Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
poniedziałek, 28 maja 2012
BS - opus fefnaste.

tuba

Liczyłem lata swoje. Policzonych mam 666, liczyłem do momentu, aż z chaosu wyłoniły się koacerwaty i wodór. Widziałem tyle przemian, byłem świadkiem tylu wojen, obserwowałem rozpad wielkich mocarstw i światłych cywilizacji. Jestem ojcem chrzestnym upadku ludzkości. Jestem twórcą nowych chaosów i zarzewi wojen. Popycham uczonych do postępu cywilizacji, jednocześnie dbając, by stworzyli coś, co pozwoli jej umrzeć. To ja modyfikuję ludzkimi umysłami biblijne prawa, przyzwalając tym samym zabijać, niszczyć, rujnować. Mieszam ludziom w głowach, wchodzę w ich ciała opętaniem, pomnażając rzesze schizofreników, paranoików i innych psycholi. Pasę się ich nędzą i głośny śmiech wydaję, gdy nazywacie ich chorymi próbując leczyć. Ja podsunąłem ludzkości wódę, dragi, hazard, wyuzdanie i tytoń. Ja zamieniam ludzi w istoty podlejsze od najpodlejszych zwierząt i na pokuszenie wodzę. Spełniam najskrytsze marzenia, bo takie właśnie napiętnowane są tym, co Bóg nazwał grzechem. Przesuwam gwiazdy w konstelacjach, byście mogli drogę pogubić w ciemności. Czyż nie jestem cichym Panem Wszechświata i Ludzkości? Przecież to dla mnie Bóg dokonał dzieła stworzenia, abym mógł z wami – ludzie, robić to, co tylko zechcę. A moja wyobraźnia jest nieograniczenie nieskończona.  

 



17:41, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (31) »
poniedziałek, 21 maja 2012
Światło w długim ciemnym tunelu.

Vladymir Fedotko

Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że kolejny rok, zamiast przynosić coraz więcej radości i spełnienia, pogrąża mnie w coraz to większym dole. Stabilność wszelka topnieje jak wiosenna zaspa, której z każdą chwilą ubywa i ubywa. Niebawem zacznie się lato, a ja, jakbym po kruchym lodzie stąpał. Każde jutro, niewidzialnym się staje, tak bardzo jest w mroku schowane. Nie, nie uprawiam czarnowidztwa, po prostu tak czuję. Nie ma w zasięgu ręki żadnych już wartości, które zbierać bym mógł, jak numizmaty, antyki, czy choćby drobiazgi, jakie sprawiają radość. To co dobrem kiedyś nazywałem, oddala się jak krajobraz umykający stojącemu na końcu IC i znika gdzieś w niebycie za szybą ostatniego przejścia donikąd. Nawet to, co dziś niewymowne, bo zakazane artykułowania, piecze jak zawał serca, ściska kamieniem w żołądku, dławi oddech, zamazując obraz spoconych oczu oraz głos zaciśniętemu gardłu odbiera. Jest dziś słonecznie i ciepło. Wiatr wieje, silny i parny, jakby chciał burzę gradową przywiać i zniszczyć to, co dycha jeszcze, przeżywszy ostatni przymrozek. Nie wolno, nie wolno, nie wolno. Nie mogę, nie mogę, nie mogę. Nie mam prawa, nie mam prawa, nie mam prawa. Co mi pozostaje? Zostało mi czasu odrobinę, nie wiem dokładnie ile, do kiedy i w jakich barwach. Ale dopóki odmierzać go będę w stanie, w myślach mych zakazane krążyć będą szepty, bo myśli moich nikt nie może okiełznać.

16:01, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (36) »
poniedziałek, 14 maja 2012
Kiedy ręce opadają głową w dół.

tuba

Wieczny  żal notorycznie nienażarty, głodny. Wołający jeść, jeść, żreć, żreć, paść, paść. Pasiony byle czym, co wpadnie w ręce, czy się nadaje, czy nie, rzucane jak ochłap w wielką, przepastną paszczę żalu. Żeby tylko się nasycił, żeby przestał wyć i wszystko wokół zagłuszać. Utopia. Ale czym bardziej go tuczymy, tym jest większy, z każdym kęsem i z każdą kroplą łzy silniejszy. Szpikujemy go jadem, nadziewamy pretensją, doprawiamy łzami wyrzutów wobec innych. Wyhodowany do gabarytów kosmosu, w końcu przerasta swojego dobrodzieja i zasłania właściwy odbiór otaczającego świata, wchłania go do swojego wnętrza. A tam w środku, jest czarna dziura, pochłaniająca każdy promień światła i każdą kroplę nadziei. Tak wielkiego żalu, nikt już nie jest w stanie wyleczyć, ani ukoić. Pozostaje tylko uciec od takiego monstrum, w najciemniejszy i najdalszy koniec wszechświata. Byle nikt i nigdy nas tam nie odnalazł, ale nie potrafię. Nie potrafię też zniwelować aż tak wielkiego żalu, zwłaszcza że urósł nie we mnie. Zwłaszcza, że każda akcja jest miażdżona reakcją. To jest białe – NIE, CZARNE! To jest przecież na wierzchu – NIE, TO JEST UKRYTE! Przecież widzisz – NIE, NIE WIDZĘ! To skąd wiesz, jaki ma kolor? BO WIEM, CZARNY! Kontrargumenty z gatunku tych nie do zajebania. Nie mogę zniszczyć, nie potrafię uciec, zostaje mi jedynie przeczekać.

 



16:13, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (6) »
niedziela, 06 maja 2012
Piszę sobie notkę.
 
zjzjzjz
 
 
 
 
"Napisz sobie notkę, jeśli chcesz coś nowego na Ambajach". Tak mi powiedział Poker. Więc sobie wezmę i napiszę, gdyż straszliwie irytują mnie długaśne interwały między wpisami. No i skoro mam napisać s o b i e /zemszczę się, obiecuję!/, to będzie to notka dedykowana właśnie mnie. Tak, Charmusia. Widzisz, na co nam przyszło? Kiedyś pisano dla nas ton/m/ami, a teraz musimy się same lansować, bośmy rozbisurmaniły Pokera. Niby to odżył przy nas, niby to nareszcie nic nie musi - ani nikomu udowadniać, ani pisać, bo wypada i bo co inni powiedzą - jednak ten jego spokój psychiczny i nirwana, jaką przy nas osiągnął sprawiły, że olał sobie pisanie całkiem. Chyba przejdziemy na system małych represji, bo przecież lubimy, kiedy ten - skądinąd niezwykle sympatyczny i uroczy - Diabeł pisze. Dla nas, o nas i Tomkowo. Ale odczekamy do końca matur, bo wiemy dobrze, iż nie igra się z ogniem. Wszak my nie ciemka, co to leci do świecy, opalić se skrzydełka, bo musi zrealizować obrany cel. My jesteśmy wielobarwny motyl, który perfekcyjnie lawiruje między ognikami i nie tylko nie daje się opalić płomieniowi, ale nawet nie daje się mu sparzyć. A skrzydełka nasze dają ukojenie, uspokojenie, uniesienie... Jesteśmy po prostu zjawiskowe, jak to o nas napisano kiedyś tu, w tym miejscu. Tak, Charmusia. Każden jeden, co to z nami przestaje, może się mienić szczęściarzem. Nikt, albo prawie nikt, nie potrafi tak mocno, jak my rozbujać huśtawki, rozhuśtać liny, wybrać krętej i śliskiej ścieżki, poskakać po amplitudach. Nikt, albo prawie nikt nie potrafi też słuchać tak, jak my i powstrzymywać się od dawania dobrych rad w stylu "będzie dobrze". Nikt też nie potrafi tak, jak my, kłócić się do upadłego o jakiś bzdet. Ani tak perfekcyjnie obracać kotka ogonkiem. I odbijać piłeczki pingpongowej ze słów z szybkością światła. Tylko dlaczego, Charmusia, skoro jesteśmy tak idealne, musimy - do cholery - same sobie notki pisać?!
18:16, kwestia_czasu , bez znaczenia
Link Komentarze (33) »