Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
niedziela, 27 listopada 2011
Oczekiwanie na nieuniknione.

 

♥♥♥

 

Gdybyś była tak blisko na co dzień, jak jesteś od święta. To co nazywa się szarością powszedniego dnia, malowałabyś barwami i paradoksalnie, szarość stawałaby się kolorowa. Pokonywalibyśmy razem, stąpając powoli każdego dnia – po jednym stopniu schodów do nieba, coraz wyżej. Niespieszno by nam było delektować się chwilą każdego dnia. Odurzony zapachem Twoich perfum, chłonąłbym widok Twojego ciała, osłoniętego moją koszulą. Przechadzałabyś się przed moimi oczyma klatka po klatce, w zwolnionym tempie, bym mógł się nasycić tym obrazem, którego wiecznie mi mało i mało. Jestem pewien, że kiedyś przyjdzie taki czas, gdy wypełnisz sobą każdy fragment mojej przestrzeni. Znikniemy wtedy bez słowa z miejsc, które teraz stanowią naszą wspólną przestrzeń. Rozpłyniemy się tutaj, by zmaterializować się tam, gdzie żadne kaprawe oko, żaden plugawy jęzor, nie będzie rościł sobie praw do tego, co tylko naszym będzie. Kiedyś skończy się ten talk show i nie będzie już żadnej zamiany tego co piękne w to, co zdaniem innych jest udawane, nieprawdziwe, itp.

 



12:02, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (15) »
środa, 23 listopada 2011
O jeden blog za daleko, czyli co?

 

 jpgjpgjpg

 

No i tak. Urodziny żem sobie zakonspirowała, a Ciebie, pod lufą wirtualnego pistoletu zmusiłam do milczenia na rzecz wyżej wymienionych. Oczywiście - nie posłuchałeś i oczywiście - puściłeś mi zawoalowane oczko, po którym nikt, ale to zupełnie nikt /faja/ się nie zorientował. Uwielbiam Cię za to. Uwielbiam, ubóstwiam i wszystkie inne synonimy. /Synonim, to figura stylistyczna, z tych 21 stron, wiesz? :P/ A teraz piszę sobie bez motywu przewodniego, gdyż mam ochotę postukać w klawisze. Bo tak. I niech se gadają, co chcą. Zawsze, kiedy mnie najdzie taka ochota - wezmę i postukam. Bo lubię. Męski blog? Oczywiście. Taki sam, jak rok, dwa, trzy i dalej temu. Ja zaś jestem dopełnieniem mężczyzny, więc jak najbardziej, jestem tu na swoim miejscu. Piszę do siebie, nie gwoli wyjaśniania czy tłumaczenia, gdyż lubię czasami pogadać do siebie. O czym zresztą dobrze wiesz. Lubię tu być.

Ha! Tak naprawdę, to utknęłam w dygresji, bo wzmianka o dwudziestym pierwszym listopada, miała być tylko pretekstem do wykonania pewnego ruchu. Bez uzgodnienia z Tobą, ale wiem, że mogę tu wszystko, więc pozwolę sobie skorzystać z tego prawa :) :* Dlaczego natchnęła mnie ta data? Bo: piosenka, rozmowa nocna i życzenia.

Od jakiegoś czasu, bardziej długiego, niż krótkiego, rozmawiam czasami wieczorami z pewną osobą. Kobietą, żeby było jasne. I to kobietą, która onegdaj bywała tu wcale niesporadycznie, a potem - wskutek różnego rodzaju zawirowań, zniknęła z widoku, ale nie zniknęła z sieci. Wyjaśniłyśmy sobie pewne sprawy, zaszłości, doszłyśmy do wniosku, wspólnego, czym /a raczej kim/ były one spowodowane, nawiązałyśmy porozumienie ponad podziałami - póki co jeszcze dość kruche, bo nieufność obustronna robi swoje. Pewnie jeszcze dużo wody upłynie, zanim się ono umocni, a być może nie umocni się nigdy, ale chciałabym, aby tu wróciła. Tu i tam. Chociaż akurat "tam" bywała rzadko. I w ogóle.  Osobiście, nie mam do niej żadnego żalu, gdyż doskonale znam motywy niegdysiejszego postępowania, wcale mi nieobce. Nie rozpatruję tego nawet w kategorii winy, na zasadzie "kto zawinił bardziej", gdyż był to po prostu zbieg niewłaściwych okoliczności i znalezienie się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze. O jeden blog za daleko. A przecież - tak naprawdę - nie miałyśmy powodu, żeby się zwalczać. Może po prostu jesteśmy zbyt podobne?

Teraz to nieważne. Było - minęło. Wszyscy popełniliśmy błędy, wszyscy dostaliśmy nauczkę. Lekcja odrobiona, można się uczyć dalej.

Te, konspiratorka. Wyłaź z ukrycia, bo nikt Cię tu nie zje. Daję Ci trzy - cztery dni, bo tyle czasu przewiduję na zmobilizowanie Pokera do napisania nowej notki.

 

19:15, kwestia_czasu , o czymś
Link Komentarze (42) »
poniedziałek, 21 listopada 2011
Oczko, czyli 21.

 

17:19, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (27) »
niedziela, 20 listopada 2011
Czas na umieranie.

Jest pewien typ aury, bliżej nieokreślony, kiedy rano, nie jestem w stanie się zerwać. Budzę się co jakiś czas, jakby kontrolnie, ale wcale tego nie kontroluję i zasypiam. Dziś jest niedziela, ale w dni powszednie, przy takiej aurze, jestem za późno w pracy. Obudziłem się przeto, nieprzytomny i niejarzący. Zdziwił mnie układ wskazówek na cyferblacie zegara, spojrzałem jeszcze raz, próbując wyostrzyć wzrok siłą woli, a on nie mylił mnie za pierwszym razem. Pierwsze co poczułem, to ból w ramieniu – żadna nowość, po przekroczeniu pewnej granicy wiekowej, jeśli się obudzisz i nic cię nie boli, znaczy to nie mniej nie więcej, niż to, że znalazłeś się w niebycie – umarłeś. Żyłem więc, pełnoobjawowymi symptomami życia mojej grupy wiekowej: zamazany obraz, ból przy próbie uniesienia się z wyrka, niechęć do leżenia, niechęć do wstania i cholerne poczucie obowiązku. Właśnie ono niemiłosiernie i bez znieczulenia, wyciąga mnie codziennie z pieleszy, każe się ogarnąć, ubrać i zastanowić co dalej. A czas nie czeka i jest mu obojętne to, że ktoś tam spał zbyt długo i skrócił mu się drastycznie dzień. Rozmemłanie sięga szczytu, osiąga maximum, dotyka apogeum. Nie jest ważnym to, co mówisz, bo liczy się to, jaki z twojej papki można ukręcić anagramowo-roszadowy pasztet, a potem czarno na białym podsunąć bliżej oczu, na taką odległość, żeby treść była dla ciebie czytelna. Już nie strzelasz, nie bronisz się, nie tłumaczysz, zgadzasz się na wszystko, bo i tak, co byś nie zrobił, czego nie powiedział obraca się pięknie przeciwko tobie. Jutro też jest dzień, nie jakiś szczególny, tylko normalny szary dzień, rozpoczynający kolejny tydzień - poniedziałek. Mam tylko nadzieję, że aura się zmieni i pozwoli mi zwlec się przyzwoicie z łóżka. Znowu pójdę zarabiać na chleb, postaram się wrócić do domu, jak zawsze wykonam te same, a może takie same czynności i możliwe, że przetrwam jakoś do wtorku. Być może w tym tygodniu, nastąpi ‘dobry dzień na umieranie’.

 





13:23, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (16) »
sobota, 19 listopada 2011
Uśmiechnij się...

tuba

Nie ma dobrze, nie ma łatwo, nie ma lekko, ale może być trochę miło, odrobinę przyjemnie. Spokój zmieszany z ciepłem, jakie konwekcyjnie przenika do nas z grzejnika, albo z innych miejsc, które niekoniecznie kojarzą się z wytwornikami energii cieplnej, może dać ukojenie. Życie składa się z kolejno następujących po sobie odcinków czasu, jakoś tam ze sobą powiązanych, zataczających kręgi, tworzących pętle, ostre piki oraz ze zbioru zjawisk, nie zawsze przypadkowych. Zdarzenia układają się w wykres, przypominający EKG tuż po zawale. Widziałem takie zapisy, rozchybotane, nieregularne, nieprzewidywalne, nie poddające się żadnym równaniom – wykres funkcji życie. Zakładając zmienność nastrojów, oczekiwań, marzeń i realiów, czasem próbujemy ten wykres uprościć, np. do sinusoidy. Przebiega łagodnie, konsekwentnie osiągając minima, maxima i punkty zerowe w przewidywalnych, bo ściśle obliczonych punktach. Nie ma tam ostrych wjazdów w górę, ani nagłego pikowania w dół. Wszystko uśrednione, wyrównane, ‘jednostajnie zmienne’,  znormalizowane, można rzec, że idealne tak, jak w założeniu. Tak, jakbyśmy naciągnęli czas do granic i potem jego nić, puścili swobodnie, a ona sama nabrała właściwych kształtów. Tylko nikt tak naprawdę nie wie, co jest właściwym w chwili obecnej, a co takim się stanie, gdy upłynie kolejny odcinek czasu.

 



13:29, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2 , 3