Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
wtorek, 31 maja 2011
Zapowiedź czerwcowej nocy.

muza

Tak właściwie, to wiosny w tym roku nie było. Prosto z zimy, wpadłaś mi w ramiona lata i odżyłaś. Niebawem, noc najkrótsza się stanie, jawą bezsenną mierzona od zmierzchu do świtu. Noc czerwcowa, z dzikiego bzu, jaśminu i róż. Gorący wieczór powali nas z nóg, nie do odpoczynku. Nie do równomiernego sennego oddechu. Będziemy mówić do siebie innymi głosami, obracać w ustach słów kilku brzmienie. Zadziwi nas samych zmienność wzajemnych konstelacji, bo przecież nie ma żadnych granic między nami. Prawa fizyki istnieją wybiórczo, magnetyzm, rezonans, przyciąganie i inne. Poezja w dźwiękach, chemia w kolorach zamknięta, siła w bezsenności uchwycona. Zapach Twój we mnie rozbudza zmysły, jeden za drugim, ścigają się wszystkie. Kto by pomyślał, że tyle w nas różnych energii. Zaśniemy nad ranem, gdy świat obudzą krople zimnej rosy, dając miły chłód świtu w zamian za gorąc nocy. Nikt i nic nam nie przeszkodzi.

 

 

17:19, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (17) »
niedziela, 29 maja 2011
Hirudo.

Kryśka

Ciepło mi i dobrze. Wiadomo, że nie zawsze tak bywa. Popełniłem tyle błędów, ale każdy z nich, nauczył mnie czegoś nowego. Nie wiedziałbym, gdybym nie spróbował sam. Nikt nie jest idealny, nikt z nas nie potrafi przewidzieć co kryje się pod stopą, którą stawia. Czy trafi na twardy grunt i będzie mógł się na nim wesprzeć, czy wręcz przeciwnie, w bagno, które usuwa się spod stopy i wciąga ją w siebie. Roślinność bagienna bywa całkiem zwyczajna, do czasu gdy na nią nie nastąpisz. To też nie jest koniec świata, z każdego bagna można się wykaraskać i w końcu stanąć na suchej ziemi. Zmyć z siebie brud, fetor,  toksyny i nie oglądając się iść dalej. Bagienne pułapki zamykam w metalowych puszkach i zostawiam dla Pandory, w końcu to jej się przyda, nie mnie, bo mnie to nie obchodzi. Potrafię żyć bez bagiennej biocenozy, potrafię się przemieszczać i przystosować do każdych warunków. Bagno zaś, może istnieć tylko na terenach bagiennych, a ja nie jestem z nim niczym powiązany. Złapałeś pijawkę gdy wszedłeś w bagno? Daj jej się nażreć, pamiętając, że ona nie ma umiaru, a potem sama odpadnie i może nawet zdechnie z przeżarcia. Na zdrowie.

 



14:55, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (17) »
czwartek, 19 maja 2011
Milczące powitania.

nuty

Umęczył mnie dzień, umordowała burzowa aura, ale burza nie przyszła. Zamknąłem wszystko i wyrwałem się z domu. Poniosło mnie na cmentarz. Łaziłem alejkami kasztanowymi, dębowymi, akacjowymi, klonowymi, brzozowymi i jakie by ktoś sobie nie wymarzył. Zielono, spokój, cisza a ludzie najlepsi jakich można spotkać – martwi, milczący, niewgapieni, niesłuchający, niewidzialni. Przedstawiali mi się napisami na nagrobkach, datami narodzin i śmierci. Czasem uśmiechali się do mnie z sepiowych fotografii i jakby skinieniem głowy mówili: dobry wieczór. Milczałem i ja, czytając ich imiona. Nie wiem jak długo tam łaziłem, zapominając, że bramy cmentarne zamyka się ok. dziewiętnastej, chyba, nie wiem sam. W każdym bądź razie, zostałem zamknięty i zatrzymany w murach tego niezwykłego parku. Było widno całkiem, obszedłem więc cmentarz wokół jego murów w poszukiwaniu otwartej furtki, bezskutecznie. Musiałem przejść przez mur, jak jakiś wymykający się złodziej, od strony bocznej uliczki, gdzie miałem pewność, że nikt mnie nie zobaczy. Zachciało mi się śmiać. Zastanawiałem się, co mnie tak długo tam zatrzymało. Może to chęć zmarłych do obcowania z kimś żywym? A może to moja osobista zaduma nad przemijaniem?



21:05, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (37) »
sobota, 14 maja 2011
Zakazane owoce.

walc

Złapałem okazję do nieba. Na gapę, bez biletu. Machając dłonią przed oczyma, rozcinałem powietrze na warstwy. Wydawało się takie gęste od marzeń, takie gorące od pragnień i miało Twój zapach i mieniło się Twoimi kolorami. Czepiałem się chmur, a stopy miałem na Ziemi, jakby ukorzenione. Niebo i Ziemia, walczyły o moją duszę trzymając mnie mocno i ciągnąc, każde w swoją stronę. Rozciągnięty do granic wytrzymałości, czułem jak pęka mi serce, rozdzierane sprzecznościami pomiędzy ziemskimi realiami, a niebiańską ekstazą. Jesteś moim Niebem, jestem Twoją Ziemią. Wyrwawszy się z korzeniami, unosiłem się w górę, do Ciebie, a byłaś w zasięgu moich ramion. Ziemia odpadała bryłkami od moich stóp, a niebo stało przede mną otworem. Spotkamy się, jak zawsze w połowie drogi do Raju, a każde z nas będzie czerpało dla siebie jak najwięcej, by starczyło jak najdłużej.

 



09:56, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (25) »
wtorek, 10 maja 2011
Degrengolada.

nuty

Szanowna Veno (z łac. żyła), żyłaś, żyłaś i umarłaś. A ja potrzebuję Ciebie jak nikt inny nigdy Cię nie potrzebował. Umieram razem z Tobą. Vena to słowo, a w wirtualu bez słowa się nie żyje. W miejscu takim jak to, jest się słowem, jeżeli słowa brakuje, to znaczy, że cię nie ma. Biegnę tą ścieżką, zadyszany i gonię słowa, które rozprasza mi złośliwy wiatr. Chwytam je za warkocze skojarzeń, a one mi się wymykają z rąk, jak rozczochrane włosy i nie dają się ze sobą zaplatać. Wszystko jakieś takie nieokiełznane, zmieszane z chaosem, przeźroczyste, bez zapachu, bez smaku, bez barw. Gdy już mi się wydaje, że uchwyciłem to coś, gdy trzymam go mocno w garści, okazuje się, iż sens jest znikającą pod moimi palcami mgłą. I znowu nic nie mam. I jak Syzyf mozolnie wtaczam słowa na pryzmę zdań, a one jak kamienie staczają się w dół, w nieporządek. Ten śmietnik trzeba w końcu posprzątać.

 



19:58, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2