Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
sobota, 29 maja 2010
Przyzwyczajenie.

 heh

Jak mawiają ludzie – przyzwyczaić można się i do kozy, dlaczego więc ja nie mógłbym się przyzwyczaić do nowej-starej sytuacji? Owszem, przyzwyczaję się, jak przez lata żywota przywykałem do różnych okoliczności w jakie wrzucało mnie życie. Trzeba być plastycznym i szukać na cmentarzach plusów, nie krzyży. Czy to ważne, w jakich godzinach się śpi, w jakich pracuje, a w jakich ma się czas tzw. prywatny dla siebie? Nie, to nie ma żadnego znaczenia, to tylko jest kwestia umowna, pewna konwencja, z którą należy się powtórnie oswoić i żyć, tak jak żyło się z tym kiedyś. Dziś nie potrafię jeszcze powiedzieć, co jest dobre, a co gorsze. mam na uwadze kolejne ludowe powiedzonko, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nigdy też nie ma tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Zmiany, zmiany, zmiany – są podobno motorami życia, napędzają jego koniunkturę, zmuszają do przystosowania się, a w końcu do pełnej akceptacji. Jestem wolnym białym człowiekiem. Jestem jednostką wchodzącą w skład pewnej całości. Stanowię element struktury, w której spełniam określone zadania. Machina została wprowadzona w ruch. Nie wiem, czy to jest równia pochyła, czy droga z wybojami, czy alejka rekreacyjna w parku. Wszystko pokaże czas, zweryfikuje, namaści określonym znaczeniem, nazwie i wrzuci w historię. Uśmiecham się, do siebie, do ciebie i do was i do nich, jutro już może nie być okazji na uśmiech.

 

11:27, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (4) »
środa, 26 maja 2010
O Mamie.

nie moja to Matka

Jestem już za stary, za dojrzały, zbyt odpowiedzialny i samodzielny, by biec do Ciebie, Mamo, z problemami z jakimi borykam się już od jakiegoś czasu. Nie rozwiążesz ich, muszę to zrobić sam. Zbędnym jest więc, zatruwanie Ci życia. Tak dawno wyszedłem spod Twoich skrzydeł, że nie pamiętam już siebie, z tamtych młodzieńczych lat. Wygląda na to, że jestem całkiem innym człowiekiem. Cóż pozostało we mnie z Twoich nauk? Z nauk, jakie wpoiliście mi z Ojcem. Jestem nie na dzisiejsze czasy, nie umiem rozpychać się łokciami, ani po trupach dążyć do celu i zazwyczaj ustępuję miejsca innym. Obserwuję świat i ludzi wokół siebie, wyciągam wnioski i stwierdzam, że to wszystko kiedyś pierdolnie z hukiem, a ja będę stał i patrzył jak się wali, z kamienną, pokerową twarzą.

Mamo, im mniej wiesz, tym jesteś zdrowsza. Życzę Ci dużo zdrowia i różowych okularów, przez które rzeczywistość wygląda pięknie, być może tak, jak za Twoich młodych lat.

 tomek

20:32, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (5) »
niedziela, 23 maja 2010
Trudne zadania.

tuba

Podążam jedną z dróg mocy, a może to tylko wąska ścieżka, zagubiona w dżungli codzienności. Czeka mnie ciężka praca, u podstaw. Analizuję sygnały, zachowania, reakcje, jakbym pisał patykiem na wodzie słowa, które znikają zanim zrozumiem ich sens. Pustkę wniosków mam w głowie ogromną, nie wiem nic, albo jeszcze mniej niż nic. Pogubiłem się z tym zadaniem, może poczyniłem złe założenia, gdzieś w którymś momencie, omyłkowo podstawiłem jakąś daną, wykorzystałem wzór, którego w tym przypadku stosować nie powinienem. Zmęczyło mnie szukanie niewiadomej, teraz nie wiem nawet, czy zacząć od początku, czy zabrać się za coś zupełnie innego. Czy próbować podstawiać rozwiązania inną metodą, czy czekać na objawienie, aż rozwiąże się samo. Nikt nie lubi przegrywać, ale ktoś przecież musi, by wygrać mógł ktoś inny i aby ta pierdolona równowaga, została zachowana.

 

11:01, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (2) »
czwartek, 20 maja 2010
Zerowa widoczność.

takie nuty ...

Powoli wszystko wraca do normy. Emocje, trzymane długo na wodzach, opadają same jak fala powodziowa, a może tylko przechodzą dalej? Nic nie wiem, ale ta niewiedza pozwala mi ‘cieszyć’ się chwilą, realizacją kolejnych punktów planu działań. Może w tym tkwi metoda, małymi kroczkami do celu? Póki co, nie mam żadnych celów osobistych. Jako najemnik, ‘walczę’ każdego dnia za miskę soczewicy i kubek wody. W czasach pokoju, legionista musi zadowolić się byle czym, próbuje przetrwać do następnej wojny. Jestem samotnikiem, nie zależy mi na życiu, to ono trzyma się mnie kurczowo, nie ja jego. Nie do twarzy mi w cywilnym polo, nie po drodze mi do szczęść wszelakich, duszę się obrastając w dobra. Czy mam czegoś dość? Tak, mam dosyć dużo czasu na przemyślenia, które i tak uważam za zbędne. Spekulacje, kombinacje, przewidywanie – nudzą mnie od jakiegoś czasu. Powietrze stoi w miejscu, uwięziwszy zapach wolności i mami mnie nim. Tak fajnie, to jeszcze chyba nie było. Może i było fajniej, ale każda przeszłość przegrywa w starciu z teraźniejszością. Te słowa, które napisałem, nie znaczą nic ponad to, że coś takiego przemknęło mi przez myśl w czasie, gdy o niczym innym myśleć nie miałem ochoty. Po co myśleć, wystarczy wykonywać rozkazy.

 

17:52, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (5) »
wtorek, 18 maja 2010
Takakarma.

gdy dźwięki gasną

Wiem, znam, rozumiem, kocham, zależy mi. Nie lubię siebie, własnej szczerości, otwarcia i zasad moralnych. Gdybym te ostatnie wyrwał z siebie, nie zostałoby nic, tylko marny ochłap, który ktokolwiek mógłby rzucić komukolwiek pod nogi. Nie lubię oceniać, ponieważ takie oceny, bywają rozproszone na pryzmacie własnych doświadczeń i odczuć. Nie wiem, czy wystarczy chłodne szkiełko i wprawne oko, gdy rzecz dotyczy tego, co jest w nas samych głęboko zakorzenione. Ten cholerny pryzmat, to szukanie dziury w całym, na siłę, na akord, na zdeptanie. Milczę więc jestem, po co było słów tyle, rozlanych niepotrzebnie, jak obecna powódź. Niszczących, zabijających, rozliczających z dawno zapłaconych rachunków. Czemu to ma służyć? Przeszłość jest przeszłością, nie zawsze bywa świetlista, wzniosła, piękna i godna naśladowania. Przecież uczymy się tylko i wyłącznie na własnych błędach a i to nie zawsze. Pochylam głowę, zaciskam usta do krwi, a powieki do zupełnej ciemności i powtarzam mantrę: ‘taka karma, taka karma, taka karma …’. Nikt nie wie, co znaczy słowo ‘takakarma’, a przecież słychać je wyraźnie. Takakrma dopada mnie jak zmora i dusi, kiedy tylko spróbuję się nieco otworzyć. Zamknij się Tomek, zatrzaśnij jak wieko trumny, odbuduj mur, jakim kiedyś się odgrodziłeś od świata. Po co chcieć lepszego, po co szukać spokoju na zewnątrz? Chciałbym, żeby ostatnim dźwiękiem jaki usłyszę, był zgrzyt klucza w zamku od drzwi, które zamknę na zawsze. Mój mały świat jest dla mnie najlepszy, mogę ułożyć go w sposób w jaki zechcę. Takakarma uśmiechnęła się do mnie ostatni raz zanim zniknęła za drzwiami, a jej uśmiech był przeciągnięty cieniem żalu za tym, co być mogło, a co zdarzyć się już nie może. Chłód metalu czuję w ustach - rozpływam się w niebyt, jak niespełnione marzenie.

 

19:30, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3