Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
piątek, 30 listopada 2007
Zagrasz w bilard?

 

 

 

Bilard to taka gra, której zasady są pozornie proste. Odbywa się zazwyczaj w miłej atmosferze, w jakimś „klubie”. Do gry potrzebny jest stół na stabilnych nogach, obity zielonym suknem, z nawierconymi kilkoma otworami, kij którego zawsze wygodnie mieć w ręku, kolorowe kule, różnie punktowane, i kawałek specjalnej kredy, by nią pocierać koniec „oręża”. Możemy grać ze sobą, ale najwięcej emocji jest wtedy, gdy mamy przeciwnika(-ów) i liczymy swoje punkty. Graczowi wystarczy tylko odrobina wprawnej ręki, oko bez astygmatyzmu i zeza, umiejętność przestrzennego przewidywania oraz wiedza gdzie i które puknąć, by potoczyło się w kierunku w którym MY chcemy. Gdy już wszystkie warunki zostały spełnione, przystępujemy do gry. Często gramy z mniej wprawnym przeciwnikiem, który miota się i macha swoim kijem gdzie popadnie. My, lekką ręką przeprowadzamy przez zieleń sukna bilę w cudownym slalomie, lekko ocierającą się od innych kul. Kule są wspólne – do nas należy kij i precyzja jego ruchów. Bywa, że cokolwiek zrobi współgracz, jakby nie rozwalił kul – zawsze to MY mamy decydujący ruch i ten nasz delikatny, ledwo dostrzegalny „puk”, przesądza grę na naszą korzyść. Często grywamy z kimś, kto kompletnie nie zna zasad. Trafia nam się troglodyta, który macha kijem jak maczugą, nie zdając sobie sprawy, że kula rozgrywająca należy do nas. Do nas też należy ostateczne „puknięcie”, bez względu na technikę, jaką ktoś zastosuje. Zasady gry, wyznaczamy sami, jeśli ktoś zechce z nami zagrać, musi się dostosować. Jeśli nie chce z nami grać – nie musi tego robić. I to jest kurwa piękne! Czasem zdarzy się gracz o wyjątkowym talencie, ale teraz spotkać takiego to rzadkość, prawie niebywała – gra z takim wirtuozem, to czysta przyjemność.

 

 

18:07, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (3) »
czwartek, 29 listopada 2007
Coś dla Pań.

 

 :)

Zasiadłszy za stołem przy piwie, od razu przechodzą do dyskusji. Dyskusja ma posiadać podstawowe cechy: ma toczyć się wartko, ma się argumentować, ma mieć oponenta, zwolennika i obserwatora, co się od głosu wstrzymał. Z każdym łykiem więcej, rodzą w sobie poczucie możliwości przeskoczenia coraz większych gór. Szczytują, upajają się słowem, wyją gromkim śmiechem, przekrzykują się swoim zdaniem. Są bohaterami, uzdrowicielami świata, myślicielami, idealistami, doskonałymi kochankami. Każdy z nich uważa, że to jego jest tym lepszym, najlepszym, doskonałym, które jest w stanie przyćmić te wcześniej wykrzyczane. Każdy kolejny argument jest coraz bardziej nie do zajebania. I już kolejny temat-rzeka, kolejny jaz, kolejne wezbranie wodospadów myśli, aż do zachrypnięcia. Samochody, motocykle, speed, ekstremalne sporty, gdzie szybka jazda bez trzymanki jest normalką. Przerwa na piwo. Następny temat przewija się przed oczyma w postaci przechodzącej kobiety. Ślina powoli odrywa się ciągnącą kroplą od ust. W pseudozalotnym uśmieszku, obnażającym zęby, w przymglonym powłóczystym spojrzeniu, które ciągnie się za przechodzącą jak guma do żucia, widzę zarzewie konfliktu. Kłócą się już o ideały – ideały piękna kobiecego ciała. Może się napijmy? Seks – Dura sex, sed sex! To ja, ja mogę mieć każdą. Nie pierdol, każdą, dopóki jej nie zaciągniesz do łóżka – brwi ściągnięte u nasady nosa. A ja kocham swoją żonę – rozmarzony ma wzrok mętnie! Ty cycku rybi, a głupiś – prawie plują z dwóch stron podparci na rękach o blat stołu i przechyleni w kierunku jednego. Polityka, pozornie bezpieczny temat – tylko pozornie! Padają frakcje, powstają odłamy, rodzą się nowe programy partyjne. Trzy piwa proszę!

Czas biegnie niemiłosiernie – do następnego razu.

 

 

17:24, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (7) »
środa, 28 listopada 2007
Wolność, Liberte, Freedom i SŁOWO

 

 są?

Nikt nie zaprzeczy, że wolność jest wielką wartością, obok życia, rodziny, zdrowia. Każdy sam ustawia swoje wartości w szereg „elektrochemiczny”. Każdy wie, jakie kryteria muszą być zrealizowane, by daną wartość bezgranicznie odczuwał – by był spełniony w jej obrębie.

Dużo pisano na forach i czatach o wolności – tu, WOLNOŚCI SŁOWA.  Różnie to ludzie pojmują. Jedni możliwością bezkarnego ubliżania innym, drudzy wulgarnością przekazu, brakiem ograniczeń w poprawności używania języka ojczystego, pieprzeniem i prowokowaniem wszelkimi dostępnymi środkami, obnażaniem prywatności innych, wytykaniem wad i błędów, wyśmiewaniem podstawnym lub nie, złośliwością wobec innych, bezpardonowym chamstwem itp. Wolność słowa realizujemy, wyrażając swoje często odmienne oryginalnością poglądy, na wiele spraw i zjawisk, tym, że bywamy kontrowersyjni i niezgodni w swoich poglądach z większością ludzi, z „ogólnie przyjętymi normami”. 

Co z tą wolnością słowa, gdy brak słów? Czy można w takiej sytuacji mówić o „wolności słowa”? Czym ona wtedy jest – gdy milczymy? Może ja jestem zbyt ograniczony, by to pojąć – może ktoś mi wytłumaczy? Wyrażam wolność słowa nie mówiąc nic, nie zajmując żadnego stanowiska, tylko zaznaczając swoją obecność. Można tak, czy nie?

 

20:17, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (8) »
wtorek, 27 listopada 2007
Up(a/i*)jać się powoli

wino

Powoli zaczyna krążyć w żyłach. Każda kropla krwi zamienia się w kroplę wina – czerwonego, wytrawnego, markowego. Dociera do każdej komórki ciała. Najpierw rozpoznają jego smak usta. Rozlewa się z każdym małym łykiem, coraz dalej od wnętrza aż po końce włosów. Czuję go wszędzie. W stopach jest ciężkie, w głowie powoduje lekkość, w tętnicach drga pomiędzy drobinami powietrza zamkniętymi w hemoglobinie. Najpierw wyostrza zmysły, by potem nagle je uśpić. Ogarnia mnie lekki błogostan, jakbym się znalazł nagle w środku rozgrywającego się filmu-snu. Jestem tam, choć mnie nie ma. Nie myślę o niczym, myślenie dokonuje się samo, bez mojego udziału. Czuję, jak mój biały mózg oblewa się delikatnie czerwonym strumieniem wina. Pływa w nim cały zabarwiając się na kolor ciemnoczerwony i już nie sposób odróżnić, co jest nim, a co jest winem. Jestem jak wino, mocne od dojrzałości, z bogactwem smaku i zapachu. A wino jest takie czerwone, jak nic innego wokół mnie. Wino jest jak moja krew.

 

 

17:38, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (7) »
niedziela, 25 listopada 2007
Nie patrz na mnie, gdy śpię.

 

 

 od Vala

Jak na dzień wolny od pracy, obudziłem się dziś bardzo wcześnie, bo i zasnąłem dużo wcześniej niż zwykle. Spałem długo, z małymi przerwami. Nie wiem, co mnie budziło podczas spania. Może były to fragmenty sennego filmu, może gorąco, może jakiś odczuwalny ból, może po prostu czujność zbyt długiego spania. W dalszym ciągu czuję się zmęczony. Nie da się odespać minionego, nie da się nadespać na zaś. Majaczenia senne, zmory, które budzą nas ze snu. Irracjonalne przesłania, których od razu nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Nonsensowne fragmenty zdań, nie dające się pozbierać w logiczną całość. Męczące obrazy, przesuwające się pomiędzy kolejnymi przebudzeniami. We śnie poczułem się jak Pytia, odurzona trującymi oparami i bełkocząca idiotyzmy, które ktoś będący na jawie tłumaczy jako wieszczące, prorokujące przesłania. Spocił mnie ów nocny chory szept. Rozbił mnie na kilkadziesiąt fragmentów – zupełnie niepotrzebnie. Zanim noc zmieniła się w dzień, który pozwolił  rozpoznać kształty w sypialni i za oknem, byłem już świadom realnego czasu, wiedziałem gdzie jestem. Wiedziałem też, że nic się nie zdarzyło na jawie takiego, co było zwiastowane we śnie. Zwyczajna angina pectoris pomieszana z gorączką wieczoru – zdefiniowałem zjawisko, nadając mu imię. [to tak w korelacji z innym blogiem ;)]. Czy będę wobec niego obojętny, czy go pokocham, czy znienawidzę – ono będzie ze mną. Nikt nie znalazł jeszcze na nie antidotum. Ja sam takiego nie szukam.

 

 

11:34, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (17) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5