Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
piątek, 23 lipca 2010
Jadę!

Pour Vous

Jadę na wakacje, jutro mnie tu nie będzie już. Nie byłem tak dawno, że już zapomniałem jak to jest poza domem, dłużej niż dwa dni. Mam zamiar moczyć się w wodzie, leżeć na piasku, a wieczorem upajać się trunkami. I wali mnie, jaka będzie pogoda, przerabiałem już różne i nigdy nie było nic, co powstrzymało by mnie przed wejściem do wody. Nie myśleć o pracy, nie myśleć o kłopotach, dać młodzieży odpocząć od siebie i niech sama o siebie zadba. Proste wakacje? Nie mam żadnych wymagań – tylko zmienić widok za oknem. Deszcz wszędzie jest mokry tak samo, a słońce tak samo świeci po oczach. Myśl pewna sprawia, że się uśmiecham do siebie. I wcale się nie boję. :)

 

21:37, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (30) »
czwartek, 22 lipca 2010
Kotka, na gorącym dachu.

nuty

Jestem Tobą, gdy wychodzisz na dach swego domu. Łapię Tobą równowagę i patrzę Twoimi oczyma na niebo, mocno zaciągając się papierosem. Liczę gwiazdy i obserwuję meteoryty, nic nie ujdzie mojej uwadze. I jak bardzo bym się nie starał, nie zrozumiem nigdy. Nie pojmę, że mamy tak diametralnie różne spojrzenia na błahe sprawy. Dla mnie, nie mają one żadnego znaczenia. Ty dopisujesz do nich powieści. Tylko dlaczego, jeśli takie same błahostki czynisz Ty, to zachowują swoją wagę, natomiast moje urastają do rangi wielkich przewinień, kłamstw, oszustw? Często próbuję włazić w Twoją skórę i czuć jak Ty. Nie bardzo mi się udaje, ja po prostu nie rozumiem pewnych rzeczy, choć bardzo staram się pojąć. Muszę przestać o tym myśleć, bo czuję, jak powoli chce zawładnąć moją osobą ten kretyn, świr. Ta sama galaktyka, ta sama planeta, ten sam kraj – potrzebuję innego powietrza. Idzie burza, słyszę jej pomruki. Może na dziś, wystarczy mi ozon?  

 

16:57, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (13) »
niedziela, 18 lipca 2010
To ja, twój dylemat.

Norah

W końcu spadł deszcz. W powietrzu unosi się zapach ozonu, choć nie tylko. Jestem pełen obaw, jak kielich goryczy, który czeka na kroplę, jaka go dopełni. Czuję się jak zahipnotyzowany kumak, lezący w gębę gada, ze świadomością, że ten mnie zaraz pożre. Dopadają mnie dylematy sensów i nonsensów tzw. życia. Nie znajduję odpowiedzi, nawet się do niej nie zbliżam. Czym więcej myślę, tym bardziej oddalam się od ‘prawdy’. ‘Syndrom białej ściany’ osiąga apogeum. Potem już tylko jazda bez trzymanki po równi pochyłej. Myślę więc jestem? Co za bzdura, byłbym nawet wtedy, gdybym nie zhańbił się żadną myślą. Dobrze, że jesteś tak, jak jesteś. Nikt nie zniósłby moich amplitud, kiedy bujam się pomiędzy antypodami być-nie być, próbując się której z nich uchwycić. Dlaczego ręce zawsze są zbyt krótkie? Dlaczego mowa jest zbyt cicha? Gestykulacja zbyt inertna? Wzrok zbyt nieostry? A czucie zawsze takie mocne w swojej bezsilności? Dlaczego i dlaczego – jak dziecko, próbujące rozpoznać świat, tyle, że ono przeważnie nie czeka na odpowiedz, a ja próbuję ją znaleźć. Pytania do siebie są zawsze najtrudniejsze, bo odpowiedź jest głęboko w pytającym. Co ode mnie zależy? Wszystko i nic.

 

14:11, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (19) »
niedziela, 11 lipca 2010
Oderwanie.

wakacje

Siedzę nad wodą i czuję się, jakbym już miał urlop. Podjechałem z małą rano na kąpielisko z wielkim napisem: Teren wędkarski, kąpiel wzbroniona. W wodzie moczyło się już kilka ciał obydwu płci. Samochodów było mało – jeszcze. Tegoroczna powódź, podniosła poziom wody w niewielkim jeziorku, zalewając to, co w ubiegłym roku stanowiło plażę. Młoda zaczęła zarządzać: jedź w prawo! Jechałem powoli po wyschniętych garbach, ciągnących się wzdłuż olbrzymich kolein, jakie wyrobiły auta, jeżdżące tu w czasie, gdy ziemia była mocno przesiąknięta wodą jak gąbka. Patrzyłem tylko, kiedy spadnę i zawieszę się. I po chuj mi jakaś terenówka, skoro moje rodzinne auto, jeździ wszędzie? Kurde, uważaj, bo utkniemy! – Pouczała mnie nieustannie mała, aż się wkurwiłem. Ja mam piwo i mam zamiar go wypić, ty będziesz wracała! No to zawróć stąd…

Znaleźliśmy miejsce, ściągnąłem koszulkę i zworowałem się na leżaku, bardzo wygodnym, można na nim leżeć, głęboko się oprzeć, albo siedzieć. Zamknąłem oczy, skupiłem się na oddychaniu i słuchaniu. Na jednej z wysepek, ptaki zrobiły sobie lęgowisko – skrzeczały niemiłosiernie, zasnąłem. Obudziło mnie gorąco, walące z odsłoniętych części ciała. Zjarało mnie, wypiłem piwo i wskoczyłem do wody. Kocham wodę, jej delikatną zdolność do szczelnego otulania ciała, jej chłodzące działanie, jej zapach, pieszczotę – Jej wszystko. Gdy wracałem z wyspy poczułem, że wytracam siły, a oddech robi się coraz płytszy. Wylazłem na brzeg, zapaliłem i zworowałem się tym razem tyłem do słońca. ‘Plaża’ zakwitła ciałami, ubranymi w kolorowe stroje. Było ich coraz więcej i więcej, robiło się coraz głośniej i głośniej, ciaśniej i ciaśniej. Wskoczyłem jeszcze kilka razy do wody, pływałem do upadłego, czym dalej brzegu, tym mniej ludzi. A potem poczułem, że mnie piecze nos i ramiona, zaordynowałem odwrót. Teraz czuję, że emanuję ciepło, jak jakiś układ, w którym zachodzą wysoko egzotermiczne reakcje. Gorę!

 

00:02, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (16) »
piątek, 09 lipca 2010
Wieczność.

nuty

Chciałbym być teraz gdzieś indziej, choć lubię swoją samotnię. Dawno temu wszedłem tu i zamknąłem wyciszone drzwi, na kilka spustów, zamków, zapadek i kłódek. Zamknąłem tak, by nikt nie mógł do mnie się przebić, forsując drzwi. Odizolowałem się od świata i ludzi. Przemykam się chyłkiem do pracy i z pracy, jak jakiś zbieg, by nikt nie zdołał mnie zauważyć, ani rozpoznać. W pośpiechu robię niezbędne zakupy, byle szybciej do domu. Nie przepadam za towarzystwem, za światem, jaki być może stoi przede mną otworem dziurki od klucza, czy balkonowego okna. Przed ludźmi schować się łatwiej, świata uniknąć nie sposób. A on kusi, zza kolorowych szybek witraża w drzwiach, wciska się natrętnie do wnętrza, okolonego grubym murem niepamięci. Nęci mnie, zwodzi, woła, jak niegdyś wołały Odysa Syreny – na zatracenie. Zatykam szczelnie uszy pszczelim woskiem, żeby nie słyszeć dźwięków roześmianego świata. Zakładam ciemne okulary i przymykam pod nimi swe oczy, by nie widzieć pokus. Odosobnienie nie jest pokutą za grzechy niepopełnione. Nie jest karą, jaką sobie wymierzyłem, za popełnione błędy w młodości. Nie jest umartwieniem. Wydaje mi się, że jest tym, co powinienem przeżyć w czasie, jaki przeznaczony mam dla tego wcielenia. Czuję jak każdy inny człowiek, określany mianem normalnego. Upijam się, upajam, unoszę. Spadam, śnię, stanowię. Krzyczę i milczę. Śmieję się i smutek noszę w sobie. Dotykam obojętności i ekstazy. Rozróżniam dźwięki i kolory. Po prostu jestem, żyję dla Ciebie.

 

 

20:56, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2