Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
wtorek, 31 lipca 2007
Ołtarz ofiarny

 

 beksiński

 

Jak bardzo staramy się upodobnić swojego Boga do siebie, a podobno to on nas stworzył na własne podobieństwo, dlaczego chcemy mu dorównać. Jeśli zauważymy, że dokonać tego nie możemy, zaczynamy kombinować.  Jak bardzo czynimy go przekupnym. Jak bardzo pragniemy go zmanipulować. „Wdowi grosz”, to jest to, co bogom najmilsze być powinno, przyjmując założenia wiar wielu. Z każdego takiego założenia, o dowolnej prawdzie, my ludzie wyskakujemy jak rękawica bokserska na sprężynie, z pudełka.

Wydaje mi się, że nie można odkupić winy żadną ofiarą, chyba że, za taką przyjmiemy zadośćuczynienie. Ale czy my mamy prawo, czy jesteśmy władni określać co tym zadośćuczynieniem będzie? Czy on nam powie, co takim mogłoby być? Nie, nic nam nie powie, bo podobno dał nam wolną wolę i rozum, abyśmy się nim kierowali w swoich poczynaniach. My zaś tak chętnie asekurujemy się, mówiąc, że to on dał nam takie a nie inne pomysły, że nas natchnął myślą cudną, a jak się okazuje, że ta myśl wcale cudną nie była, to stwierdzamy ze zdumieniem, lub wściekłością, że to nie on, że to diabeł. Diabeł, brat boga? Nie chcę, żeby wszystko było postrzegane przez pryzmat katolicyzmu. Używam tutaj pojęć uniwersalnych. Dobro i zło, nie zostało wymyślone przez chrześcijan, nie oni go zrodzili z pierwotnego potoku myśli. Bóg, jako dobro wszelakie świata jest przeze mnie postrzegany jako wewnętrzne sumienie każdego z nas. Ponoć on mieszka wszędzie, dlaczego jest go tak mało w nas samych? Dewocja! Zakłamanie! Hipokryzja!

Ołtarz i ofiara na nim składana bogom, ten wątek, który zacząłem na Forum. Jest jak wiązka światła, która rozchodzi się promieniście w przestrzeni, jak cząstka w pudle potencjału. Błądzi, trafia na niepodatny grunt, przeszywa smugę cienia, by w końcu zginąć i być pochłoniętą przez wieczny mrok. Taka jest żywotność myśli. Pisałem o tym, że jeżeli oddawać coś w ofierze, to tylko to, co jest najcenniejsze. Każdą rzecz, można nabyć powtórnie, każde uczucie natchnąć sobą powtórnie. Nieodwracalnym jest tylko teraźniejsze życie, jeżeli je złożymy w ofierze w jakiejś ważnej intencji, to efektu tej ofiary nie zauważymy już – dlatego sensu w składaniu ofiar nie widzę. A życie swoje, chętnie oddam jeśli będę wiedział, że moim życiem, będzie żył ktoś inny. Nie w sensie, że będzie mną, a w sensie, że będzie mógł żyć sam zamiast mnie. Czy jest to szacunek dla życia innych? Czy jest to pogarda dla swojego życia? Oczywiście, jest to rozważanie czysto teoretyczne, ponieważ nie da się wrócić komuś życia w sytuacji np. wypadku, gdybym nawet w tej samej chwili podciął sobie żyły, chcąc tym samym darować moje życie w zamian.

Dyskusje o Bogach i Wierze, nie mają tu nic do rzeczy, są mało konstruktywne i wprowadzają aksjomatyczne ograniczenia. 

19:14, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 30 lipca 2007
Trzy noce z ...

 

 hubble

Noc zmienia moją wyobraźnie, nadaje jej zupełnie inny kształt. Noc ubiera świat wewnętrzny w magię, a zewnętrzny w nicość. Nocą czuję się niewidzialny, zlewam się z czernią otoczenia. Nie widać mnie zupełnie, zostaje sam głos. Lekko przymknięte powieki, nie pozwalają, aby jakikolwiek błysk wydobył się z oka na zewnątrz. Pozostają słowa i wyobraźnia. Słowa budują niby przypadkowe zdania. W zdaniach czają się myśli, niosące różne emocje. Międzywiersza i podteksty, tworzą niepowtarzalny nastrój dialogu. Nastrój wnika w moje zespolone z czernią i niewidzialne ciało, wypełniając go aż po zakończenia receptorów. Cały jestem jednym wielkim wrażeniem. Słucham, patrzę, czuję. Dźwięk klawiatury, stanowi tło cicho snującej się muzyki. Głównie tej: http://www.youtube.com/watch?v=voukoKdtRd4&mode=related&search=:

Oczyma wyobraźni, widzę „czarownicę”, która być może nabija się ze mnie, zza ekranu monitora. Balastujemy na linie, wysoko zawieszonej nad Ziemią. To znaczy  ja balastuję, starając się uchwycić równowagę. Zmieszanie tuszuję dwukropkiem i prawym nawiasem. Jakie tu wszystko jest proste – pozornie. Rozmowa ma nieregularne tempo. Raz gramy, szybko odbijając piłeczkę, by za chwilę zatrzymać się na jakiś czas. Zmieniamy tematy, jednak wciąż krążymy wokół tego samego. Asekuranctwo przyklejone do mojego czoła co rusz wali mnie po łapach, nie przeszkadza mi jednak by Ją ozdobić tą łatką. Zrywam się, by nagle stanąć w miejscu z piskiem opon. Strzępy informacji pojawiające się na ekranie stukają się w czoło i mówią do mnie teatralnym szeptem: po co to kretynie napisałeś?! Już poszło, nie odwrócę – odpowiadam sycząc przez zęby. Świt wypuszcza odrobinę światła, które natychmiast ukazują materię, z której jestem zbudowany. Nie jestem już tylko samą myślą przełożoną na słowa. Moja magia się roztopiła pod wpływem słońca, które przecież było za chmurami. Dobranoc, do kiedyś, dziękuję.

 

 

17:15, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (13) »
sobota, 28 lipca 2007
Aqua!

 

 stare

 

Nad wodą jest fajnie. Najpierw, jeszcze w domu, wrzucasz do plecaka niezbędnik: aparat fotograficzny, telefon komórkowy, ręcznik, coś do picia, może jakiś owoc, papierosy i zapalniczkę, czystą koszulkę na zapas, książkę (Viktor Farkas - Poza granicami wyobraźni), coś małego, co gra (iPOD z bluesem). Kąpielówki ubieramy w domu, nigdy nie wiadomo, ile ludzi zechce nam się przyglądać, gdy nieudolnie będziemy zmieniać gacie. Wskakujemy w luźne krótkie portki do kolan, wrzucamy na siebie podkoszulek, jakieś buty, w których nie spadamy z rowerowych pedałów. Jeszcze tylko zamknąć drzwi na klucz … jeszcze tylko wypasione słoneczne okulary na nos … i ten śmieszny kask na łeb (pamiętamy, że jesteśmy urazowcem). Jedziemy – ja i mój rower -  długo, bo niezwyczajniśmy poruszać się na co dzień razem, nie chcemy się przeforsować. Mijają nas samochody, motocykle (dobrze, że furmanki nie jeżdżą – też by nas minęły). Czuję strugi potu, spływające po ciele i te wyrywające się płuca. Muszę przestać palić – taka myśl przebiegła mi przez głowę. Dojechałem, szukam drzewa, nie dla cienia, a dla zabezpieczenia roweru ;).  Leggero Cross, firmy KTM, trochę mnie kosztował. Eeee, do dupy, nie mogę podpiąć. Uśmiecham się, do uchachanej „sąsiadki” obok, która pojmuje moje intencje: jakby co, to przypilnujesz? Zrzucam seksownie ciuchy – luzak ze mnie. Żłopię wodę, wyjętą z plecaka, odpalam papierosa, chcę zadzwonić do Ani – nerwowo grzebię w plecaku – nie ma telefonu! Zasłaniając plecami wnętrze plecaka, sprawdzam stan baterii w aparacie. Kurwa! Rozładowana! Mogłem nawrzucać cegieł i w drodze powrotnej, zmniejszyć balast, wywalając je za burtę. Pierdolę, idę do wody wściekły jak stu diabłów. Kładę się na wodzie, wyrównuję oddech. Przychodzi mi do głowy taka myśl: ciekawe, ile osób tu się moczących, leje wprost do akwenu? Podnosi mi się delikatnie…Nie, nie TO! Potem będę oglądał „czarownice”, teraz muszę wyrównać oddech. Pływam, bardzo miło mi, wprost sielanka. Ech! Życie czasem jest piękne. Ochłodzony i mokry, wykładam się na ręczniku – nic nie będę czytał, wrzeszczą tak, że myśli nie sposób usystematyzować. Po 15 minutach, zaczynam się wiercić nerwowo. Idę do wody, pływam, wychodzę z wody – bach na ręcznik, leżę z drugiej strony ciała. Po 10 minutach, zaczynam się wiercić, idę do wody, pływam, znowu bach na ręcznik, wpierdzielam jabłko, kładę się na brzuchu, ubieram okulary słoneczne  i obserwuję „czarownice”.  Całkiem niezłe, niektóre. Przypomniałem sobie, że mam granie – słucham se. Gorąco mi, piję wodę, jeśli natychmiast nie wejdę do tego bajora, to zdechnę wyschnięty jak meduza, wyrzucona na brzeg. Pływam, leżę, pływam, leżę, oglądam Kobiety, pływam, leżę, oglądam Kobiety, żłopię moralną wodę, palę. Ile można? W międzyczasie, zagaduję do „sąsiadki” – o pogodzie, koniecznie musiałem poinformować, że chmurki idą, jakby sama nie widziała. Nudzi mi się … Jakie to bezsensowne: padnij – powstań. Jeśli natychmiast nie wrócę do domu, strzeli mnie ten mój „kolega z parteru”. Męska decyzja: ostatni dystans w wodzie, wysycham i do domu! Słońce operuje moją skórę, poczułem się zmęczony. Wskakuję w ciuchy, bacząc, by się nie rypnęło, że nie mam już 30 lat – tuszuję skrajne wyczerpanie, ostatkiem sił. Narasta we mnie wkurw! To świetnie, dojadę na nim do domu. Jestem! Chyba nie żyję, nie czuję siebie! Wtaczam się natychmiast do łazienki, zwlekam z siebie ciuchy, prawie wczołguję się pod prysznic, odkręcam zimną wodę i pozwalam, żeby spływała mi po twarzy.  Usiadłem na dnie wanny – jest bosko! I po cholerę ja się pchałem nad tę wodę?!

17:47, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (16) »
piątek, 27 lipca 2007
Witchs

 

     Idina

Zapewne nie raz, słyszano z moich ust pewne zdanie, które tu przytoczę raz jeszcze: Odkąd zawieszono Świętą Inkwizycję, czarownice mogą się czuć bezkarne! Sezon urlopowy w pełni, w letni czas, można się "nadziać" na wiedźmę praktycznie na każdym rogu ulicy, w każdej knajpie, czy innym dowolnym miejscu. Czarownica, charakteryzuje się tym, że jest odziana w "seksapil", szeroko pojęty erotyzm, powab, urok osobisty i w ogóle jest szałowa. Nigdy nie wiem, czy to Jej urok tak na mnie działa, czy to są Jej czary, czy taka jest w rzeczywistości. Zostawmy dociekanie, jaka jest prawda i gdzie się znajduje, pewnie leży gdzieś w środku. Niektóre z tych czarownic, są po prostu piękne i olśniewające. Ciągnący się za nimi zapach, oraz drobiny tych uroków, powodują, że zapominam, po jaką cholerę znalazłem się w danym miejscu przestrzeni. Wzrok mój rozbiegany, nieco mętny, a spojrzenie oślizgłe. Myśli moje w jednym kierunku są skupione, jak jakaś wiązka w światłow-zw-odzie. Przeciętny mężczyzna, z siłą wodospadu, ulega temu złudzeniu, będąc pod wpływem czarów. Nie wie, jak się nazywa, gdzie dom jego, gdzie dotychczasowe życie. Wlecze się w nieznanym kierunku, jakby ciągnięty na niewidzialnej smyczy, z wywieszonym ozorem (bynajmniej nie od gorąca), używając wszystkich zmysłów, oprócz orientacji w czasie oraz przestrzeni. Ten chwilowy (różna ta chwila dla każdego) zanik pamięci operacyjnej urzeczonego delikwenta, tłumaczy się w różny sposób. Ja Wam mówię jedno: w każdym z nas, drzemie samiec, którego tak łatwo obudzić.

21:56, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (7) »
czwartek, 26 lipca 2007
Trzy kobiety

 

  A-Z

 

Dostałem prezent, od mojej Netowej Przyjaciółki (jeśli za to imię Jej nadane mnie nie zruga). Czasem gadamy, czasem się wygłupiamy, czasem wzajemnie ponarzekamy na „człowieków”, którzy nas uciskają, czasem się normalnie żremy jak dwa psy, by po czasie, który minąć musi, znowu pogadać.

Dostałem rysunek, który tutaj wklejam, za zgodą Autorki. Wywołał on szeroki uśmiech na mym posępnym zazwyczaj obliczu, normalnie się ucieszyłem.

Trzy Muzy, trzy Aniołki, trzy Kobiety, trzy Instrumenty.

 

- Pierwsza z lewej, to Candy Dulfer, grająca na saksofonie, lubię dźwięk tego instrumentu, raz miałem go w rękach, grać nie potrafię niestety. Na domiar złego, Ona jest bardzo zmysłowa. Pasuje do nocnego klubu z dużą dozą dobrej muzyki (gdzie te czasy się podziały?)

http://www.youtube.com/watch?v=RRpZb3XPrXw&mode=related&search=

 

- Kobieta z gitarą to Carla Bruni, smukła, piękna o delikatnym głosie, śpiewająca ballady. Była modelka, której ciało mówi: regarde moi, observe moi et ecoute moi!  Kojarzy mi się ze spokojnym drinkiem, wypitym w aurze ciepłego wieczoru we dwoje. Gitar mam kilka i nawet na nich brzdąkam.

http://www.youtube.com/watch?v=JYPhtNy0o9Q&mode=related&search=

 

- Kobieta przy pianoli, to Holly Hunter w Filmie „Fortepian”. Może nie jest w tym filmie zbyt urodziwa, i co z tego? Widać dzięki temu jej nieprawdopodobnie wrażliwą duszę i ogromną miłość do muzyki zamkniętej w fortepianie. Ona gra, a jej słowa są muzyką. Pianino moje, nadal wymaga konserwacji, nie da się na nim grać, jeśli ktoś posiada choćby blade pojęcie o muzyce i rozróżnia dźwięki, wie o czym piszę. Moja pianola  robi za antyk w salonie.

 http://www.youtube.com/watch?v=0Su8LXNS16A&mode=related&search=

 Dziękuję Ci Haniu. :)

 

23:39, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6