Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
niedziela, 31 lipca 2011
Jak ptak na drucie.

tuba

Marazm sukcesywnie wypełza gdzieś ze mnie na wierzch. Dopada moją krtań swoimi oślizgłymi mackami, skleja mi powieki, zatyka uszy i pokrywa usta. Wysychając na dłoniach rozrywa mi palce biegające po klawiaturze. Rozprzestrzenia się po moim urlopie tłamsząc go bezlitośnie. Deszczówka, idealny rozpuszczalnik, prawie wszystko rozpuszcza się w deszczu. Chandra tworzy z deszczem roztwór doskonale nasycony niebyciem. Miło posłuchać szumu kropel rozbijających się o liście, stukających w markizy nad balkonami, można ulec hipnozie. Patrzeć bliżej, akomodować soczewki i próbować spoglądać dalej, warstwa po warstwie. Gdyby choć chmury przybierały jakieś kształty, a nie wisiały jednolitą breją nad dachami kamienic. Przepraszam, nie potrafię zebrać ani jednej myśli. Coraz częściej.

 



15:16, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (33) »
sobota, 30 lipca 2011
To byli czasy...

tuba

Imprez u mnie zawsze było dużo, młodzież zasypiała snem kamiennym i nie było problemu, że coś zobaczy i opowie osobom niepowołanym. Czas zapierdalał, młodość umykała cichcem, kryjąc się przed pragnieniami za murami obowiązków i palisadą odpowiedzialności. Zdawałem sobie sprawę, że muszę nachapać dla siebie jak najwięcej, w jak najkrótszym czasie i był czas na relaks. Dawno, dawno temu, gdy bardzo nieletnia młodzież, była zawożona na lato do babci, ja, bezkarnie wciągałem wolność, jak kolejne ‘ścieżki’. Warunki sprzyjały, kawałek placu za domem, nocleg pod dachem, spolegliwi sąsiedzi, kilka gitar, kilka niezłych głosów, dobre żarcie i bufet obficie zaopatrzony. Imprezy były koedukacyjne, z przewagą męskich świrów. Nie upadlałem się do spodu - chamówy nie było nigdy, chyba. Pewnego razu, na zakończenie wieczoru, ktoś, nie pamiętam kto, wpadł na genialny pomysł, który natychmiast podchwyciłem. Pomyśleliśmy, żeby trochę poobcować ze sztuką – sztuką malowania własnych ciał. Z dziecinnego pokoju, przyniosłem dwie garści różnych pędzli i wszystkie dostępne rodzaje farb. Każdy uczestnik, mający w sobie chromosom Y, ściągał wszystko do majtek, no chyba, że miał gacie w miarę krótkie. Osobniczki z przewagą estrogenu kibicowały testosteronowcom oraz pomagały. No i się kurde zaczęło! Vena twórcza buchała adrenaliną ukazując najpierw na gołych torsach, potem na plecach, na nogach, rękach i twarzach przeróżne wzory. Konkurs na najpiękniejsze malowidło, nie został rozstrzygnięty, natomiast w pewnym momencie, zabrakło płynnego ‘dopalacza’. Jako że byłem gospodarzem, postanowiłem temu jakoś zaradzić. Wziąłem kasę i udałem się do najbliższego nocnego, tak jak stałem. Do dziś, staram się nie korzystać z usług tej placówki. Nie to, żeby mnie nie obsłużono, nie dlatego, żebym zrobił tam jakieś dziadostwo – zawsze jestem wyjątkowo grzecznym i miłym konsumentem. Ale o poranku, gdy już w lustrze, ujrzałem się w całej krasie i okazałości, stwierdziłem że jestem tam spalony! Kiedy pomyślałem, ile osób mogło mnie widzieć po drodze i potem rozpoznać, zrobiło mi się gorąco. Zmyłem z siebie sztukę i zatarłem wszelkie ślady, zostały tylko wspomnienia i to co one wywołują zawsze: śmiech.

 



piątek, 29 lipca 2011
Drzwi do lasu...

dzisiaj tu, jutro tam

Już dziewiąty dzień leje cięgiem, tak, zgadliście, mam urlop. Trochę się przejaśnia czasem, ale to tylko tak, na zasadzie kija i marchewki. Plany urlopowe się przesunęły. Nie była to wycieczka na Ibizę, ani wyprawa w dorzecze Amazonki, ani nic z tych rzeczy. Siedzę sobie i bimbam, niektórzy nazywają to wypoczynkiem. Miałem mieć remont, już, zaraz za chwilę, tuż za progiem. Ale nie mam. I tak sobie leżę, czytam wiadomości, oglądam tv. Powiem Wam, że chuj mnie pomału trafia. Strzelają do młodzieży, mordują się, ulegają wypadkom, podkładają bomby, jeden to nawet niedaleko. Kraje bankrutują, podtopienia, katastrofy, teorie spiskowe, dymisje, oskarżenia. Z drugiej strony … najpiękniejsze biusty, śliczna aktorka, seksowna gwiazda, zniewalająca, piękna, taka, sraka i inna. Rzygać się chce, na te piękności zniewalające seksownością – zastanawiam się, kogo tak właściwie są w stanie zniewolić. Albo: gwiazdor X, prowadza się z gwiazdorką Y. Celebrytka Z, paskudnie się ubrała, a młodziutka i utalentowana córka R ubrała się ładnie. Stary, nieprzyzwoicie bogaty ktoś, poślubił młodą i piękną dziewczynę, która mogłaby być jego wnuczką. Ten pokazał dziecko, a tamten aparat do robienia dzieci. A tu jakaś niby przepiękna larwa, wala się po plaży z kolejnym kochankiem. Taki tytuł: ‘Nowa seksowna twarz w Polsce’ - od razu wiemy, /bez oglądania zdjęć/, że ma duże usta, no bo jakie może mieć seksowna TWARZ? I tak przeglądam te nagłówki i stwierdzam, że skoro tyle tego wszędzie, to społeczeństwo nasze musi to czytać, czyli jest na takie newsy popyt. Skoro tylu amatorów tego badziewia, to nasze społeczeństwo musi być cholernie prymitywne.   

 



20:13, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (11) »
niedziela, 24 lipca 2011
poniedziałek, 18 lipca 2011
Czas przyspieszyć.

 

kjmkjmkjm

 
 

Dziwne to lato. Lato tylko z nazwy. Lato tylko astronomiczne. Albo kalendarzowe, bo nigdy nie potrafiłam tego rozróżnić. Wciąż nie udaje mi się naładować Słońcem moich akumulatorów. Jak już mi się wydaje, że mogę odłączyć zasilanie i skryć się w cieniu, nagle pogoda odwraca się na pięcie i wylewa mi na głowę – dosłownie, nie w przenośni – strugi czegoś zimnego i mokrego, zwanego deszczem Niektórzy nawet mówią na to coś „życiodajny deszcz”, ale na pewno nie są to ani tak zwani powodzianie, ani tym bardziej mła. Nic to, jeszcze trochę i to ja pokażę tej pogodzie  fucka offa, bo moja parasolka prawie się już zmaterializowała. Tak więc – kontynuując -  moje akumulatory wciąż działają na pół gwizdka, co nie zmienia faktu, że kocham. Kocham lato, bo lato, ach to Ty. Żadna wiosna ze swoimi nieustabilizowanymi kolorami, nienasyconymi barwami, kapryśną aurą. Żadna jesień, ze swoją ograniczoną paletą, która to paleta nieuchronnie szarzeje, zwiastując najgorszą z możliwych zimę. O tej, to nawet nie wspomnę, nie jest godna postawienia tu kropki, a co dopiero całego zdania.

Lato jest takie podobne do Ciebie… Czeka się na nie cały rok, a jak już przyjdzie, to wydaje się, że będzie trwało i trwało. Ono zaś mija tak szybko, jak ukradkowe spotkanie, wyrwane codzienności, na przekór i wbrew. I tak samo, jak ono, nie pozwala się sobą nasycić, nacieszyć. Ani znudzić. Za to daje zapowiedź kolejnego, jeszcze lepszego, bo bogatsi w doświadczenia /jaki banał, ja nie mogę/ wiemy już, jak wycisnąć z niego jeszcze skuteczniej wszystko, co się da i czego się nie da. Wszystko, co dozwolone i co zakazane.

I mimo kapryśnej, zapłakanej aury, właśnie te chwile z Tobą stanowią dla mnie swoiste turbodoładowanie akumulatorów, które muszą wystarczyć aż do następnego razu. Aż do następnego lata, bo czas, mimo, że się ślamazarzy, to w swej ślamazarności zasuwa tak szybko, jakby był doładowany niewymagającą ładowania durracellką. I ja wiem, dlaczego tak się dzieje. Ten pęd ma swój cel, bo w tym wypadku upływ czasu nam sprzyja. I możesz se gadać, co chcesz, ale jest tak, jak ja mówię. Ale o tym następnym razem, bo ciąg dalszy nastąpi. Kiedyś.

Nie wiem, czy uda mi się wstawić obrazek, ale jeśli się uda, to od razu piszę, że jest to Twój obrazek i dlatego jego miejsce jest na Ambajkach. Ament.

 

 

19:02, kwestia_czasu , bez znaczenia
Link Komentarze (35) »
 
1 , 2