadomo, że jednemu przekleństwa pasują do oczu, inny zaś, szczególnie ten, co nas wkurwia – w przeklinaniu jest odrażający i niezgodny z regulaminem. Tak więc jedni swawolą w przekleństwach, a inni za te same słowa, są bezlitośnie karani. Wszystko to świadczy o fałszywej dumie, prymitywnym uprzedzeniu i zwykłej zazdrości.

 

11:46, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (45) »
 
1 , 2 , 3