Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
piątek, 30 sierpnia 2013
Siedem lat...

tuba

Dziś mija 7 lat od momentu, kiedy założyłem tego smętnego blogasia z ckliwymi, beznadziejnymi oraz żałosnymi notkami, jakie w przeważającej części powinienem był wsadzić sobie w dupę przed ich publikacją. Jeżeli ktoś zechciałby zapytać mnie, po co to zrobiłem, niech najpierw odpowie SOBIE na pytanie:’ po jakiego chuja tu wlazł’? Każda odpowiedź na to właśnie pytanie, będzie odpowiedzią na zadane mnie. Czy już wszyscy wiedzą, co mną kierowało, co spowodowało, że to miejsce istnieje już 7 lat? Czy każdego satysfakcjonuje taka odpowiedź? Na te pytania także odpowiedzcie sobie sami po cichu, bo mnie tego typu pytania nie nurtują, a odpowiedzi nie obchodzą. Dziś już to wiem, że nie każda gra warta jest świeczki i poświęcenia jakie się w nią wkłada.

Mija kolejne lato mojego życia, a za progiem podstępnie czai się jesień. Wyciąga z kieszeni garść świerszczy i podrzuca mi pod okno. Celuje w środek głowy na wpół przegniłym jabłkiem z dorodnym robalem w środku. O świcie niebawem zacznie szronić trawy, a wieczorami już tylko ochładza powietrze. Za dnia udaje, że jest ciepła i słoneczna, czasem działa napotnie, ale tylko po to, by znienacka owiać ci plery chłodem i zmusić do powitania jej w pokłonie bólu lędźwi. Tak, to cała ona ni młoda ni stara – po prostu dojrzała jesień otoczona szpalerem długich chłodnych wieczorów. I jak tu z taką zatańczyć?



17:40, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
To jakby wczoraj.

jeszcze raz

Po dwudziestu latach z okładem, prawie w tym samym dniu, dokładnie o tej godzinie, w tym samym miejscu, na takim samym, ale nie tym samym nabożeństwie – oto jestem ja, ten sam co kiedyś, ale nie taki sam jak kiedyś. Nie ja stałem jak dzięcioł wystrojony, z białą różą w klapie przed ołtarzem w pierwszym rzędzie na środku kościoła, obok kobiety w bieli. Tyle lat, nie ja, ale przypominało mi się wszystko. Usiadłem z tyłu, za wszystkimi. Miałem czas, rozglądałem się po ścianach świątyni i zauważyłem brak polichromii – ściany są w kolorze ecru. Coś ścisnęło mnie mocno za gardło. Inne coś, wrzeszczało we mnie jak opętane. Kolejne nieznane coś, mąciło moje myśli, a następne powodowało arytmiczne skurcze serca. Gdybym nie siedział w kościelnej ławie, sądzę że padłbym plackiem na posadzkę. Zwaliłem wszystko na karb ‘nadwrażliwości kościelnej’ jaką odczuwają ludzie sensytywni, ale pozostał we mnie niepokój, który trzyma się mnie do teraz. Nie przypuszczałem, że po tylu latach, coś we mnie drgnie i na powrót zburzy mój spokój, o który walczyłem tak długo. Przy stole sięgnąłem po wódkę, nie pamiętam kiedy ostatni raz ją piłem i nie wiem, dlaczego teraz wchodziła mi tak gładko, bez działań ubocznych – bezkarnie. Nie, JEJ teraz ze mną nie było. Jak ten czas zapierdala… Gdyby jeszcze zechciał zacierać po sobie smutne wspomnienia i pokryć je wszystkie patyna niepamięci.



00:11, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 sierpnia 2013
Po kocich łbach.

tuba

Sieć bawi mnie coraz mniej. Mam jednak nadzieję, że się to odmieni, albowiem wszystko co dzieje się wokół nas ma wykres sinusoidy. Jedynie życie człowieka obrazuje krzywa Gaussa, zwana także krzywą rozkładu normalnego. Wynika z tego jedno – to normalne. Normalnym jest, że wspinałem się z trudem do jej wierzchołka. Czas dłużył się niemiłosiernie, jak to bywa w marszu pod górę. Odzierałem sobie łokcie i kolana na skalnych występach tej krzywej, bywało że miałem pierdla, gdy przyszło mi ‘zrobić’ skalną przewieszkę będąc kompletnie bez asekuracji. Czasem udawało się bez szwanku, a czasem pikowało się głową w dół. Nawet na odcinki łagodnych podejść kropił deszcz, wtedy ścieżka stawała się bardzo śliska. Nadal nie jestem bezpieczny. Widmo Brockenu widziałem zaledwie dwa razy. Zejścia bywają czasem trudniejsze od wspinaczki w górę, choć komuś może to wydać się nielogiczne. Nie wiem dokładnie, kiedy nastąpił punkt wierzchołkowy mojej krzywej, ale wiem, że to maximum mam już za sobą. Czasem tak bywa, że te własne pięć minut chwały przebiega obok, chyłkiem, niezauważalne. Dopiero długo potem z całą świadomością dociera do nas prawda, że wszystko co najlepsze zostało gdzieś daleko w tyle. Że kromka chleba z masłem, nie smakuje już tak jak dawniej. Nie pozostaje nic innego, jak spektakularny zjazd na byle czym w dół, jaki każdy powinien przygotować sobie dużo wcześniej, by wiedzieć że jego adres to: 17 alejka, niczym niezasłużonych aczkolwiek niezastąpionych, kwatera numer 42. (Że też prawo nasze, nie zezwala po kremacji prochy swe na wiatr rzucić, lub postawić w stylowej urnie koniecznie przed telewizorem. O ile wszystko byłoby wtedy prostsze). W niektórych przypadkach, droga w dół, choć niebezpieczna, może być pokonana bardzo szybko. Czy nie macie poczucia zapierdalającego czasu? Taka reminiscencja z dzieciństwa, kiedy udało się wciągnąć sanki na ostrą górkę, zasiadło się na nich i pognało jak błyskawica w dół. Szybko, sprawnie, kolorowo i radośnie. I tego właśnie wszystkim Wam, czytelnicy mojego sentymentalnego i ckliwego blogasia, życzę dziś. Czyż któraś z dróg prowadzi gdzieś indziej niż właśnie TAM?



17:32, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 sierpnia 2013
Dzień dobry, Mr. Blues.

tuba

Tak, mam nastrój na bluesa, nie od dziś, nie od wczoraj. Blues, to takie nuty, które działają na mnie zawsze kojąco. Gdy ich słucham, wszystkie moje rozedrgane czułe struny, przestają się szamotać w chaosie. Ulegam rezonansowi i czuję, jak wszystko we mnie drga zgodnie z rytmem bluesa. Unoszę się na fali tego rytmu i płynę daleko i wysoko, tam gdzie nic i nikt nie jest w stanie mnie dosięgnąć. Nie mówię nic, bo co tu jest do gadania? O czym? Z kim? Po co? W imię czego? Cały jestem milczeniem zamienionym w słuch absolutny. Bywałem - jak każdy - gitarowymi strunami, które nawinięte na klucz, podparte siodełkiem i zaczepione na mostku, swobodnie wiszące nad gryfem, ledwo wsparte na progach, szarpano do bólu i nigdy nie pozwalano im zamilknąć. Przeciążone, wyeksploatowane, pękają nagle, w środku dźwięku, jaki miały z siebie wydać. I tylko echo, próbuje krzyczeć w pudle, lecz jego głos także milknie. We mnie też coś pękło, czas wymienić struny? Never again, jamais plus, nie pozwolę na to, by mnie ktoś szarpał, by mną targał we wszystkie strony, wolę już żeby moje czułe struny pękły i zamilkły na zawsze.



17:00, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 sierpnia 2013
Możecie mnie pocałować...

tuba

Coś mi się wydaje, że niektórzy oczekują usilnie, abym zajął stanowisko w pewnej sprawie i próbują wywołać mnie do tablicy. Niektórzy wywierają nawet na mnie swoistą presję, chowając się za parawanem przypadkowych nicków (nota bene pierdolących o jakichś tam ‘moich działaniach przywódczych’). Próbują kąsać, dźgać, prowokować. Pocałujcie mnie wszyscy w pierścień! Oświadczam wszem i wobec, że żadnego oświadczenia nie będzie, albowiem mam w głębokim poszanowaniu to, co myślą o mnie inni, jak i inni mają w głębokim poszanowaniu to, co myślę o nich ja, czego jestem świadom w pełni i mnie to zupełnie nie rusza, a nawet powiem szczerze, że satysfakcjonuje. Sprawa jest więc czysta, prosta, nieskomplikowana. A kimże WY jesteście do jasnej cholery, żeby nakazywać mi cokolwiek, żeby coś ode mnie wymagać?! Mam własne zdanie na temat, ale nikt nie zmusi mnie, bym je głośno wyrażał, ani się nim dzielił ze wszystkimi, którym się wydaje, że mam taki obowiązek. Przed nikim nie będę się tłumaczył ze słów swoich i poczynań, albowiem jestem wolnym człowiekiem, który ma swoje zdanie i tego zdania się nie wstydzi. Żadne słowo, którym we mnie próbuje się ciskać, nie jest w stanie mnie ugodzić. A zamieszanie jakie się kotłuje skwituję jednym: zesrała się bida i płacze. Kto ma swojego boga, ten wie, że właśnie on go kiedyś osądzi, a kto nie ma takowego, niech osądzi się sam. Obrzucanie się zgniłymi jajami i wojny na pomidory, nie interesują mnie i nie interesowały nigdy i nie znajduję w tym przyjemności, kto dostał kiedyś ode mnie w czambuł wie, że dostał nie bez przyczyny. A kochajcie się, liżcie się wzajemnie, jeśli to lubicie. Pozabijajcie się, jeśli wola taka Wasza, ale szkoda by mi było Katona, Inspektora i oczywiście Charmee.



19:52, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4