Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
piątek, 29 sierpnia 2014
Duch niespokojny.

 .*` .¸¸.✽✿ஜீ❀۞✽❤✽۞❀ஜீ✿✽.¸¸. `*.

Jakiś poltergeist urwał się z czyśćca i wstąpił we mnie. Nie pytał o przyzwolenie, wlazł jak do siebie w ciało moje i telepie się. Wala się po zakamarach, tłucze się w mózgu aż boli. Sam nie wie, czego tak naprawdę chce, ja też nie wiem, jak miałbym mu pomóc. Szaleje, a ja razem z nim. Miotam się, biję z myślami. Tymczasem niepostrzeżenie, niedobre lato spełzło po niczym wprost do studzienki burzowej, wraz z ostatnim letnim deszczem. Deszcz, łzy pana, jak i jego fletnia kłują duszę, niczym poduszeczkę do szpilek. A dusza krwawi, a wraz z nią serce łomota hercklekotem, jakby stado koni biegło z letniego pastwiska. Ptaki unoszą się na podmuchu ostatniego letniego wiatru, na południe, zanim zimno nadejdzie. Pióra czasem gubią, a poeci znajdują je potem i piszą nimi wiersze. Maczam zastrugany patyk w kałamarzu z atramentem wyciśniętym z czarnych jagód. Piszę i piszę i nic z tego nie wynika. Za to każde zdanie rozpoczynam pięknym inicjałem, to on treść umieszczona w słowach zasłania, może dlatego tak ciężko mnie zrozumieć – niektórym. Po co mi cudze zrozumienie? Czy to coś zmieni? Nie, to niczego nie zmieni, ani na lepsze, ani na gorsze. Wszystko pozostaje bez z mian, w pewnych obszarach przestrzeni.

 

 

21:08, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Bajanie o zachodzie słońca.

 

Madrugada

Na granicy nieba i ziemi wiszą obłoki, jak góry bitej śmietany. Tylko wziąć w dłonie łyżkę i żreć, ile się zmieści, do zamulenia. A potem pawia puścić, niech hasa sobie wolno po linii horyzontu i wrogom pecha przynosi swym skrzeczeniem. A ja cóż, ja się usunę w smugę własnego cienia, by nikt mnie nie mógł zobaczyć. Tak jest dobrze, tak jest najlepiej jak być mogło. Zupełnie niepotrzebnie, wyszedłem zza palisady, nic dobrego mnie poza nią nie spotkało. Podobno wszystko czemuś służy, p o d o b n o… Jakoś czuję, że dla mnie to niezdrowe wszystko, siada na bebechach i ugniata, zakwasza organizm, dokucza i poniewiera. Dlaczego żyć jest tak bardzo niezdrowo, dlaczego nie urodzić się, jest najzdrowiej? Co dla tych, którzy już się urodzili? ‘Patrzeć na świat z nawyku’? Ale tylko patrzeć, nie próbując kosztować, a jak się tak napatrzysz do woli, to i znienawidzić łatwiej. cbdu

 

18:23, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (16) »
sobota, 23 sierpnia 2014
Nie tak być miało, nie tak...

Green Eyes

A chmury dziwne takie, wieczór czynią śpiącym. A ja nie wiem, czy kłaść się, czy czekać. Chyba się martwię. A myślałem, że mi przeszło. A może to jest jak carcinoma, gdy tworzy przerzuty, wszędzie gdzie się da i nie pozwoli się wyciąć zupełnie? No to nie ma dla mnie lekarstwa, ani ratunku. A czas? Czas wyjątkowo działa tutaj na moją niekorzyść.

 

20:47, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (11) »
wtorek, 19 sierpnia 2014
Z powodu...

tuba

Obojętność ma dziś rysy mojej twarzy. Oczy, które nic nie mówią, patrzą gdzieś tylko na drugi, czy trzeci plan.  Bardziej nieobecne niż śledzące rzeczywistość, bez błysku, nieruchome. Usta bez wyrazu, jak na jakiejś starej fotografii, upozowane w szkic bez uśmiechu, bez grymasu. I tylko raz na jakiś czas, delikatnie unosi się klatka piersiowa, jak fantomowi podczas ćwiczeń. Nie ruszam się, Przynajmniej się staram, po prostu zwyczajnie nie mogę. Co jutro jest? Środa? Nawet na to pytanie, muszę już odpowiadać sobie sam. Jest tak cholernie zimno, a wszystko przez NIĄ!

20:13, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (32) »
niedziela, 17 sierpnia 2014
Jak się to skończy? Nie wiem...

tuba

Budzę się, kiedy noc jeszcze nie umarła, a dzień jeszcze się nie narodził. Czuję bóle, jakie towarzyszą jego narodzinom. Nie są mi też obojętne boleści umierającej nocy. Wstaję jak osioł, przed czwartą, już ciemno o tej godzinie. A jeszcze niedawno wstawał ze mną dzień i budziło się słońce. Nie jest dobrze, ale też nie jest jeszcze najgorzej. Mówi się, że nigdy nie jest aż tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Odzieram siebie ze wszystkiego, co wydawało mi się, że mam i mocno się mnie trzyma. Po kawałku, po płacie, jak zniszczony, martwy naskórek. I nie wiem, czy bezboleśnie, bo się znieczuliłem. Nie czuję nic, teraz, w tej chwili – NIC. Co odrę, to wyrzucę. Wiem, że odrośnie nową, bardziej silną warstwą i będzie uciskać moje ciało, do bólu. Wtedy znowu się znieczulę i zrzucę TO, jak drzewo korę. W coraz większej histerii gniewu i wściekłości i beznadziei – świadomie topię się. Przestaję oddychać – po co to robić? Szarpię się na srebrnej nici z całych sił, lecz zerwać ją nie sposób. Moja dwoistość natury, pozwala mi świecić i być pomimo wszystko. Tak samo ma światło w swej korpuskularno - falowej naturze. Nierozerwalne, niezniszczalne, odradzające się w czarnej dziurze. Póki co, ja znajduję się w czarnej dupie. Być może dlatego tak bardzo mną szarpią emocje. Powiadają, że wszystko jest potrzebne, czemuś służy każda męka i każda odbywana TUTAJ pokuta. Mało tego, podobno każdy sam wybiera sobie kolejne wcielenia. Ja pierdolę, na chuja mi był to obecne?! Mam nadzieję, że już niedługo się dowiem. Olśnienie, nagły spływ wiedzy jest uczuciem cudownym i daje poczucie wolności. Przeżywałem takie olśnienia i rozjaśnienia. Chcę znowu to poczuć.

 

 

06:56, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (37) »
 
1 , 2