Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
niedziela, 29 lipca 2012
WAKACJE!

tuba

Przyszła i na mnie pora wakacyjnego lenistwa. Nie planuję długich i dalekich wyjazdów, wyskoczę gdzieś na kilka dni, a potem wymienię okna. Zrobię generalne porządki w domu i zagrodzie (czyt. ogrodowa altanka, zwana szopką) i postaram się wypocząć. Niebawem dołączy do mnie Ona i będzie pełnia lata. Nie przewiduję burz, ani powietrznych trąb, ani gradu, ani ulew, czy innych chłodów. Ma być lampa, gorący piasek, przełamujące się fale. Dwa mazidła z filtrem pięć, co w sumie daje dziesięć (umysł nasz jest ścisły), jeżeli oczywiście posmarujemy się jednym i drugim, a nie, że trzymamy to w plecaku jak zazwyczaj, a potem liżemy rany i polewamy się w nocy wszystkim, co nam w ręce wpadnie (nie wyłączając flakonika’ mgiełki’, należącego do żony kolegi), byle nie piekło.

Bo to jest, powiem Wam tak:

- przyjeżdżamy tam, gdzie już czekają na nas stęsknieni znajomi

- pierwsza noc, upływa pod znakiem powitalnego pijaństwa

- nazajutrz, wywalamy się na wznak na ręczniku i natychmiast zasypiamy w pełnym słońcu (filtr mamy, oczywiście że tak, ale w plecaku), albowiem jesteśmy cholernie zmęczeni

- po jakimś czasie, budzi nas żona kolegi i prosi, żebyśmy zeszli ze słońca, bo chyba nas za bardzo zjarało

- idziemy się popluskać, potem coś zjeść, a potem, to czujemy na sobie to zajebiste słońce, jakie operowało na naszej skórze, kiedy wypoczywaliśmy

- w nocy, no cóż, chyba nie muszę opowiadać, kolejna nieprzespana, po pierwsze trzeba się znieczulić i to na różne sposoby

- nazajutrz, znowu plaża i słońce i my, jak i wczoraj cholernie zmęczeni. Tyle, że tym razem przebiegle, zasypiamy leżąc na brzuchu

- po jakimś czasie sytuacja z wczoraj się powtarza, budzi nas ta sama, upierdliwa żona kolegi, dokładnie z tym samym tekstem…

- wieczorem i w nocy mamy jakby deja vu… Ale nie ma już mgiełki, którą wypsikaliśmy na siebie ubiegłej nocy, za co dostaliśmy opierdol, bo to była jakaś cenna mgiełka i może dlatego dawała nam ulgę w cierpieniu

- następnego dnia już stajemy się mądrzejsi, już nie kładziemy się ani przodem, ani tyłem, albowiem się po prostu nie da położyć

- wkładamy na głowę kapelusz żony kolegi (dobra z niej kobieta), słoneczne okulary, ubieramy na siebie koszulkę, nieco dłuższe, ale krótkie spodnie. Dla pewności owijamy się wielką plażową chustą np. w indyjskie wzory (też należącą do żony kolegi) i aneksujemy (nie nasz) plażowy parasol dla siebie, siedząc tak cały dzień.

- znieczulamy się zarówno piwem, jak i okresowymi wejściami do wody w koszulce, ofkors, ciesząc się, że słońce może nas dziś pocałować w dupę

- potem, może być już tylko lepiej i właśnie tak jest. Goi się na nas jak na psie i wszystko wraca do normy. Jaki i my wracamy opaleni, wyluzowani i wypoczęci

Czego sobie i Wam życzę tego lata

 



11:32, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (19) »
niedziela, 22 lipca 2012
She...

tuba

Ona jest jak powietrze, jak woda, jak słońce – niezbędna do życia, dla mnie. Jak chłodzący powiew wiatru, przynoszący świeże powietrze, jak ozon po burzy, kiedy świat zaczyna pachnieć. Jak kojąca noc, po męczącym dniu, kiedy już można odpocząć. Za każdym razem, gdy zwątpię, buduje na nowo moją rozdartą na strzępy duszę i umrzeć mi nie pozwala, ani w marazm popaść, ani zaszyć się gdzieś przed światem w głuchej samotni czterech ścian. To ona wyrywa mnie z odrętwienia kiedy mi źle, każe wstać i iść dalej. Ona też szarpie niemiłosiernie wszystkie moje czułe struny, bym nie zapomniał, że żyję jeszcze. Jest moją muzyką, tak czasem różną ode mnie. To z Jej powodu, odczuwam czegoś brak, jakiś niedosyt, w chwilach, kiedy nie mam możliwości wyciągnąć ręki i dotknąć. Ona zdominowała moje myśli i miejsca, gdzie tkwią moje czakramy – jest jak pryzmat, który sprawia, że jednolite światło staje się paletą barw. Łagodzi moje obyczaje, zaciągając mocno cugle, bym nie wyrywał się z pianą na ustach i nie gryzł wściekle każdego, kto stanie mi na drodze.

Jesteś jak Anioł Stróż, Charmee, tylko w końcu przyjdź już do domu, bo czekam na Ciebie odświętnie, w białej koszuli i z kawą, jaką lubisz najbardziej…



18:32, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (44) »
środa, 11 lipca 2012
Twój ulubiony ciąg dalszy.

tuba

Ja, duch Twój zły, co na pokuszenie wodzi, w świata cztery różne strony. Od południa, do północy i ze wschodu aż po słońca zachód błąka się za Tobą. Ja, zbiór główny zdarzeń złych i męczących, rozciągający się przez cztery roku pory: wiosną, latem, jesienią i zimą – żyć Ci spokojnie nie pozwalam. Ja, Który przez wszystkie cztery fazy Księżyca: pierwszą kwadrę do pełni, potem ostatnią, aż w nów się rzucam, ciągnąć Cię za sobą w księżycowe tęsknoty do bólu. Ja, który stanowię cztery smaki życia Twego, sam nie wiem, który z nich za dominujący uważasz. Ja, czwarty, dla którego miejsca brakło w Trójcy Świętej do brydża, skoczyłem za Tobą w ogień, którym do dziś się palę. Ja, czwarty wymiar przestrzeni Twojej, jak oś czasu puszczona samej sobie, niezależna od niczego i nikogo, prócz Ciebie. Ja, mężczyzna, połówka naszego jabłka, które Ty podzieliłaś na cztery i na siłę, wbrew mojej woli, dzielisz mnie pomiędzy innych. Cztery lata, jak czterech Jeźdźców Apokalipsy, którzy przekornie zmieniają się w cztery cnoty kardynalne (…). Nadszedł czas liczby pięć, a po niej następne, czego Tobie i sobie dziś życzę. Pobujasz się ze mną dalej, jedyna moja Muzo, Charmee? :****



09:58, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (73) »
sobota, 07 lipca 2012
Relacje, jakie akceptuję całym sobą.

tuba

Ukaz Cara Rosji Piotra I Wielkiego z dynastii Romanowów,  z dnia 9 grudnia 1708 roku brzmi:

„Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i
durnowaty, tak by swoim pojmowaniem istoty sprawy, nie peszyć przełożonego.”

Powyższy ukaz, pasuje jak ulał w sytuacji ‘trudnych rozmów’ mężczyzny z Kobietą i do tego się stosuję, prawie zawsze. Nadmienię, że podwładny to mężczyzna, a przełożony to Kobieta.

Uważam, że kobiety przede wszystkim nie rozumieją siebie, dlatego wciskają bezrozumność, czy tam brak zrozumienia, facetom. Ta odwieczna walka świątwielkiejnocy, ze świętami bożegonarodzenia, często mnie przerasta, albowiem nie da się dojść do kompromisu, nawet do wspólnych wniosków. A jeśli już, to na krótkie odcinki czasu dx/dt, po których to odcinkach staramy się skakać jak po kamieniach, żeby nie wpaść do lodowatej i głębokiej wody. W chwilach dobroci dla nas, tworzymy z niczego kolejne kamienie, by mieć się na czym wesprzeć. Oczywiście robimy to dla naszego dobra, wspólnego, gdyż nie chcemy wpadać do tej cholernej, lodowatej wody. Kobieta - wydaje się – jakby miała wielką tykę, za pomocą której topi pod naszymi nogami kamień, który ledwo co zdążyliśmy wytworzyć. Czujemy bezsilność, oczywiście jest metoda i potrafimy temu przeciwdziałać. Wystarczy chwycić tyczkę, której kurczowo trzyma się kobieta i strącić ją do wody. Nie możemy tego zrobić, bo doskonale wiemy, jakie to uczucie dla wpadającego, a tego, dla naszej kobiety nie chcemy. A gdy Ona, każe nam ubrać sweterek, spokojnie tłumaczymy, że jest nam bardzo gorąco i jest to zbyteczne. I tu się zaczyna… Dowiadujemy się, że nigdy, ale to nigdy Jej nie słuchamy, a Ona dla nas chce dobrze, mało tego, wie lepiej, co dla nas dobre, a co złe. Widzi przecież, że nasz uśmiech jest szyderczy, a mina kpiąco-sarkastyczna – jesteśmy złośliwi!. Następnie, zaczyna się wyliczanie, od początków Wszechświata naszego wspólnego, na dowód tego, kiedy, jak i co zrobiliśmy źle i na przekór, pomimo tego, że nas ostrzegała. Tu fantazji Jej nie brakuje. Pamięta wszystko, nie kuma, że to pamięć wybiórcza i my to widzimy. Jest przekonana, że plącząc wątki i używając NASZYCH słów, wyrwanych z kontekstu, nabieramy się na nowe puzzle, jakie właśnie na siłę wciska w swoją układankę p.t. ‘widzisz teraz, jaki jesteś okropny’? Nie mówimy nic, bo i co tu mówić, skoro wszystko co kiedykolwiek wypowiedzieliśmy, zostaje obrócone przeciwko nam w sposób, jaki wywołuje w nas apopleksję. Adwokata przecież przy nas nie ma, milczymy więc, a w myślach mówimy: przestań już, proszę przestań wreszcie. Tymczasem Ona się nakręca, nieskrępowana naszym dementi tego, co do nas mówi. Żeby tylko mówiła, Ona to coraz głośniej wykrzykuje, a z każdym słowem, stajemy się coraz bardziej wstrętni i wychodzi na to, że zawsze tacy byliśmy, a proces rozwoju naszej chujowatości jest jak reakcja łańcuchowa – nie do zatrzymania. To dla Niej praca syzyfowa i Ona wysiada! Jeżeli zdarzy się coś, co zrobimy ok, to zawsze jest przy tym jakieś ALE, które to ale, umniejsza naszemu dobremu uczynkowi tak, że wręcz go niweluje do wartości równej zero. W związku z tym, dalej czujemy się jak coś najgorszego na świecie, wiedząc przecież w głębi naszej duszy, że tak nie jest. Czasem, jednak bardzo rzadko, wręcz sporadycznie, sama dochodzi do wniosku, że przegięła bagietę na całej linii. Nie wiem, co jest gorsze. Czy to, jak przedstawia nam nas, czy to, jak sama siebie zaczyna łajać, biczować się i drzeć szaty. Zaprawdę powiadam WAM, to ostatnie nie jest mężczyźnie do niczego potrzebne. On – mężczyzna, ma przecież od dawna wyrobione zdanie o Niej. Doskonale wie, kiedy się wkurza i dlaczego to robi. Wie, że Jej w końcu przejdzie i trzeba to przeczekać, najlepiej w milczeniu, albowiem żadne metody, w chwili Jej wzburzenia (nie jest ważne czym i czy on jest tego przyczyną), nie dają pożądanych rezultatów, a jest gorzej. Dlatego też, akceptuję Cię taką, jaką jesteś i nie sądzę, żeby mnie miłość zaślepiała. Muszę jednak przyznać, że gdybym nie kochał, dowiedziałabyś się wtedy, jaki potrafię być perfidny, wredny, chamski, złośliwy, sadystyczny, ohydny itp. itd. etc. Bo w każdym z nas, siedzi dwóch facetów, z których przynajmniej jednemu należy się w mordę – jak zauważył Anatol France.

 



10:20, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (18) »
czwartek, 05 lipca 2012
Scenariusze.

ustaaaaa

 

Message in a Bottle

Kochany Tomku,

Syty nigdy nie zrozumie głodnego, głupi - mądrego, mężczyzna - kobiety, a Poker - Charmee. Oczywiście Poker nie zrozumie Charmee tylko w szczególe, bowiem w ogóle rozumie ją bardzo dobrze. Jak chyba nikt. Poker nie rozumie, że kobieta jest zaprogramowana genetycznie na opcję "ubierz się, bo mi zimno", tudzież na głaskanie kotka pod włos, dla jego dobra. Tak więc niech Poker zrozumie, że jeśli Charmee nawywijała, to próbuje to potem odkręcić. Odkręcić pokrętnie, wszak logika kobieca pokrętną jest. Jeśli Charmee wali skruchę i biadoli, że Pokerowi będzie lepiej bez niej, gdyż ona działa destrukcyjnie - czasami - to ona stawia jego dobro nad swoje dobro. W jej mniemaniu stawia. I nazywanie tego, Skarbie Ty mój, serialem brazylijsko - wenezuelskim, to... To się nie godzi! Ja wiem /bo mi napisałeś w ostatnim liście :P/, że telewizja raczy nas filmami z fabułą taką na ten przykład, że jakaś pani dowiaduje się, iż jest śmiertelnie chora. I zamiast wyjaśnić swemu chłopu wprost co jest grane - obmyśla intrygę i opracowuje cudowny jej zdaniem plan, który zakłada, że jeśli ona zniknie, to on będzie szczęśliwy. Mówi mu /albo częściej pisze list :P/, że ma go dość, pomyliła się, kłamała, że odchodzi, a on ma jej nie szukać. I Twoim zdaniem takiego gniota może wymyśleć tylko baba. Bo babie być może łatwiej byłoby po takim info otrząsnąć się z traumy. Zaś facetowi w głowie się nie pomieści, jak z niby wielkiej miłości można zrobić z kogoś kompletnego buca. A wszystko to dla dobra ukochanego faceta... Ech, Kochanie. Przecież to zrozumiałe. Ona chce go oszczędzić po prostu. "Tak chcę Cię przestać kochać, tak bym chciał Cię przestać kochać - daj mi trochę pogardy dla Ciebie..." - podśpiewuje sobie pod nosem. Ha! I Ty uważasz, że ja niby często postępuję wobec Ciebie w ten właśnie sposób, tylko swoje scenariusze układam w ciut inny sposób, niż klasyka gatunku, czyli przedmiotowe telenowele. Że rozkręcam się zarówno w stronę "ja jestem ta zła, gorsza, beze mnie byłoby Ci lepiej", jak i w kierunku "ale Ty też jesteś wyjątkowym durniem i spierdalaj". Przy czym w trakcie rozkręcania mam /rzekomo/ skłonność do zatracania pierwotnego celu i jak ćma w ogień idę w ten drugi kierunek, a fantazji mi nie brakuje. Tak, wiem. Znowu wiem, bo mi napisałeś /słodki uśmiech, że metody, jakie stosowałeś w celu ochłodzenia mojego nakręcenia przynosiły skutek odwrotny, lub nie przynosiły go wcale. Lub też rykoszetem oddawały Ci w mordę /cytat!/. I tak, wiem, że zawsze czujesz, kiedy się nakręcam i masz wtedy ochotę nabrać kubeł lodowatej wody i chlusnąć mi na łeb. Lub też zrobić coś zupełnie innego, o czym tu nie napiszę, gdyż mogą to czytać dzieci... Wodą w Charmusię? Swoją Charmusię? Która chce tylko, żeby Ci było dobrze i żebyś był szczęśliwy. No dobra. I tak wiem, że jesteś i że czasami przeginam. Ale to dlatego, że syty nigdy nie zrozumie głodnego, mężczyzna - kobiety... I tak dalej. Bo generalnie takie zrzeczenie się prawa do ukochanej osoby to największe wyrzeczenie, ofiara... Ten... No weź nie chlustaj. Ja to już przemyślałam i tera będę inne filmy kręcić.

Twoja Charmee

:*******

PS. W liście wykorzystano fragmenty innego listu

 

20:36, kwestia_czasu , bez znaczenia
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2