Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
piątek, 28 grudnia 2012
B.S. Opus pt 'Nie płacz Ewka'.

wygnanie z raju

Kiedy Bozia, wymyślił sobie Wielki Plan Stworzenia i zaczął go realizować punkt po punkcie – przyglądałem się z nutą niepokoju. Drzewka, kwiatuszki, chmurki, górki i dolinki, rzeczki i jeziorka – piękne to wszystko było. Rybki, futrzaki, ptaszki i gado-płazy, wijące się wokół flory – patrzyłem cierpliwie. Ale wąż mi się wyjątkowo spodobał, który wpełzł natychmiast, na magiczne Wielkie Drzewo w centralnej części ogrodu owijając się wokół pnia. Pomyślałem, że to będzie mój pupilek, którego dla siebie oswoję i wytresuję. Pan miał swoje Wielkie Drzewo, ja zaś upatrzyłem sobie na tym drzewie swój udział, cierpliwie obserwując jego poczynania. Kiedy zaś WAS stworzył, na obraz i podobieństwo swoje, zatarłem ręce z zadowolenia i w duchu, dziękować zacząłem stwórcy, że aż tak wielu moich sprzymierzeńców tworzy. Poczułem się ważny – Pan o mnie pamiętał, wręcz szczególną uwagę na mnie zwrócił, nie zdając sobie sprawy z tego, co czyni. W nieświadomości i zaangażowaniu Jego, dostrzegłem szansę dla siebie. On tworzył, ja postanowiłem korzystać. Nie wszystko, co na obraz i podobieństwo, idealnym jest w istocie. Człowiek - marna kopia oryginału, do ideału jej cholernie daleko, co niewątpliwie na rękę mi było. Bozia Pan, lepiąc Adasia z gliny, oddał mu wszystkie swoje słabości, jakby ich się chciał tym sposobem pozbyć. Stworzył najpodlejsze z podłych zwierząt, ale jestem pewien, że intencje miał szlachetne, tylko że efekt z intencjami mu się jakoś rozminął, a ja w tym dopomogłem. Mam swój własny udział w dziele upadku Wielkiego Tworzenia. Przyszedł mi do głowy iście szatański pomysł. Plątał się pomiędzy rogami, wił i łaskotał, aż go zrealizowałem. Kiedy Pan, uciął sobie krótką drzemkę, podsunąłem mu we śnie pomysł, na stworzenie kobiety. To był strzał w dziesiątkę! Stąd to wzięło się przysłowie, gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. Po dziś dzień Adam z Ewą, miotają się i szarpią, stale gubiąc drogę do Raju. Ona mu kłody pod nogi wrzuca, a on po nich skacze.



19:25, bezpodstawnie , opowiadanie
Link Komentarze (20) »
czwartek, 27 grudnia 2012
Uprzejmie donoszę.

 

Here Comes The Rain Again

 

waitwaitwait

 

Cześć pracy! Doniesienia z frontu domowego są następujące:

Nie obudziłeś mnie rano, skoro świt, więc wypełniam to, co Ty miałeś wypełnić, gdybyśmy się zamienili rolami. Dzień rozpoczęłam kawą Sati, a dzień rozpoczął się gdzieś w okolicach godziny jedenastej. Porządki poświąteczne zostawiam na sobotę, bo wciąż jeszcze mogą pojawić się niedobitki, w dodatku z dziećmi. Muszę czem prędzej zjeść fistaszki, bo się dopadną i mi nakruszą! Jednak żeby nie było, że się lenię podczas gdy Ty zasuwasz we fabryce, to ogarnęłam to co widać i poustawiałam równo! Następnie udałam się do sklepu ogólnospożywczego, wykonując po drodze zgrabne hopki przez kałuże. Na szczęście jest odwilż, co mnie cieszy niepomiernie. Nabyłam drogą kupna pieczywo i napoje w szerokim spectrum znaczenia tego słowa. W międzyczasie stwierdziłam, że gotować nie będę, bo trzeba podojadać to, co się wysypuje z lodówki po jej otwarciu. Nieśmiało wywaliłam do kosza część wiktuałów, myśląc przy tym o głodujących dzieciach w Etiopii. Taka empatia. Stwierdziłam następnie, że czas na drugą kawę. A kawa najbardziej smakuje /ta druga/ przed komputerem. Jednak żeby nie być posądzoną o lenistwo, machnęłam nocię na T2 i macham tu!

Tu nastąpi mała przerwa. Otrzymałam właśnie Twojego smsa o treści: "Obiad jest? Bo wracam z roboty". Na obiad mogłyby być generalnie pierogi z kapustą i grzybami, ale ja na samo słowo "pierogi" mam alergię. Poświąteczną. Bo gdzie nie spojrzeć, wszyscy wpieprzają ten "przysmak" na potęgę, jakby przez cały rok mieli embargo na wyroby mączne. Na obiad będzie więc szuka mięsa we sosie, a pierogi wywalę zaraz tam, gdzie ich miejsce.Albo nie, zrobię tarte! Bułke tarte :P /uwielbiam pisać do Ciebie szyfrem/

Kontynuujmy. Dobra wiadomość dla Ciebie jest taka, że jeszcze tylko raz wstać i weekend. Dłuuuugi weekend. A dziś przed nami całe popołudnie, które musimy spędzić - jak na nudziarzy przystało - nudząc się niemiłosiernie i podjadając ciasto. W międzyczasie będziemy sobie mówić miłe rzeczy i poprztykamy się raz albo dwa. Proponuję w tym celu rozmowę o wychowywaniu dzieci.

Aha. Kup po drodze fajki, bo zapomniałam, a nie chce mi się wyłazić już.

To czekam, nudząc się niemiłosiernie. Ja chcę do praaaacy! Aaaa, na szczęście jutro mnie zawezwano na trochę, to się zrealizuję.

Buziak.

Ch.

 

14:52, kwestia_czasu , bez znaczenia
Link Komentarze (5) »
niedziela, 23 grudnia 2012
Pora życzeń.

tuba

Może nie jestem zbyt wylewny. Może nie hołduję tradycji. Może w dupie macie moje życzenia. Może uważacie mnie za kogoś kim nie jestem, przypisując mi cechy jakich nie posiadam. Może Was śmieszę, wkurzam, czy tylko irytuję. Lubicie mnie, czy nie, po coś tu jednak zaglądacie, wiedzeni ciekawością, chęcią intrygi, szukaniem sensacji, pragnieniem oceny i interpretacji na własne kopyto tego, co tutaj napisane. Może przychodzicie skierowani przez gogle, albo po prostu poczytać. Wszystko jedno, życzę Wam, wszystkim bez wyjątku: znajomym, pseudo wrogom, sympatykom i przeciwnikom, żeby podczas nadchodzących świąt, każdy znalazł chwilę, na zastanowienie się nad samym sobą. Żyjcie własnym życiem, póki świat jeszcze istnieje. Wesołych, zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia!




20:50, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (28) »
niedziela, 16 grudnia 2012
Kocham Ambaje

 

Kill Bill

 

Kocham Ambaje. To jedna z praw oczywistych, niewymagająca nawet uzasadnienia, bo Ambaje można tylko kochać. Ewentualnie nienawidzić, ale nienawiść to też jakaś forma miłości. Szczególnie nienawiść do Ambajów, która jest wprost proporcjonalna do urażonej dumy czytelniczek, roszczących sobie jakieś wyimaginowane prawa do właściciela tego, najlepszego w całej blogosferze, bloga.

Kocham Ambaje. Z zasady uważam, że miłość jest mało podzielna, jednak akurat tą miłością mogę się z czytelnikami podzielić. Tym bardziej, że po cichu liczę, iż Poker przestanie zaniedbywać to miejsce i zaczną się tu pojawiać iście Tomkowe notki.

Kocham Ambaje, więc do białej gorączki doprowadzał mnie fakt zaryglowanych drzwi, mimo iż ja posiadam klucz i mogę sobie dowolnie przestawiać bibeloty w tym miejscu.

To tyle tytułem wstępu. W rozwinięciu powiem zaś, że jeśli ktokolwiek w jakimkolwiek miejscu ośmieli się napisać coś złego o mojej miłości, to wytoczę przeciwko niemu wszystkie działa, jakie posiadam. A posiadam ich sporo. Ambaje to sacrum, moje sacrum, więc jeśli znajdzie się jakiś profan, zmiotę go z powierzchni blogosfery lewym sierpowym. I poprawię z backhandu.

Ambaje to kawał historii. Nie urodziliśmy się wczoraj, nawet przedwczoraj się nie urodziliśmy, więc proszę się nie ekscytować faktem, że sześć lat temu Poker napisał miłe zdanie, a nawet kilka zdań o którejś z pań, gdyż jest to nieistotna prehistoria. Dla mnie i dla Pokera, bo reszta się nie liczy. Liczy się tylko to, co tu i teraz. A także to, co będzie. A będzie fajnie. Bo tak. I tak do końca świata, Wysoki Sądzie.

 

kkkkkkkk

13:52, kwestia_czasu , bez znaczenia
Link Komentarze (25) »