Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
piątek, 16 listopada 2012
Żelazny ptak.

tuba

Bezwzględność życia, czasem bywa przerażająca. Dzieje się coś, czego nigdy nie wyobrażaliśmy sobie w naszych najśmielszych snach, tych koszmarnych, a to pieskie życie, toczy się nadal. Czas biegnie swoim własnym torem, codzienne sprawy inne toczą się, powiedzmy normalnie. A ja sam, w tym wszystkim, żyję jeszcze, choć nie wiem po co. Zastanawiam się, jaki plan wobec mnie miał ten, kto tchnął we mnie życie. Być może zrobił to przypadkiem, być może ‘dar’ ten, jakości wątpliwej, dostałem rykoszetem. Wszystko jedno, czy plan był, czy nie, jestem zobowiązany dopełnić czas, jaki mi dano. Żyję więc, wstaję o świcie, idę do pracy, wracam, zakupy, coś na ruszt, codzienne rytuały i do spania. Zapyta ktoś, czy nie mam jakiejś pasji? Nie, nie mam, chyba, że założymy, iż pasją jest dotrwać do końca i tam móc powiedzieć – na tym końcu – byłem człowiekiem. To może mało. A może jednak dużo? Nie mnie to oceniać, oceni to SPIRYT, który we mnie drzemie, uwięziony w zakamarkach mojego ciała. Ale to potem, jak już się uwolni. Mierzi mnie wszystko i nic mi się nie chce. To zapewne symptomy jesienno-zimowego starzenia się. Przypuszczałby ktoś, że mnie nawet się wkurwiać nie będzie chciało? Nic mnie nie rusza. Zajebisty spokój materii. Entropia zerowa. To tak, jakbym był niewidzialny, a niewidzialność, to niebyt, a niebyt to … Nie ma o czym gadać.



17:46, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (6) »
sobota, 10 listopada 2012
Piosenka księżycowa.

tuba

Jesień tego roku, która się niebawem skończy, nie jest dla mnie łaskawa. Nikt też takim dla mnie nie jest. Dobrze mi z tym aż tak, że można powiedzieć: dobrze mi tak. Zazwyczaj sami sobie jesteśmy winni temu, co nas w życiu spotyka. Bywa, że pragniemy chwili ciszy, a kiedy ją dostajemy, dźwięczy nam niemiłosiernie w uszach. Mamy to, czego chcieliśmy, na własne życzenie. Pozwalamy na wszystko, a potem dziwimy się, że włażą nam na łeb i skaczą, mając za nic. Dużo potrafi człowiek znieść, sam nie wie jak wiele, dopóki nie przyjdzie mu znosić. Usłyszałem już o sobie wszystko, co najgorsze można usłyszeć. Pewnie taka jest prawda, w końcu jak diabeł może być dobrym człowiekiem, no jak? Nie pozostaje mi nic innego, jak zawrzeć usta. I zrobię to tak, jakbym zamykał nad sobą wieko od trumny, mając wyobrażenie, że to ciepła puchowa kołdra, obleczona w kolorową pachnącą wiatrem pościel. Czeka mnie sen, mam nadzieję, że wieczny i kolorowy. Jeśli nie, przyjmę co los ma mi do zaoferowania. Chcę, żeby o mnie zapomniano. Nigdy mnie tutaj nie było. Jeżeli ktoś mnie widział, to znaczy, że miał omamy. Takie rzeczy się zdarzają przecież. Nikt mi nie jest nic winien, a i ja nikomu nic nie wiszę.

 



22:12, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (11) »