Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
sobota, 21 kwietnia 2012
Jak zabawnie jest...

tuba

Nastawiłem wieczorem pralkę, żeby rano powiesić zawartość i nastawić kolejną – wielkie pranie zaplanowałem. Udało mi się zapamiętać do rana, że mam się zakręcić wokół pralki, skoro świt – tak zrobiłem. Wyłączyłem guzik sygnalizujący koniec i otworzyłem drzwiczki. Jakież było moje zdziwienie, gdy w środku, znalazłem suche rzeczy… Tiaaa, było wczoraj nacisnąć dwa przyciski, bo na jeden nie rusza, za chuja. Wkurwiony, zrobiłem to rano – nacisnąłem dwa guziki na pralce – załapała i poszła. Nastawiłem wodę na kawę, wyciągnąłem kubek. Odpaliłem kompa, wlazłem na onet, sprawdzić pogodę , zawiesiłem się na jakimś artykule, po czym nagle wszystko zrobiło cpyk i zgasło. No tak, nie ma prądu. Poszedłem do kuchni, zalać kawę, albowiem woda zdążyła się zagotować. Zalałem przygotowaną kawę, pomyślałem, że usiądę spokojnie i prąd włączą. Po drdze z kuchni, łyknąłem z kubka kawy. Coś taka mi się wydała cienkawa. Po chwili, gdy już opuściłem cienie przedpokoju, stwierdziłem brak kawy w kawie. Wrzątek nie jest zbyt dobry, na przebudzenie, ani tym bardziej, na odzyskanie wzroku. W tym miejscu padła kolejna już dzisiejszego poranka ‘kurwa’. Wróciłem do kuchni, dosypałem do wody jakiegoś rozpuszczalnego gówna i wypiłem. Prądu nie było nadal. Nadmienię, że bezpieczniki sprawdziłem od razu gdy zgasł mi komputer, była to więc awaria zewnętrzna. Postanowiłem zapytać w odpowiednim miejscu, co do kurwy nędzy z tym pierdolonym prądem, albowiem minęło już trochę czasu, odkąd zabrakło. Wziąłem komórkę, wszedłem w kontakty i odszukałem nr telefonu jedyny, jaki miał coś wspólnego z prądem, zadzwoniłem. Sztuczna sekretarka, poinformowała mnie uprzejmym głosem, że numer na który się dodzwoniłem, obsłużyć mnie może jedynie w dni pracujące w godzinach 8-18, po czym odesłała mnie do kompa, odczytując adres strony, na której miałem znaleźć wszelkie intrygujące mnie informacje. Dziękuję kurwa pięknie! Zadzwoniłem do znajomej, która podała mi jeszcze dwa numery związane z tematem energii elektrycznej, z których jeden był ‘nieistniejący’, za co uprzejmie przeprosiła mnie kolejna automatyczna sekretarka. Na drugim zaś, trzecia ‘sztuczna’ pani zza biurka, opowiedziała mi ‘ścieżkę kontaktu z prądownictwem’ w mieście Kraków z podziałem na dzielnice i roszczenia klienta i podała odpowiedne numery, jakie miałem wybrać tonowo… Ale kurwa! Ja nie widzę chuja we wsi, a co dopiero mówić o skoordynowaniu słuchu, wzroku oraz naciskaniu tonowo numerów na tej jebanej klawiaturce. Poleciały różne słowa, ogólnie uznane za obelżywe, niestosowne, albo nieładne. Rozłączyłem się, myślę: ochłonę, zadzwonię za chwilę. Jak pomyślałem – tak zrobiłem. Na szczęście, po wybraniu kolejnych numerów (tonowo), zanim doszedłem do właściwego i na nowo wzbierał we mnie wkurw, jakiś dobry duch, włączył światło. Powiedziałem sobie wtedy:

- no sam powiedz, palancie, czy warto było się aż tak wkurwiać? Wystarczyło odczekać tę godzinę z hakiem, a wszystko – oprócz twojego organizmu – wróciło do normy.

Zakupy dokonane, jeszcze tylko posprzątać. Miłej soboty.

 



11:50, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (41) »
piątek, 06 kwietnia 2012
Wielkanoc już.



 

Gdzieś kiedyś czytałem, że odnalezienie dowodu na to, że Jezus nie zmartwychwstał byłoby obaleniem chrześcijaństwa. Nie rozumiem tego zupełnie, albowiem wiara to wiara, albo się wierzy, albo nie i dowodów wierzący nie potrzebuje, on po prostu zwyczajnie WIERZY. Taką ‘religijną wiarę’ się czuje i nosi w sobie, nie szuka dowodów za i przeciw, jak niewierny Tomasz (nomen omen). Jeżeli czuję, jeżeli noszę w sobie przekonanie, że ON był/jest synem Boga, to po co mi jakieś dowody? Dowód potrzebny jest niedowiarkom, kandydatom, którzy szukają wiary, sądom i prokuratorom. Dlaczego ludzie nie szukają jej w sobie, ona przede wszystkim powinna być w człowieku, nie w annałach, księgach, relikwiach, świątyniach, probostwach, wokandach i salach rozpraw. Dlaczego ktoś, jakiś człowiek, ma narzucać mi, co dla mnie ma być dowodem wiary, co w tej wierze istotnym, a co mniej ważnym? Wiara to myśl, to sen, to moje wnętrze, do których nikt poza mną nie ma dostępu. Żaden reżim, żadna władza – NIKT, nie ma prawa wpierdalać się w to, w co wierzę. Nie ma też takiej mocy, by modyfikować moje myśli narzucając własne. Wiem, że na świecie jest cała masa ludzi podatnych na słowa innych ludzi. Ludzi uległych cudzym poglądom, mówiących jak mają żyć, o czym myśleć i co brać za prawdę absolutną. Stąd właśnie, z tej ludzkiej podatności, rodzą się fanatycy, sekciarze, ślepowiercy, bezmózgowi wykonawcy cudzych poleceń, pod sztandarami wielkich idei. Do wiary, dochodzi się samemu, podana na tacy, jest gówno warta. Wiara nie może być obwarowana żadnymi nakazami, co kiedy ma robić wierzący, jak się zachować i co myśleć. Wiara  jest moją osobistą WOLNOŚCIĄ! To ja sam mam chcieć, a chcenie ma być wynikiem moich wewnętrznych przekonań, nie nakazów administracyjnych samozwańczych duchowych przywódców – dla takich, w mojej wierze nie ma miejsca!

 

Tuba wiosenna, pod Charmee

10:40, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (24) »
wtorek, 03 kwietnia 2012
Tak czy nie?

tuba

Kiedy zaczyna się wieczór, na zakończenie dnia dzisiejszego? Jaka jest na dziś aktualna i obowiązująca definicja wieczoru? Może kiedy słońce zajdzie i ciemności spowiją pagórki za moim oknem? Może wtedy, gdy zegar odpowiednią godzinę wybije? A może wtedy, gdy sama uznasz za stosowne żeby w końcu nastał. Łazi po mnie jakiś ból natury wielokrotnej. Egzystencjonalno-psychiczno-fizyczny. Narasta we mnie od kilku dni, obija się o kości, panoszy we wnętrznościach, wypełnia umysł, aż do ciśnienia w czaszce. Kiedy już przedostanie się do krwioobiegu, zatruje mi ciało i spotęguje się jeszcze bardziej. Przecież nigdy nie ma tak źle, żeby nie mogło być gorzej. I jeśli już wydaje się, że coś jest nie do zniesienia, przychodzi nowe, które i tak znosi się w pokorze i milczeniu. Więcej dragów, bardziej ucieczki, dorodniej zacięcia w walce z samym sobą, chyba. Jakiś mały bunt, jakiś kamienny wyraz twarzy, jakiś podszept: wytrzymam wszystko. Codzienność to właściwe wyselekcjonowanie priorytetów, okraszonych odpowiednio dobraną definicją. Tak, wszystko sobie jestem w stanie przetłumaczyć w taki sposób, żeby bolało jak najmniej.



20:00, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (11) »