Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
I co? I kurwa nic!

stary kawałek

To nieprawdopodobne, to jakiś film. To nie może być czas mojego życia, jakie już jest za mną. Nic nie dzieje się tak szybko. Wydaje mi się, że zdarzenia, jakie miały nastąpić jutro, wydarzyły się wczoraj, a mnie, coś pozbawiło możliwości ich doświadczenia. Dziś, jakby w ogóle nie istniało, jakby brakło na nie czasu. To co wczoraj, odeszło w zapomnienie i nie liczy się dziś, bo dziś przecież nie ma. Jutro będzie dzisiejem, za chwil kilka i też przestanie być ważne. Może przeżyję jeszcze ze 20 lat, może będę wtedy wiedział, jak się nazywam i kim jestem. Nie przypuszczałem, że przyjdzie mi kiedyś żyć tak bardzo szybko, że się zestarzeję, że będę patrzył jak odchodzą ci, których znałem. I nie myślałem, że będzie mi to obojętne. Było w moim życiu tyle ważnych spraw. Dziś – którego nie ma – żadna z nich nie jest znacząca. Odwracam głowę, patrzę w inną stronę i nie chcę pamiętać. Zapominam po kolei wszystko. Dzieciństwo, szkołę, durną młodość, szarpanie wieku dojrzałego. Nie liczy się nawet tu i teraz oraz pierdoli mnie zdanie innych w temacie. Po to nazywają się ‘inni’, żeby mieć zdanie inne od mojego. Niewiarygodne wydaje mi się to, że nie mam pojęcia, dlaczego dziś jestem taki wkurwiony. Unikam iskier, żeby się nie spalić, bo jeszcze nie do końca jestem wyeksploatowany.



20:01, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (49) »
niedziela, 27 kwietnia 2014
Gra o tron.

 

Fajny serial oglądam. Wszystko jest w świecie fantazji. Nie jestem zawiedziony.

16:35, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (6) »
środa, 16 kwietnia 2014
C'est merveilleux.

muza

Tak, cudowne jest życie, kiedy niczego od nas nie wymaga, ani też my sami niczego od niego nie oczekujemy. Jest po prostu jakkolwiek. Ani dobrze, ani źle, nijako, bezpłciowo, bez zapachu, bez koloru i bez wyrazistego kształtu. I cicho jest. Dziś w parku po drzewach biegały wiewiórki, kwitły stokrotki i pachniało wilgocią. Szedłem wściekły a piana toczyła mi się z ust. Nie chciałem nikogo spotkać, żeby nie zechcieć się na nikim wyżywać, kumulacją wściekłości, albo w ogóle nie chciałem, by ktoś widział mnie w takim stanie. Złość, to jedyne odczucie, jakie mnie ostatnio dopala. Jakoś dotarłem do domu, po ponad godzinie. Zakorkowane miasto, potrójny ‘dzwon’ – ten w środku miał najgorzej. Puściły mi nerwy, sierściuch za wsarz i na ogród – nie chciałem go bić, a zasłużył. Za chwilę przyszła latorośl z obrażonym majestatem. Przygryzłem wargi, sierściuch znowu za wsarz i na ogród. Dosłownie za kilka sekund, mam kolejne deja vu – sierściuch w domu. Potem krzyk obrażonego majestatu, że właśnie lekkoduch odlatuje, na szczęście w domu – kiedy wszedł, wyglądał jak zombie i tak się zachowywał. Wściekłość moja, miesza się z niepokojem i specyficznym nerwem. Dopada mnie wszechogarniająca, beznadziejna bezsilność. Jakby mało stresu, zawiasy odmawiają mi posłuszeństwa. No nie wiem, kurwa, dlaczego każę się kolanu i biodru zgiąć, a one się nie zginają, tylko stają bezwładne i głuche, żeby nagle same z siebie zgiąć się bólem, ale nie w tym kurwa momencie! Runąłem na parkiet, aż jęknęło. Nikt mnie już nie słucha, nawet ja sam, dławię głosy rozsądku w sobie. Nie podchodźcie do mnie, a jeśli już musicie, to weźcie se kija. Chyba sobie nie radzę i nie wiem dlaczego, ale ręczyć za siebie już nie mogę.



21:24, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (29) »
sobota, 05 kwietnia 2014
Rock and roll.

tuba

Zupełnie nie zauważyłem, że wiosna przyszła. Cichcem, długo się skradała, wyglądała zza drzew, chowała się w porannym szronie na trawie, siadała cicho na ławkach w parkach – tylko na chwile. Przechodziłem obok, a oczy moje były ślepe. Nie widziałem, nie czułem, nie domyśliłem się. Nikt też nie powiedział mi o wiośnie. Każdy obok mnie, zagoniony, żyjący w pośpiechu, nieplanujący jutra. Jedyne, co zauważyłem to gorąco, jakie mnie dopadało po południu, kiedy wracałem do domu. Wyjrzałem dziś rano przez okno do ogrodu – jest kolorowo. Wiosna gości tam na dobre.

A ja? Cóż ja, ja już nic nie mam własnego, prócz myśli. Całą resztę pozwoliłem sobie odebrać, wydrzeć po kawałku. Milczałem, kiedy to robiono. Teraz już jest mi wszystko jedno: mogę włazić i oknem i drzwiami – dokąd zechcę i skąd zechcę wyłazić tak samo. Nie mam za to długów, czym bogatszy jestem od innych. Posiedzę chwilę taki lekki, nim udam się na miejsce, gdzie widnieje kolejny napis: START.  



09:24, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (5) »