Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
wtorek, 26 listopada 2013
Nie każcie mi się leczyć!

tuba

Uwaga, będę rzucał klątwę, odsuńcie się:

A niech tę zreformowaną demokratycznie służbę zdrowia strzeli chuj!

Po ponad trzytygodniowych, nasilających się boleściach mej ręki, niezastąpionej, udałem się dziś do przychodni przyzakładowej. Dostałem termin na określona godzinę, wyszedłem spokojnie, by zdążyć w sam raz na czas. W przychodni, zalegali emeryci… Ja rozumiem wszystko, tylko spróbuj takiemu schorowanemu emerytowi ‘wejść’ w kolejkę, nawet kiedy jesteś ‘w prawie i o swojej godzinie’. Oj, nie radziłbym zajebie cię laską, którą się podpiera, a zrobi to kilkoma zręcznymi zamachami. U lekarza, każdy normalny, pracujący człowiek siedzi tyle ile trzeba. Krótko mówi, co mu dolega, pozwala się ostukać, opukać, zajrzeć w gardziel, potem spokojnie czeka aż dochtór wypisze co ma wypisać w programie – tak, komputeryzacja ułatwia wszystko – potem prawie to samo wpisze na receptę, następnie L4, jeśli oczywiście chcesz, bo jak nie, to już po wszystkim. Zajmuje to góra 15 minut i może wchodzić kolejny pacjent. Ale przecież wszedł emeryt! Ja kurwa nie mam bladego pojęcia, o czym można gadać z lekarzem, przez prawie godzinę? Odczekałem spokojnie, a spokój mój malował się kamieniem na mojej twarzy. W końcu się doczekałem, wszedłem do gabinetu i ja. Pani najpierw kazała mi się rozdziać, następnie osłuchała stetoskopem i zmierzyła ciśnienie… Tiaaa, tego już ukryć kamieniem na gębie nie mogłem. - Pan ma za wysokie ciśnienie. – A pani nikt przede mną nie podniósł? Lubię tę panią doktor, zawsze wyczuwa, o co mi chodzi. Przystąpiła do badania mojego ramienia. Pogłaskała mi kark, potem 2 razy (słownie dwa) nacisnęła różne punkty między szyją a ramieniem i zakręciła moim barkiem. Nie bolało, dopiero potem, jak już wróciłem, poczułem się ukrzywdzony wielce, bo tak mnie ta akupresura jebała, że łyknąłem garść dragów. Zostałem zdiagnozowany, a że panią doktor zaniepokoiło błądzące po mym ramieniu mrowienie, oprócz leków, innych niż te, którymi leczyłem się sam, dała mi skierowanie na prześwietlenie kręgosłupa. I mówi mi, żebym szedł z tym do lekarza rodzinnego, żeby przepisał skierowanie, bo ona jest jakby firma prywatna i nie dostanę tego badania za darmochę. Przecież płacę kurważesz jego mać, co miesiąc sporą kwotę na ubezpieczenie, tzw. zdrowotne. Właściwie, to na chama i wbrew mojej woli, odciągają mi to z pensji! I dlaczego miałbym jeszcze raz na 10 lat, płacić za jakieś pierdolone prześwietlenie?! Oczywiście, że pójdę do rodzinnego! A potem, to już z wynikiem prześwietlenia, miałem się zapisać na wizytę do neurologa. Wróciłem do pracy i myślę sobie, na co czekać, skoro przychodnia moja rodzinna, osobista, własna, czynna jest do 18? Od razu podjąłem nieudane próby, zarejestrowania się telefonicznie.  Albo kurwa zajęte, albo kurwa nikt nie odbiera! Wkurwiłem się, oczywiście. Próbowałem jeszcze mniej więcej co godzinę dzwonić tam, równie bezskutecznie. Wróciłem do domu, później niż zwykle, wymarzłem na przystanku –być  może krioterapia mi pomoże? Nie wiem. Pierwsze co zrobiłem, po wejściu do domu, to zadzwoniłem do mojego lekarza rodzinnego, tym razem mi się udało dodzwonić. Zgadnijcie, na kiedy mnie pani zarejestrowała? Oczywiście, że na pierwszy wolny termin, jaki będzie dokładnie za tydzień! I kurwa powiedzcie mi, jak tu się leczyć w tym kraju!? Przecież to trzeba mieć końskie zdrowie i przede wszystkim nerwy jak postronki! Czuję, że ciśnienie mam na maxa. Ale spokojnie, to jest działanie celowe służby zdrowia. Wkurwić pacjenta, może go krew zaleje, żyłka mu pęknie i będzie z bani. Jednego zdechlaka mniej, przecież służba zdrowia nie ma kasy! Tak że: medice cura te ipsum!



17:51, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (39) »
niedziela, 24 listopada 2013
Dlaczego mnie nie ma?

tuba, należy słowa podmienić, jakby to śpiewał facet

Chwilę mnie nie było, przyczyna jest prosta – ‘nie mam’ prawej ręki. Jestem bardziej praworęczny niż leworęczny, ale wiele czynności potrafię robić obydwoma rękami. Kiedy miałem złamaną prawą rękę pisałem lewą, przez ponad 5 tygodni. Szło mi coraz lepiej, ale w końcu zdjęli mi gips i okazało się, że prawą ręką piszę tak samo paskudnie jak lewą. W chwili obecnej, nie mam złamanej, ale… No właśnie, zdiagnozowałem sobie rwę barkową. Jebie dokładnie tak samo, tyle że nie nogę, a rękę, albowiem etiologia tej dolegliwości, umiejscowiona jest w szyjnym odcinku kręgosłupa. Sprawa miała początek w zdradliwej pogodzie października, kiedy to – jak zwykle – po kąpieli siadywałem przy biurku tuż obok otwartego okna balkonowego. Wzięło mnie i zawiało – zwyczajna sprawa, nie pierwszy i nie ostatni to raz dopadł mnie kręcz szyi. Oczywiście, jak na mnie przystało sprawę zbagatelizowałem. Samo przyszło, samo pójdzie, a ból wszelaki należy ignorować. Wszystko do czasu, aż ów ból stanie się nie do zniesienia i rozprzestrzeni się skokami przez ramię, do łokcia, a potem do nadgarstka. Jeszcze bym to zniósł, ale kiedy poczułem mrowienie pełzające po całej mojej ręce – pomyślałem, że czas postawić sobie diagnozę i zacząć leczenie. Nie przeszkadzało mi to, że nie jestem w stanie odwracać się za dziewczynami, ani to, że ból budził mnie w nocy. Zaczęło mi przeszkadzać wtedy, kiedy wszystko wymykało mi się z rąk, właściwie z prawej. A to wypadł papieros, a to jabłko czy jakiś inny przedmiot. Ale kiedy kubek z gorącą kawą, wymknął mi się z rąk i kiedy w ostatnim momencie udało mi się przytrzymać puszkę z piwem – to już było przegięcie! No bo jak to tak, że człowiek nie panuje nad dłonią? Zacząłem od dragów jakie miałem w domowej apteczce. Prochy jak to prochy, niewiele pomogły, podrażniły tylko bebechy – odrzuciłem. Wygrzebałem jakąś maść rozgrzewająco-przeciwzapalną z podobnym skutkiem działania, w sensie uśmierzenia bólu. W chwili obecnej, sytuacja jest taka, że dragi tylko wtedy, kiedy z bólu obudzę się w środku nocy i nie mogę na powrót zasnąć. Konował? O nie! Wykluczone!

Jak widzę, już nikt za mną nigdzie nie tęsknił, już nikt się nie zamartwiał moją nieobecnością, już nikt nie zapytał dlaczego – i bardzo dobrze! Widziałem jednak głosy, że zaniedbuję gości, dlatego postanowiłem napisać tę ‘jęczącą’ jak zdezelowane skrzypce notkę. I to byłoby na tyle. Acha, jest bez zmian patologicznych nadal.



12:01, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (21) »
niedziela, 17 listopada 2013
Na granicy jawy i snów.

placebo

Bardzo długo spałem minionej nocy, jak dla mnie to wieczność. Wydawało mi się, że złapałem króliczka, który przede mną uciekał. Ale ja tylko chwyciłem zbyt mocno za kitkę, czym odarłem go ze skóry. I po co uciekasz dalej, głupi? Przecież już wiem, że lisem jesteś, w skórkę królika przebranym, a mnie to nie przeszkadza. Jak we śnie, ułuda i coś, co mieścić się może tylko między ustYma, a brzegiem pucharu. To jak czas, który wystarcza kropli do przepełnia kielicha goryczy. Po jaką cholerę, tę puszkę Pandory otwarł ktoś? Czy znalazł tam to, czego szukał? Czy właśnie tego potrzebował? W snach, widzę jednakowo, czy światło mnie rozjaśnia, czy mrok mnie pochłania. Bo w snach nie ciało moje widzi, a dusza. Nie wiem, czy mam ją na pewno, być może tak. Różnie zwą to ‘zjawisko duszy’ i dlaczego ktoś, kto nie do końca wierzy w Boga takiego, jakiego zapodają mu na tacach kościołów świata, miałby nie odczuwać istnienia tego zjawiska? No niech się znajdzie mądry, który mi to powie. Tak bardzo każdy ku sobie prawdy świata chce przeciągnąć. Tak bardzo stać się wyjątkowym, niespotykanym, choćby przez przynależność do społecznych, czy religijnych grup. Czy śniło się komuś, że jest własnym Bogiem, że moc ma nieograniczoną? Założę się o życie swoje i duszę (jeśli taką posiadam), co w takich snach czynił ten potencjalny ktoś. Siał pogrom, nienawiść i zniszczenie. Unicestwiał swych wrogów, nakładał klątwy i zabijał powoli, sadystycznie. Zło czynił w pierwszej kolejności. Potem dla siebie zaczął dobro czynić, dobro w ziemskim tego słowa znaczeniu: władza, bogactwo i nietykalność osobista. Tacy właśnie są ludzie. Może dlatego diabeł jest mi bliższy, bo zawsze wiadomo, na co go stać i do czego ewentualnie zmierza. Nie ma w nim fałszu, zakłamania. Czysta wymiana, biznes, transakcja oparta na cyrografie. Zrealizujesz punkty 1-3, a dostaniesz to, co w punkcie 4-6. Jasno i konkretnie, bez gdybania, bez żadnego pola do dodatkowych manewrów, uników, czy prób ominięcia zobowiązań. Nie ma też rozgrzeszenia, kiedy nie dopełnisz punktów umowy. Nie ma wybaczenia. Zbierasz to, co siejesz. Nie ma też sądów, tych niezawisłych i ostatecznych. Poza układem, możesz robić co tylko zechcesz, na własny rachunek choćby ze swoim Bogiem (Dla wyjaśnienia, nigdy nie śniłem o własnej boskości). Wiele razy śniłem zaś, o szybowaniu w przestworzach, unoszeniu się ponad wszystko, bez skrzydeł, bez latających machin, sam z siebie. Śniłem też o błyskawicznym i nieodwracalnym pikowaniu w dół. Ba, zdarzyło mi się to realnie. Tylko, że we śnie nie wryłem się w ziemię, a obudziłem tuż przed momentem z nią zetknięcia. Tak się skończyły moje marzenia o lataniu… A sny? No cóż, one zazwyczaj są nieprzewidywalne, choć same w sobie bywają ekspozycją życia realnego. Gdybyśmy tylko zechcieli posłuchać swoich podświadomości.



12:59, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (84) »
piątek, 15 listopada 2013
Kiedy już zejdziecie z drzew...

Tego słucham i jest ok

Pan Bóg, przewalił oczyma, machnął ręką i poszedł gdzieś. Nie wiem gdzie. Pan opuścił święte miejsce, przed minutą, przed godziną, W chłodnym gaju na pustyni, z Mahometem pije wino. Ale na jego miejsce, pojawiła się cała zgraja wisielców – nigdy tu tylu śledczych nie bywało. Diabeł zatarł ręce i uśmiechnął się, jak zwykle szyderczo. Nawet do pieca dowalać nie musi, zdaje się, że gorąco się zrobiło, od tego tłumu. Każdy chciał swoje trzy grosze (przedwojenne) wrzucić w opasłą skarbonę z napisem: wielka orkiestra świątecznej pomocy. A grosze różne, bo i waluta różnoraka. A z każdym groszem pobożne życzenie obciąża skarbonkę, a może i sumienie darczyńcy. Wyciągam z plecaka znieczulenie w płynie i znieczulam się powoli. Jeden łyk dla mnie, drugi dla mojego diabła. Pan mnie opuścił – jego strata.

Ludzie są dziwni, tak każdy bezimienny chciałby, żeby inny imiennie opowiadał się i obnosił ze swoim zdaniem. Te żądania, te wymuszania do tego, by się opowiadać, przyznać, potwierdzać albo zaprzeczać. PARADNE! A kimże wy jesteście, jednorazowe nicki? Czego tu szukacie? Kogo to wzruszyć, czy wkurzyć chcecie? MNIE!? Czym? Tym pierdzieleniem głodnych kawałków, każdy po kęsie ze swojego filmu? WY – jętki, śmiecie mi pisać co ja, dlaczego ja, z kim i o czym ja?! Taki nieczuły jestem, że sam siebie bać się zaczynam. Czekacie, kiedy wywalę, kiedy przyklasnę, a czemu zaprzeczę? Niedoczekanie… Tani bohaterowie, heroiczni dopierdalacze w czapach niewidkach. Nie interesuje mnie, kim jesteście i co przyszliście do mnie ugrać dla siebie. Zwyczajnie mnie to nie interesuje! Nie interesują mnie ci, którzy nie mają twarzy, bezimienni. A reszta moich znajomych, może robić co chce i napierdzielać się do upadłego. W sumie dawniej, na okalających pole bitwy drzewach, siedzieli okoliczni chłopi i przyglądali się, jak to rycerstwo walczy ze sobą. Jak sobie łby roztrzaskują, jak sobie kończyny odcinają, jak bebechy z siebie wypruwają… Uciecha pospólstwa, popatrzeć z boku, z bezpiecznego drzewa. Nie straszni mi krwiopijcy, jestem uodporniony, z drzew strząsał nie będę, ktoś wiosną pole orać musi, pańszczyznę odrobić by plony zebrać i daninę oddać Panu swemu. Ja to naprawdę rozumiem.

I jeszcze chciałem podziękować wszystkim, za życzenia wszystkie. :)



18:07, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (47) »
środa, 13 listopada 2013
Minuta ciszy...

fjara

Tylko tyle mi trzeba, jedną minutę ciszy, by myśli zebrać i ogarnąć. Mam dla Was jednorazowy przepis na życie. Do agatowego tygla, dodawaj powoli i ostrożnie w kolejności:

- Jedną iskrę ognia życia

- Jedną cząsteczkę czystego powietrza

- Jedną grudkę urodzajnej ziemi

- Jedną kroplę źródlanej wody

Dokładnie i powoli misce, ut fiat pulvis, następnie wrzuć wiązkę światła z pierwotnego źródła i patrz, jak rodzi się życie. Odczekaj, aż ta najciemniejsza z gwiazd listopadowej nocy, zgaśnie o świcie. Potem możesz zrobić z nim, co tylko zechcesz. Nawet stłamsić w zarodku, zdeptać i zgasić. Pamiętaj tylko, że drugi raz już ci się nie uda.

Zamykam oczy i kreślę w powietrzu magiczny ciąg liter: SATOR AREPO, TENET, OPERA, ROTAS. Zatykam rękoma uszy, by cisza dźwięczała w mej głowie, a dłonie mam lodowate i skostniałe. To nic, to tylko chwila chłodu, jaka dusi nienarodzone emocje.

Z wielu rzeczy mogę zrezygnować bez żalu i robię to każdego dnia. I czuję się coraz lżejszy i lżejszy, coraz bardziej przeźroczysty i niewidoczny. Kiedy zniknę zupełnie, możecie nabrać powietrza, możecie wtedy krzyczeć. A teraz chcę minutę ciszy. Tylko dla siebie, bo idę na wódkę! Wielki próg pokonać o własnych siłach. ;)



16:47, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (50) »
 
1 , 2 , 3