Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
poniedziałek, 25 lutego 2013
Zapowiedź wiosny, dla Charmee.

 

Pierwszy ślad wiosny, wlazł mi dziś pod buty błotem, gdy wdepnąłem  na pobocze wąskiego chodnika ustępując komuś przejścia. W deszczu topił się śnieg, zalegający w niedawno odgarniętych pryzmach. Przed świtem, śpiewają już jakieś ptaki – to także znak, że świat się pomału odmienia. Wracam do domu i jeszcze jest widno. To była najgorsza zima w moim dorosłym życiu. Zaczęła się już wczesną jesienią i trwa i męczy i wykańcza pomału, sukcesywnie, konsekwentnie. A może by tak, wyjść naprzeciw tej wiośnie? Wymazać ten czas chłodów i jesiennej pluchy listopadowych nocy? A może by tak pokryć czarne słowa minionego czasu, jak pokrywa się pnie drzew na wiosnę bielą wapna? Zamazać i zapomnieć na wieki wieków. Postawić jakiś znacznik, obok najbliższego krzewu, ustanawiając go startem.

Tak daleko byłaś ode mnie, że nie zdołałaś zauważyć, ani odczuć, jak moje serce, za-migotało wieloma światełkami, bym potem pogrążył się w ciemności, z której udało mi się uciec. Nie słyszałem głosów, nie widziałem światła w tunelu, czułem tylko jak niebyt oblepia mnie potem, obejmując wielkim niepokojem. Gorąco i chłód, naprzemiennie przywracały mnie do świadomości. Musiałem oślepnąć, żeby wszystko zobaczyć na nowo. Musiałem poczuć, jak cholernie jestem poobijany. Dotknąć guza na łbie, by uwierzyć, że on tam jest naprawdę. Zupełnie jak Tomasz, ten niewierny.

Myślę sobie że, ta zima kiedyś musi minąćNim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic



19:10, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (17) »
środa, 20 lutego 2013
Do końca.

 

 

tuba

Jakoś tak się zrobiło chujowo, pod każdym względem, w obydwu światach. Do dupy jest także w tym trzecim, niezauważalnym na co dzień świecie – świecie wszystkich warstw świadomości. W przestrzeniach, gdzie chowa się człowiek, gdzie się kształtuje, gdzie analizuje i rozkłada na czynniki pierwsze swoje życie, gdzie wyciąga wnioski i obiera kolejne kierunki działania. Ten ‘trzeci’, ale podstawowy świat ludzkiego bytowania, dręczy mnie najbardziej. On dawał mi siłę do życia i realizacji ‘boskich’ wobec mnie planów, kolejnych wcieleń. Tam nigdy nie pozwalałem się ugiąć, ani stłamsić, wiedziałem kim jestem i w którym miejscu przestrzeni się znajduję. Tak, jakby ktoś przytkał źródło życiodajnej wody, jakby zabrakło nagle czynnika chłodzącego, jakby temperatura wzrastała bez ograniczeń, jakby zaraz moje ja miało się stopić i zamienić w bezpostaciową masę, potem kurczyć się i wsysać wszystko, jak czarna dziura. Czyżby zaczęło się odliczanie do chwili autodestrukcji? Nie widzę nawet sensu w tym, żeby działać, zapobiegać, ratować, przywracać. Nie wiem dlaczego, towarzyszy temu dziwny spokój, jakbym ja sam nic nie mógł z tym zrobić, a pozostało mi tylko czekanie na nieunikniony koniec. Nic do mnie nie wrzeszczy ze środka, nic nie pomaga, nie wyciąga dłoni, nie rzuca brzytwy. Wszystko zamilkło, skurczyło się i schowało, nie wiadomo gdzie. Wiem tylko, że jest gdzieś blisko w milczeniu i pogodzeniu ze mną. Jeżeli to coś, ma ręce, na pewno mu opadły, jeżeli ma oczy – przestały widzieć, jeśli jest obdarzone słuchem – ogłuchło, jak posiada układ nerwowy – przecięło obwód. Sam nie wiem na co, ale też poczekam, do jakiegokolwiek końca. Nie trzeba pytać o powód, bo ja go nie znam.  

 



16:03, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (28) »
czwartek, 14 lutego 2013
Kadry dnia.

 

tuba

 

Wolność:

Obudziłem się, dużo wcześniej niż wstało słońce. Zanim zadzwonił budzik, nastawiony na czwartą czterdzieści. Za oknem widziałem rozświetlone lampami i pokryte śniegiem pagórki. Pomyślałem, że za chwilę oderwę się od wyrka i pofrunę przez zamknięte okno jak najdalej stąd. Nie mogłem się ruszyć ani na milimetr, kręgosłup rypał na całej długości, promieniując w najdalszy paliczek i ograniczał bólem każdy ruch.

Marzenia:

Przemknęło mi przez głowę, jakby to było cudownie, żeby dziś była sobota i nie trzeba by było wyfruwać z domu w celu zdobywania kolejnych szczytów. Budzik odtrąbił jak hejnał, chyba trzecią  z kolei drzemkę. Przezwyciężyłem fikanie w kościach i szybko zwlokłem się z łóżka.

Rutyna:

Otworzyłem biuro, odpaliłem kompa, nastawiłem wodę na kawę. Zalogowałem się, przejrzałem pocztę, odpowiedziałem na maile z wczorajszego popołudnia i z dzisiejszej nocy. Poszedłem tu i tam, zebrałem to i tamto, pootwierałem pliki i zacząłem pracę. Kiepski dzień, zaliczyłem kilka zmyłek i musiałem je naprawić. Okulary rankiem jakby gorzej widziały, trzeba wymienić.

Możliwości:

W drodze z budynku do budynku, wstąpiłem do sklepiku.

– poproszę drożdżówkę z dżemem.

- a którą dać?

- …

Zrobiłem wielkie gały i zalałem się niemą konsternacją. Pomyślałem sobie, że kurwa nawet tutaj, w tak prozaicznej sprawie, znowu trzeba dokonać wyboru!

Spełnienie:

Z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, wrzuciłem w plecak co moje własne, pozapisywałem pliki, wylogowałem się, po czym ubrałem jak człowiek i poszedłem do domu. Na szczęście nikt mi nie towarzyszył po drodze, bo nie miałem najmniejszej ochoty na jakąkolwiek rozmowę o niczym.

Rozterki:

Stanąłem przed bankomatem, przypomniawszy sobie, że w domu bywają dwie pijawki, w porywach do trzech. Ile wyciągnąć? Na łeb? Stałem tak chwilę i myślałem, nie mogąc się zdecydować. W końcu oszacowałem stan konta, bieżące wydatki i ze stwierdzeniem, jakoś to będzie oraz z gotówką w dłoni, udałem się po chałwę. Miała ona stanowić mały dodatek do tego, czego wszystkim zawsze bardzo brakuje. Nie byłbym sobą, gdybym nie kupił trzech różnych smaków, po to, by oni także mieli rozterki, związane z możliwością wyboru.

Perspektywa:

Mam przed sobą kawał samotnego wieczoru i żadnego pomysłu, co mógłbym zrobić z tym czasem. Nic nie zrobię – tak zdecydowałem. Puszczę go wolno, żeby upływał leniwie pomiędzy palcami i robił ze mną, co tylko zechce. Myśli posegreguję w szufladach. Część zamknę i zalakuję w kopertach, by same nie mogły się wydostać i mącić mi w głowie. Część puszczę na wolność, żeby mogły się wyhasać po niebieskich połoninach, by mogły przysiadać mi na wargach jak motyle, lub opadać na rzęsy jak płatki śniegu. Reszta ma przykazane, siedzieć cicho w szufladzie i czekać na odpowiednie czasy, które być może kiedyś nastąpią.

 



16:58, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (9) »
środa, 13 lutego 2013
Oszust.

tuba

Odwaliwszy łbem wszystkie tynki,

Wrzasnął: odwołuję te 'Walentynki'!

Pierniczę czerwone serca i życzenia -

Dodał już cicho, tak od niechcenia.

Gdzieś mam łańcuszki ciepłych słów.

Chcę żeby ta wiosna nastała znów.

Olewam kwiaty i wszystkie prezenty!

Niech będę na wieki JA, przeklęty!

Żaden ja święty i nie chcę nim być.

Wolę normalnie dniem powszednim żyć.

Każdego rana łamać się chlebem,

I rzadko chcę spacerować niebem.

Na co mi wzloty, z finałem w upadku?

Za dużo w tej świętości spadku.

Kiedy zatęsknię za szybszym serca biciem –

- to czas już żegnać się z tym życiem.

To powiedziawszy, skłonił się głęboko,

Mamrocząc pod nosem jedno słowo:

Spooookoooo…

Taki to Walenty, wcale nie święty

Lecz tak jak oni, ma swoje wykręty.

 



19:57, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (2) »
piątek, 08 lutego 2013
Gdzieś...

tuba

Czekam na na echo, które mnie wezwie, które odpowie na moje nieme wołanie. Pochylam się nad studnią czasu jaki już za mną i niczego stamtąd odłowić nie potrafię. W bezpostaciowej mętnej brei, nie widzę nawet swojego odbicia. Nie Czekam ma mnie tam? Nie, stoję przecież tu i teraz, dłonie oparte na cembrowinie myśli powoli przenikają chłodem. Choćbym nawet dźwięk z siebie wydobył i krzyknął w tej studni zawartość – ona pochłonie każde drgnienie powietrza i zamieni w niebyt. To jakaś czarna dziura z antymaterią, może i mnie powinna wchłonąć? Może powinienem tam wskoczyć i zapaść się w jej nicość? Potem czekać, aż przetrawi mnie, przemieli i wypluje w całkiem innym miejscu, jako wiązkę światła? I znajdę się tam, gdzie pejzaż przypomina Elizejskie Pola, ubarwione kolorami, jakich nawet ja sam nazwać nie potrafię. Nie sądzę, żeby właśnie tam, było coś lepsze, piękniejsze, czy bardziej przyswajalne niż tutaj. Będzie po prostu inne. Ale inne nie zawsze znaczy lepsze, a lepsze zazwyczaj jest wrogiem dobrego. Czuję, jakby antypody nagle się starły ze sobą, tworząc wielki wir. Coś mnie tam woła, ale tak cicho, że słyszy tylko moja podświadomość.



16:31, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (19) »
 
1 , 2