Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
piątek, 31 sierpnia 2012
Coś o jesieni.

tuba

Lato zawisło na krawędzi jesieni. Zamarło na chwilę patrząc przed siebie, jakby się zastanawiało, czy skoczyć już teraz, czy zaraz potem. Już inna jest aura, nie młoda, nie płocha, nie chichocze z wszystkiego i wszystkich. Aura jak dojrzała kobieta, rozkwitnie niebawem wszystkimi kolorami w ciepłych tonacjach brązów i złocieni. Dziś wypełnia mnie spokojem i nostalgią, godzi się ze mną w pożegnaniu z latem. Jeszcze w środku dnia, rozpala słońcem, jak rozgrzanym prętem, by wieczorem i rano schłodzić niemiłosiernie. Takie to jesienne hartowanie.

A ja lubię kiedy włosy masz mocno rude jak kasztany. I lubię oliwkowy kolor Twojej opalenizny. I patrzeć lubię jak jesz jabłka. A wiesz, że nad ranem już widać na niebie Oriona i Plejady? Jesień idzie, skrada się wieczorami pod okna w poświacie z mgły, a świerszcze skrzypią pod jej stopami. Nadchodzi czas, oczyszczania ogniem, okadzania dymem, coroczny czas wszelkich rytuałów, jakie zapewniają wieczną młodość. Jesień na mnie dziś spojrzała, całkiem z bliska, jakby chciała mi coś powiedzieć. Ale tylko patrzyła mi w oczy, wymownie.



20:38, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (32) »
niedziela, 26 sierpnia 2012
Do trzech razy sztuka?

tuba

Odliczam, niezmiennie, codziennie od nowa: raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy i tak bez końca! I wmawiam sobie, że to ostatni raz, jednak ten ostatni nie nadchodzi, a zamienia się w kolejne odliczanie, jedno z wielu jakie mieści się w puli N (przy N dążącym do nieskończoności). Gdy ocieram się o nieskończoność, nie ma w niej miejsca na koniec. Za każdym razem jest początek. Przed moimi oczyma, rozbiega się promieniście wiązka kolejnych początków i niknie gdzieś w dali, tam, gdzie dziś mój wzrok nie dosięga. Chcąc sprawdzić gdzie biegną, rozmieniam się na drobne, coraz mniejsze cząstki, kolejne potęgi liczby trzy. Łudzę się, że kiedyś zapleciesz z nich solidny warkocz.



19:15, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (7) »
piątek, 10 sierpnia 2012
Pusto i głucho...

tuba

Nic mi nie pozostaje, tylko nostalgia jakaś dzika za tym, co niedawno było naszym udziałem. Cholerny czas, tak szybko mija, kiedy próbujemy mocno dotknąć własnych marzeń i uchwycić się ich kurczowo. Choćby na tę krótką chwilę, jaka jest nam dana, kiedy świat szaleje i nie wie, czy zwolnić, czy przyspieszyć. A kiedy nadchodzi czas powrotu do codzienności, dławimy się pustką, jaka czeka tuż za rogiem. To nic, że wpadamy w wielki wir pracy, obowiązków i ustalonego harmonogramu dnia – pustka nie znika, bo ona nie da się niczym wypełnić. Pustka, to próżnia, jakiej ponoć życie nie znosi. Próżnia, zasysa wszystko i odbiera siły. Przywyknę, jak zawsze, zacznę odliczać dni, tygodnie i miesiące, do następnego razu. Zapamiętałem wszystko, każdy gest, każde słowo, każdy uśmiech Twój. Podobał mi się mój urlop, a teraz powoli dobiega końca. Czekają na mnie sprawy mało przyjemne, robota, codzienność, jak to po urlopie. Zastanawiam się tylko, czy by jeszcze nie wziąć tych dwóch dni, aż się prosi, żeby je łyknąć i chyba to zrobię.



21:30, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (9) »