Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
piątek, 31 grudnia 2010
MMX/MMXI

&&&

Było dobrze, jest dobrze, a będzie nie wiadomo jak.

***

20:57, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (12) »
sobota, 25 grudnia 2010
Biblia Szatana - opus 1.

***

Pierdolę wojny narodów. Bitwy w kisielu i cudze opinie o innych. Mam własne wojny, własne opinie. Uczę się, obserwuję, wyciągam wnioski. Mylę się, przegrywam i staję się mądrzejszy i starszy. Starzec z siwą brodą, obrazuje mędrca – to tak obyczajowo, jak starszyzna rodu, jak grupa trzymająca władzę. Pierdolę również władzę z jej ustawami i kanonami obyczajowymi. Walą mnie normy przyzwoitości, ustanawiane przez aktualna władzę, która pochodzić może od mafii. Jednostronny kodeks postępowania, przy podwójnej moralności. Brzydzą mnie układy, układziki, dziś ten, jutro tamten na piedestale. Pierdolę rankingi popularności. Jebią mnie opinie innych o mnie. Ja wiem, jaki jestem i to mi wystarcza do tego, by żyć i móc patrzeć w lustro, bez obrzydzenia. Pogardę zamieniam na obojętność. Chamstwo ignoruję. Głupotę omijam szerokim łukiem. Tylko ta upierdliwa gorycz w ustach i poczucie bycia między młotem własnych ‘ideałów’, a kowadłem oczekiwań innych wobec siebie. Bilans jest konieczny, ale i tak wiem, jaki będzie wynik. Jebany kompromis. Czekam z utęsknieniem na tę Pannę z Kosą, bo wierzę, że ona rozwieje wszystkie moje dylematy, czyniąc mnie wolnym od wyborów w obszernym zbiorze konwenansów. Niestety za winklem, czai się Murphy.  Uwodzi on moją wybawicielkę, bo doskonale wie, że wyrwanie jej z jego ramion, oznacza dla mnie niesportową grę. Dotrwam do końca, a prana doda mi sił. Wszystko ma ustalony czas i porządek. Nikt też nie wie, jaka twarz skrywa się pod kapturem Śmierci.

 

 

22:44, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (5) »
czwartek, 23 grudnia 2010
Gwiazdka 2010.

***

 

Ja, ‘spec’ od skłania życzeń wszelkich, porywam się na złożenie Wam – drodzy moi Czytelnicy życzeń świątecznych. Nie wiem, kto mnie czyta, dopóki nie zostawi śladu w postaci komentarza, ale przecież nikt nie musi komentować, nie ma takiego obowiązku. Czego mam Wam życzyć, ludzie plątąjący się po blogach? Ludzie zaplątani w sieci? Uniwersalne życzenia zdrowia, pogody ducha, pieniędzy i beztroski? Wiecznej młodości, spełniania marzeń, dystansu do świata? Co mogę wiedzieć ja, chwilowy byt w przestrzeni realnej i jeszcze bardziej chwilowy w przestrzeni wirtualnej. Skąd mam znać odpowiedzi na pytania, czego Wam trzeba, by właśnie tego Wam dziś życzyć? Nie zawsze jest zajebiście, czasem jest do dupy, a nadziei każdy szuka u własnego Boga. Jeżeli Bóg Twój, nigdy się nie narodził, nadzieję znajdziesz w sobie, bo w kim innym? Kto czuje lepiej niż Ty sam, to, co Cię dotyka? Nie jest grzechem mieć pragnienia, grzechem jest je nie spełniać.

 

 

14:40, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (22) »
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Nic takiego.

***

Zmiany, zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany. Nie lubię zmian, choć szybko się przystosowuję do nowych sytuacji. Wszędzie się odnajdę, ale czasem, kosztuje mnie to sporo nerwów. Przyszło żyć nam w czasach niepokoju, niepewności o jutro i wielkich niewiadomych. Dziś czas na tych, którzy rozpierają się łokciami. Czasy idealistów, minęły bezpowrotnie. Idealistom zostały męczące, bezsenne noce, kiedy pada się ze zmęczenia, ale adrenalina nie pozwala zasnąć. Jeszcze ten halny, tłukący się za oknem nie wiadomo czym i po co. Nie przespałem w życiu wiele nocy. Zarywałem je imprezując, kując, pracując, podróżując, chorując. Takich konspektowo bezsennych miałem tylko kilka, ale to one utkwiły mi w pamięci na zawsze. Dziś widziałem wszystko, spod mocno zaciskanych powiek i słyszałem jak gotuje się we mnie krew, czułem jak parzy naczynia, przez które przepływa. Nie chciałem myśleć, dlatego myśli cisnęły się otaczając mnie z każdej strony. Dusiły mnie podstępnie pytaniami, na które nie znam odpowiedzi. Do wszystkiego się można przyzwyczaić, wystarczy trochę czasu, więcej nic.

 

 

19:05, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (17) »
niedziela, 12 grudnia 2010
Jak przez mgłę.

Uklęknąłem, odziany w świąteczny strój. Nabrałem dużo powietrza i wstrzymałem oddech. Moje tanto szybko wbiło się w lewy bok i przeszło przez skórę, powięzi i omentum majus do prawego boku. Szybko cofnąłem go do połowy uprzedniej drogi, odwróciłem o 90 stopni i mocno szarpnąłem w górę. Nie czułem bólu, tylko brakło mi sił. Ostrze utknęło gdzieś w połowie mostka. Słyszałem jak głośno bije moje serce, a powietrze rzężąc w krtani uchodzi z płuc. To miał być ostatni oddech, pociemniało mi w oczach i zamknąłem powieki. Wola życia, sprawiła, że bezwarunkowo zaciągnąłem powietrze jeszcze raz, ale już nie tak dużo, jak dla ostatniego oddechu. Otworzyłem oczy, krew wypływała z drzwi, którymi chciałem wypuścić swoją duszę. Uchodziła powoli, w milczeniu, jakby miała dużo czasu, albo jakby na coś jeszcze czekała. Moja dłoń ściskała rękojeść sztyletu w ‘trismusie’ pobielałych palców. Ostatnie co poczułem, to uderzenie miecza na karku i głowę, która opadła mi na piersi i zawisła. Zrzuciłem wreszcie z siebie ciężar ciała i wydostałem się na zewnątrz. Nigdy więcej nie czułem już bólu fizycznego ciała. Nie próbuj zrozumieć, jeśli nie przeżyłeś tej chwili. Ja także nie przeżyłem, choć żyję i pamiętam. Mnie zaś, nie pamięta już nikt. Jakże głupim wydaje mi się mój wiersz śmierci, oderwany od prawdy najprawdziwszej, niepasujący do wymiaru, w którym teraz jestem. Popełniłem rytuał bez znaczenia dla wieczności, ona była, jest i będzie bez względu na akty ludzkiego honoru. Nic nie znaczy ta chwila rzezi, jakiej na sobie dokonałem. Nie ma winy, nie ma odkupienia, nie ma oczyszczenia, nie ma nic, jest tylko wieczność.

 

 

14:59, bezpodstawnie , opowiadanie
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2