Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
poniedziałek, 31 marca 2008
W głośnej ciszy.
A, taki jakiś jestem padnięty dziś. Posłucham, bo lubię. Bez zbędnych słów.
18:32, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (17) »
niedziela, 30 marca 2008
Nic nie widzę, nic nie mówię, nic nie słyszę

 

 

 

Nie ma takiego tematu, którego nikt by nigdzie nie podjął. Nie ma takich prawd absolutnych, nad którymi nikt nigdy by się nie zastanawiał. Żaden temat nie stanowi „tabu”. O wszystkim kiedyś już ktoś napisał. Czy to znaczy, że teraz powinno się milczeć? Że już wszystko zostało powiedziane? Weźmy filmy, dotyczące tematyki wojennej, np. II wojny światowej. Ile to filmów już powstało na ten temat? Ile kolejnych wersji, opowiadających tę samą bitwę? Każdy jest jednak inny, każda opowieść różni się od poprzedniej, ponieważ widziana jest oczyma innego reżysera. jedne są gorsze, inne lepsze w moich oczach. Ktoś inny może mieć na temat tego, zupełnie odmienne zdanie. Ile aktów, wyszło spod pędzli różnych artystów, odkąd nauczyli się malować? Docierają do mnie różne głosy, oczywiście: subiektywne, luźne, szczere, własne, dowcipne, czasem znudzone, rozczarowane opinie o różnych miejscach w sieci. Zdania o tym, jak to ktoś szuka czegoś dla siebie i znaleźć nie może, bo wszędzie chłam, bo popisy, bo odkrywanie starych prawd, bo chęć błyśnięcia, bo pchanie się na piedestał, bo przynudzanie, bo nic, czego by dotąd nie słyszał. Nie wydaje mi się, że blog, to miejsce na przedstawianie odkryć naukowych i publikowanie bestsellerów. Nie chodzi mi o to, że się krytykuje, że robi się z kogoś jaja, że próbuje się w jakiś sposób sprowokować innych. Chodzi mi o typ postawy, o jakiej już niejednokrotnie pisałem. Postawa: „zróbta mi dobrze”. Nie mam ochoty, poznawać takich osób na tyle, by sprostać ich wymaganiom i w końcu zrobić im dobrze. Nie mam najmniejszego zamiaru, zadowalać wiecznych malkontentów, którzy nigdzie nie potrafią niczego dla siebie wyszukać. Nie będę wyginał się, pod takich, którzy nic z siebie nie dają, a tylko żądają czegoś dla siebie i głośno wrzeszczą: to nie to, czego oczekuję! Dodają potem, że mają prawo, bo to ich subiektywne odczucia, a wyrażają je w miejscu takim, gdzie jest podobno „wolność słowa”. U mnie, jest moja osobista, subiektywna wolność mojego słowa, bo tak, bo mi wolno. Do niczego nie prowadzą tego typu dyskusje, a jedynie do stwierdzenia: „nie mogę się z Tobą zgodzić, gdyż uważam, że nie masz racji”. Prawda, że mocna argumentacja? Z tych nie do zajebania. Żądasz wrażeń? Zacznij uprawiać sporty ekstremalne.  

 

12:43, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (20) »
sobota, 29 marca 2008
Oko...

 

 

 

Oko cyklonu, oko diabła, oko opatrzności - trzecie oko, złe oko, dobre oko, czujne oko i jakie by ktoś sobie nie wymyślił. Jeden z najbardziej tajemniczych organów ciała. Bywa magnetyzujące w swoim spojrzeniu, przeszywające na wylot. Chyba nie ma drugiego takiego miejsca na ciele, w którym aż tak widoczne byłyby emocje. Tu na szczęście, lub na nieszczęście, oczu nie widać. Nie widać, czy ktoś obserwuje mnie wzrokiem bez wyrazu, wzrokiem tęskniącym za rozumem, wzrokiem zawistnym i pałającym żądzą zemsty, wzrokiem namiętnym i pełnym uwielbienia, wzrokiem kaprawym i szyderczym, który szuka taniej sensacji, wzrokiem łagodnym, wyrażającym politowanie, czy patrzy z pogardą i zawiścią, czy zwyczajnie ciekawym, nie ciekawskim spojrzeniem mnie raczy. W oczach widać smutek, ból, rezygnację. Widać iskry w chwilach uradowania, czasem można dostrzec i mgłę. Najtrudniej jest otworzyć „trzecie oko”. A gdy już się to uda raz, nawet przy zamkniętym oku pierwszym i drugim, wiem wszystko o tym, na kogo patrzę i o tym co wokół siebie widzę. Często chroni mnie oko cyklonu, gdzie odnajduję spokój i ciszę. Zdarza mi się popatrzeć okiem diabła, choć takim, widać niewiele, gdyż krew zalewa źrenicę, wtedy zamykam powiekę i trzecie oko prowadzi mnie bezpiecznie do oka cyklonu.Ubiorę teraz „sztuczną” parę oczu na nos i udam się w magiczny świat blogów, i blogasków.  

 

19:39, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (17) »
piątek, 28 marca 2008
Na huśtawce sprzeczności

 

 brito

Rozbujałem się na huśtawce swych wyobrażeń. Okręciłem się tysiąc razy i więcej, aż w końcu spadłem z łomotem na ziemię. Dobrze mi tak, że aż mi dobrze tu, gdzie jestem. Trawa zaczyna się robić zielona, śnieg dotapia się na niej białymi plackami i wsiąka w podłoże, czyniąc je miękkim i amortyzującym. Zielono mi, a wokół świat kręci się swoim rytmem. Pozorna lekkość materii na huśtawce, obciąża dominacją inne punkty przestrzeni. Siedziałaś stojąc na drewnianym kamieniu i milcząc rzekłaś ostatni raz po raz pierwszy: nie mów do mnie, lecz słyszeć chcę twoje słowa. Nie dotykaj mnie, lecz chcę czuć na sobie ślady twoich palców. Nie patrz na mnie, ale tak, bym twój wzrok na sobie widziała. Bądź, ale w taki sposób, by cię nie było. Dzieńdobrydowidzenia, witałaś mnie codziennie żegnając na zawsze. Słońce zaświeciło ciemnością, a czerń była biała jak mleko. Zwrócone w dół kąciki ust, uśmiechały się do mnie radośnie. Światło raziło przymknięte oczy, musiałaś otworzyć powieki, by zgasło. Jestem więc, choć wcale mnie nie ma.  

13:21, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (30) »
czwartek, 27 marca 2008
Nocni goście.

 

 zmora

Niby śpię, a ze snu wyrywa mnie co rusz jakiś majak. Przez takie obudzenia, Mara wydaje się bardziej realna, niż jest w istocie. Przysiadła mi na klacie zaciskając ręce na szyi, widzę ją jako postać zbudowaną z mroku o różnym zagęszczeniu. Nie bardzo wiem, nie do końca mam świadomość, gdzie kończy się sen, a gdzie zaczyna się jawa. Próbuję oddychać, i czuję, jak bardzo mam zaciśnięte płuca. Łapię powietrze ustami, tą samą drogą ono ze mnie uchodzi w rytmie coraz szybszych wdechów. Otwieram oczy, próbuję usiąść, sypialnia kołysze się w półmroku rozchybotanych przedmiotów. Słyszę i czuję, jak moja pompa wewnętrzna wytraca swój naturalny rytm, rzęzi, jak stary dwusuw. Zwalnia by potem nagle ruszyć jak tabun spłoszonych koni. Skóra na przegubach rąk pulsuje jak metronom, nastawiony na maksa. Jestem jedną wielką kakofonią. Drugi raz przydarza mi się taka nocna improwizacja. Do trzech razy sztuka. Mara senna, jak widmo brockenu, jeśli przeżyję trzecie spotkanie i tak nigdzie z Tobą, Maro, nie pójdę. Nie użalam się, zapisuję tylko wrażenia, by żaden szczegół nie umknął mi z upływem czasu. Mrok rozmywa się w jasności dnia, irracjonalne postacie, nie mają racji bytu, gdy robi się widno. Do następnego razu, Zmoro.  

 

12:43, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7