Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
poniedziałek, 24 listopada 2014
Femme fatale.

tuba

 /Na szczęście jeszcze na taką nie trafiłem./

Choćbyś ją kochał nad życie, choćbyś robił jak ci każe, choćbyś zaprzedał siebie i czynił wbrew sobie, zatracił się, zapomniał, milczał, za wszelką cenę dogadzał, był jedną wielką sprzecznością, miotał się jak na huśtawce, raz zło raz dobro czyniąc, był sobą i nie sobą, wedle jej życzenia, nastroju, kaprysu… I tak cię zniszczy, zabije, skopie, sponiewiera. Potem sama się spali w nienawiści, zemście i poczuciu urojonej krzywdy.

17:41, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (57) »
sobota, 22 listopada 2014
Chory świat.

....

Listopad dogorywa szarą mgłą, wilgoć wciska się pod powieki i mocno siedzi we włosach. Jesień w takie dni jakby nie miała zapachu, a barwy bezpowrotnie pochłonęła szarość dnia. Buty w wieku ‘kolejnego sezonu’ chłoną kałuże jak gąbka, a na kurtce … wszystkie odcienie czerni i jakaś plamka, z kanapki zjedzonej gdzieś pomiędzy przystankami, w pośpiechu. I stale ten bat nad głową, bo z kija dawno zerwała się marchewka. Popędza, popędza, popędza. Przemieszczamy się coraz wolniej, a żyjemy coraz szybciej. Późna jesień nie ma mi nic do zaoferowania. Erzac to dżem w słoiku, albo kwaśna sałatka. Dookoła mnóstwo tematów zastępczych. Widzę jak się nimi podniecają maluczcy, jak chwytają w usta każdy kawałeczek, który rzuci im wszechobecny Pan. Jak się nim zachłystują, najadają do syta, cieszą, żyją i … oby się nie zadławili. Niech im się wydaje, że walczą, że wpływają, że decydują, że stanowią, że słychać ich głos w ogólnym szumie świata. Może właśnie życie polega na nieustannym samooszukiwaniu się, tworzeniu iluzji i uleganiu mirażom? Może bez kłamstwa, żyć nie ma sensu? Może, ale ja już nie dam się oszukać, sam też nie mam zamiaru się oszukiwać.

07:50, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (14) »
sobota, 08 listopada 2014
Z prochu powstałem...

tuba

Po halnym i po pełni, tradycyjnie zepsuła się pogoda. Mglisto, mokro-deszczowo, smogowato i w sumie chłodno. Nie jestem jakoś szczególnie uzależniony od warunków pogodowych. No ok, kiedy słońce świeci, jest ciepło i wieje lekki wiatr, to szybciej schnie pranie - tyle.

Oswajam pewne myśli. Powoli, delikatnie dawkując sobie tę świadomość, ten ładunek emocjonalny, jaki ze sobą niosą. Nie wiem, czy znam siebie na tyle i aż tak, by przewidzieć swoje ruchy w sytuacji nowej i całkiem ekstremalnej. Zawsze wydaje nam się jak byśmy się zachowali, kiedy by właśnie nas spotkały pewne zdarzenia losu. Jeśli już przyjdzie, co do czego – to postępujemy zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażaliśmy kiedyś tam, wcześniej, gdy TO było od nas tak bardzo daleko, że wręcz wydawało się niemożliwe. Ale przecież, gdzieś tam w podświadomości wiemy doskonale, że wszystko może się zdarzyć. WSZYSTKO to, co tylko jesteśmy w stanie ogarnąć swym wyobrażeniem, stać się może (tak twierdził Albert E., a ja mu wierzę). Nie wiem czy można, czy w ogóle potrafię pogodzić się z pewnymi zdarzeniami, sytuacjami itp. Dziś wydaje mi się, ze tak, że mogę, że jestem gotów usłyszeć określone frazy i przyjąć je na klatę bez zbędnych emocji. Przezwyciężyłem już dość różnych życiowych przeszkód, ale na większość z nich, miałem swój osobisty wpływ, zależały ode mnie. Dlatego nie wiem, jak zareaguję na coś, co kompletnie ode mnie nie zależy, ale myślę, że jestem gotów to przyjąć na klatę. Nie żałuję ani chwili ze swojego żywota, chcę wierzyć, że wszystko, czego doświadczyłem było potrzebne, czemuś służyło… Tylko, …dlaczego ja? Bo kuErwa tak!

 

08:46, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (15) »
niedziela, 02 listopada 2014
Nie mam żadnego ruchu.

 

łazi za mną

 

Odpalam światła na grobach, jak co rok w okolicach tej właśnie daty. Każdego roku jest ich więcej i więcej. Wiecie, dlaczego umieramy? Ano, dlatego, że z czasem nie byłoby nas stać na znicze dla tych, których znaliśmy, a którzy odeszli. Łażąc pomiędzy nagrobkami po cmentarnych alejkach, myślę ile warte jest życie? Nic nie jest warte, albo tyle tylko, co właśnie następna chwila przemyśleń przy podpalaniu kolejnego znicza. Dziś jesteś, jutro już cię nie ma, a po jutrze już o tobie zapomną, za jakiś czas, na tobie spocznie ktoś inny. Kolej rzeczy, prawa natury, życie. Tak właśnie, życie to narodziny, orka na ugorze i śmierć. Potem przychodzi zapomnienie wszystkiego. Odpalałem znicze, a gasiłem płomień życia w sobie. Nawet tego nie potrafię zrobić, nawet to jest człowiekowi odebrane i nie może zdecydować, kiedy odejść – tak po prostu. Jeśli zdecyduje, musi wykonać konkretne czynności, potem powiedzą, że zachował się niesportowo, stchórzył, nie udźwignął ciężaru. Dlaczego zwyczajnie nie można zgasić światła i zamknąć za sobą drzwi? Nie można, albowiem niejaki Murphy czuwa, żeby nic nie przebiegało zgodnie z planem, a wszystko było na złość, na opak, inaczej niż chcielibyśmy. Ujemny logarytm ze stężenia jonów wodorowych, stale podwyższa swą wartość dla jednych, by móc się wyzerować u innych. Nie wiem czego, nie rozumiem dlaczego, ale i tak obserwujący zazdroszczą, a co dziwne, wciskają jakieś rzeczy, zachowania, zdarzenia, odczucia, jakie nie mają miejsca. Nic nie poradzę na to, że inni mają takie kaprawe spojrzenie i w sumie, pierdoli mnie to co widzą inni (Myfa się przyczepi do frazy: ’pierdoli mnie’, ale co zrobię, kiedy właśnie to mnie PIERDOLI! Nie smuci, nie obojętni, nie nie obchodzi, a właśnie pierdoli). I tym optymistycznym akcentem, zakończę dzisiejszy wpis. Nie przejmujcie się niczym, co tuż za rogiem. Tam czeka na was nicość, niebyt i zapomnienie, a że droga ku nim nie jest usłana różami? No cóż i tak bywa, macie pecha, ze takie ‘bywanie’ padło właśnie na was.  

c.b.d.u.

10:03, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (16) »