Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
piątek, 24 lutego 2012
Takie tam.

 

zwzwzwz

Moonlight Shadow

Z całym przekonaniem i całym swym jestestwem, zmęczonym fizycznie i psychicznie, stwierdzam dobitnie i kategorycznie, że uwielbiam piątki. Po prostu uwielbiam, jak mało co z rzeczy niepoliczalnych i nieduchownych na tym łez padole. Nie znoszę tego „łez padole”, ale – niestety – nic innego jeszcze nie wymyśliłam zamiast. Piątek wieczorem, to taka pora, kiedy wydaje się, że strasznie dużo czasu do odponiedziałkowego zapierdolu nas dzieli, że się zdąży z tym, i z tym, i jeszcze z tamtym. I się posiedzi przed kompem, do rana w dodatku. A potem się okazuje, że odgruzowanie potrzebne stale i sukcesywnie, że Syzyfowe prace nigdy się nie kończą, że przed kompem pada się koło północy z ledwo napoczętą flaszką wina, że  słowa, które miały być skierowane do kogoś uwięzły gdzieś w gardle, albo utknęły w drodze między kuchenką a pralką… Że nadal jest zimno, że słońce nie przebija się nieśmiało, tylko siedzi za tymi chmurami, jak ja dziś w archiwum, coby mnie nie dopadł wkurw prezesa…Doba się skurczyła do jakichś dziwnych rozmiarów. Zanim złapiemy się w objęcia na dobre – właściwie trzeba kłaść się spać. Dlatego cholernie frustruje mnie to nasze mozolne i powolne układanie się z czasem. Nasze, czyli moje i Twoje. Ale co tam. Przeżyliśmy Twoją pracę na zmiany i nie pogubiliśmy się, to przeżyjemy i moje wessanie w trybiki korporacji. Tym bardziej, że mamy trybiki bardzo podobne. Oj bardzo, bardzo, bardzo podobne… Rozmowy w pracy, to kalki tego, co do mnie pisałeś przez te wszystkie lata, kiedy huśtamy się na tej huśtawce razem. I niezmiennie mnie to bawi, póki co.

No i tak. Miałam pisać o czymś, a jak zwykle skonsumowały mnie dygresje. I teraz już sama nie wiem, jaki miał być motyw przewodni tej notki. Ojtam. Nie zawsze musi być z sensem. A skoro nie musi, to nie jest.

 

21:56, kwestia_czasu , bez znaczenia
Link Komentarze (27) »
sobota, 18 lutego 2012
Potrzebuję Cię.

 


tuba

Piec CO, przestał szaleć i włączać się co rusz. Na ulicach leżą pryzmy topniejącego śniegu. Z dachów, gałęzi, zewsząd kapie woda. Na wzgórzach nieopodal, leżą niechlujnie porozrzucane placki śniegu, które bronią się przed topnieniem. To już chyba przedwiośnie. Wena usiadła na brzegu łóżka i patrzy na mnie z politowaniem godnym zatroskanej matki.

- Co się z tobą dzieje?

- Nie wiem, nic, nie chcę o tym rozmawiać.

Umilkła taktownie i patrzyła ukradkiem, jak ogarnia mnie marazm. Nawet już wkurwiać mi się nie chce. Nie patrzę w jej stronę, bo dręczy mnie sumienie. Czuję, jakbym coś przeoczył, o czymś zapomniał, coś po drodze zgubił. Ale nic takiego nie miało miejsca, dlaczego więc to coś nienazwane, próbuje kąsać mnie od środka? Wiem, że jestem niezjadliwy, niestrawialny, nieakceptowalny, jednak takie cechy nie powodują niestety natychmiastowego zejścia. W większości, jednostki docenia się wtedy, kiedy już ich nie ma. Zawsze za późno. Inaczej sprawy się mają z nieśmiertelnymi – nigdy nie doczekają się pochwał. Wena odważyła się zadać kolejne pytanie.

- Gdzie Ona jest?

- Wróci niebawem.

Kiedy potrzebujemy wsparcia kogoś bliskiego, jego akurat w tym momencie nie ma. Kiedy jest, oczekujemy, że sam powinien się domyślić, nie potrafimy wykrztusić z siebie słowa, tylko czekamy w milczeniu na cud czyjegoś jasnowidzenia.

 



12:47, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (33) »
środa, 15 lutego 2012
Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.

 

Tuba

Skąd się wziął Diabeł? Według ogólnej teorii, ‘zrodził’ się ze zbuntowanego Anioła, którego Bóg strącił do piekieł. Mamy Anioła, który to w jednej chwili staje się Diabłem – iście magiczna przemiana. Po której zostaje natychmiast zesłany w nowe miejsce zamieszkania. (Aniołem może zajmiemy się potem, przy jakiejś innej okazji). Znaczy to, że Najwyższy, piekło miał przygotowane, na wypadek jednostek buntowniczych, jakie mogłyby się pojawić w niebieskich szeregach. Mało tego, znał jego – Diabła - rodzaj gatunkowy, miał też dla niego nazwę własną, a może nawet definicję. Sprzeciw, Wysoki Sądzie, to są spekulacje!
Właściwie nie wiemy, kiedy powstało piekło i skąd się wzięło. Gdy Pan tworzył świat, niebo już było, albowiem zstąpił On z niego w celach stworzenia Ziemi. Nie ma natomiast wzmianki o tym, że przy stworzeniu świata zostało ono w jakiś sposób z niego wydzielone, wiemy natomiast, że było już gdy pierwszy banita został tam wysłany. Widać tu jednak wyraźnie, że każda władza, każdy system ma przygotowane miejsce powiedzmy odosobnienia, izolacji, czy tam internowania osobników, którzy nie zgadzają się z ogólnie przyjętą linią – nie powiem, że partii, choć to się kojarzy jako pierwsze.  Możecie na mnie napadać, że nie czytałem uważnie Pisma Świętego. Ja nie czytałem go wcale, jedynie fragmenty, dlatego moja teoria może mieć luki.  W sumie do każdej teorii można się przypieprzyć. Weźmy taką Kopernik, gdy dawno temu wyskoczyła z rewelacją, że to Ziemia Matka, kręci się wokół Słońca, a nie odwrotnie. Takich przykładów, gdy najgłupsza według aktualnie ówczesnych mędrców teoria, w przyszłości zmienia się w niezaprzeczalny i udowodniony fakt, na przestrzeni wieków mieliśmy wystarczająco dużo, by tworzyć własne analogie zjawisk.
Skąd wzięło się to ‘zło’, jakie zagościło w pierwszych buntownikach? Bo jakim sposobem zakiełkowało w Adamie, gdy kretyn zakosił zakazane jabłko z tego rajskiego drzewa, to wiemy wszyscy. Dla przypomnienia nadmienię, że to ta żmija Ewa, ta jaszczurka, która zwiała z puszki Pandory, kazała mu. No chyba nikt nie sądzi, że stworzył go sam Bóg? Po co miałby to robić? A może zło było wcześniej, przed Bogiem i dobrem. Skądinąd wiadomo, że każda trucizna ma antidotum, każdej akcji, towarzyszy reakcja i nie istnieje na świecie nic, co nie miałoby swojego antagonisty. Dla mnie to bardzo logiczne, bo gdyby tak nie było, ten świat, jaki znamy, nie utrzymałby się w kupie przez ułamek sekundy. Proste prawa fizyki, dawno temu w czasach, gdy Fizyka nie była jeszcze zdefiniowana (a Bóg tak),  nazywane były prawami boskimi.
Ile jest Diabłów w naszym wymiarze, i światach równoległych? Czy Diabły się rodzą, skąd właściwie te ich rzesze się biorą? A może ich liczba ustaliła się na pewnym poziomie wieki temu i jest niezmienna do dziś? To samo dotyczy Aniołów, choć one mogą się brać z dusz dobrych ludzi, gdy te opuszczą doczesną powłokę. Nigdy zaś nie słyszałem, by po śmierci jakiegoś ‘złego człowieka’, ktoś mówił, że wzmocniły się szeregi Diabełków, bo ten zbój został np. stracony. Mówi się natomiast, że trafił do piekła skazany na wieczne potępienie.
Mylicie się, że sprawa jest prosta: czarne, albo białe, dobre, albo złe, piekło, czy niebo. Jest jeszcze stan pośredni, który nazywamy czyśćcem. Właściwie to tez nie wiadomo, gdzie to miejsce się znajduje i kto do niego trafia, a kto prowadzi klasyfikację. Nie wyobrażam sobie też, czemu to miejsce tak naprawdę miałoby służyć. A kiedy pomyślę o sztabie istot, które miałyby dokonywać selekcji innych istot, to wybaczcie, ale wymiękam. Rozbudowany aparat wymiaru sprawiedliwości, podparty kodeksem dobra… No chyba że wszystko odbywa się jakimś cudownym automatem, przy użyciu pradawnej maszynerii, czegoś w rodzaju perpetuum mobile, które raz wprawione w ruch, w czasie prapoczątków wszystkiego, działa do dziś i działać będzie do skończenia świata i jeszcze kilka dni dłużej.
Powiem Wam na koniec: Strzeżcie się, albowiem układ równań z tyloma niewiadomymi, nie zawsze da się rozwiązać w sposób prosty i jednoznaczny, a czasem jest w ogóle nierozwiązywalny. 



18:34, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (26) »
wtorek, 14 lutego 2012
Wiersz?

Bez kwiatów.
Których rankiem nie uszczknąłem,
Z łanów Elizejskich Pól.
Bez słodyczy.
Których smak zmieniła gorycz,
Cudzych słów.
Bez ukłonów.
W pas cnót wszelkich z powodu,
Lumbago.
Bez podarków.
Które dłonią swą mogłabyś zniweczyć,
W pył i marność świata tego.
Bez niczego przychodzę do Ciebie,
Właściwie.
Z jednym tylko życzeniem,
Dla nas obydwojga:
Niech będzie jak dotąd, choćby i na zawsze.
Ja wiem, że nie da się żyć,
Bez powietrza.



P.S. "Wiersz" ten, wymyśliłem dla Kwestii_Czasu.

16:12, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (24) »
wtorek, 07 lutego 2012
Balsam na duszę.
 
 
Sprawy się mają mianowicie tak. Siedzę ja sobie przy biurku, jest godzina 10 minut trzydzieści jeden przed południem i pisze to, co piszę. Ręcznie. Od - ręcznie. Se wrócę do domu, to se wezmę i przepiszę /wróciłam - przepisuję - dopisek mój/. Jakaż to oszczędność czasu i przestrzeni.
Pieprzony Styczeń odszedł w niebyt  i niech sczeźnie w zakamarkach niepamięci. Niedługo zepchnę tam również nie mniej popieprzony Luty. Zmian na tym przednówku tyle, że konieczna była całkowita korekta harmonogramu dnia i kompletna reorganizacja jego planu, tudzież całościowa zmiana ulubionych nawyków. Życie. Że o nabyciu całkiem mi nowych umiejętności nie wspomnę. Wypieram się przed Tobą, a nawet przed samą sobą tego, że trzęsą mną na zmianę i pospołu zimno i stres. Zimno syberyjskie i stres gigant, dokładnie rzecz ujmując. Nieeee! Ja się przecież nie stresuję. Ja jestem twardziel. Ja mam tylko popsuty termostat, a reszta jest pod kontrolą /faja/... Taaaa...
Kiedy mi wczoraj w nocy powiedziałeś, żebym się nie wypierała przedmiotowego/podmiotowego stresu, gdyż jest on normalny w tej sytuacji i czyni mnie - hmmm - bardziej ludzką, naskoczyłam na Ciebie z jadaczką, że mylisz się, bo MNIE JEST KURWA TYLKO ZIMNO I WCALE SIĘ NIE STRESUJĘ! Kolejne "taaaa" by się zdało wstawić...
Jesteś bardzo cierpliwy, wiesz? Wiesz. Oboje wiemy. Cierpliwy i spokojny. Mało kto zna tę Twoją twarz. Przypuszczam, a nawet mam pewność, że stąd nie zna jej zupełnie nikt. Nie znam bardziej stoickiej osoby, niż Ty. Jeśli chodzi oczywiście nie o całokształt, tylko o moje humorki, fochy, muchy i wybuchy. Znosisz moje wewnętrzne burze i zewnętrzne huragany z uśmiechem, chociaż wiem, że czasami/często zaciskasz zęby żeby mi nie jebnąć słowem za pieprzenie farmazonów, obracanie kota i wałkowanie jednego, co się mnie uczepiło, w kółko i wciąż. I tak fefnaście razy Wysoki Sądzie.
Nazwałam Cię kiedyś Oceanem Cierpliwości, Morzem Spokoju i moją Opoką. Nadal to podtrzymuję. Dodam tylko jeszcze Balsam na Dusze, Opatrunek na Rany, Antidotum na Skołowane Nerwy i mamy całokształt. Całokształt, czyli co? Panaceum. Jesteś lekiem na całe zło po prostu i bądź mi nim jak najdłużej, gdyż zwyczajnie, po ludzku Cię potrzebuję. Ja - nerwus i histeryczka, krocząca przez Twoje uliczki z miną "Nic mi nie jest".
 
PS. Dziś bez obrazka, bo modem. To był szyfr.
 
 
20:08, kwestia_czasu , bez znaczenia
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2