Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
czwartek, 29 września 2011
Pomarudzę, bo tak.

lovelovelove

 
 
Mówiłam Ci rano, że nie mogę sobie znaleźć miejsca. Irracjonalnie, wszystko co robiłam, od momentu, kiedy udało mi się otworzyć oczy, było jakieś takie wyrwane z kontekstu. Wczorajszy wieczór i nasza rozmowa o rozmowach, przeciagnęła się u mnie do nie wiem której godziny. Najpierw, na pograniczu snu i jawy kończyliśmy rozpoczęty wątek, a potem kontynuowaliśmy go śpiąc, ale jednocześnie miałam wątpliwości, czy to jest tylko sen. Tym bardziej, że w ręku, nie wiadomo skąd, pojawił się ściskany kurczowo telefon. Jak skończyliśmy rozmawiać głosowo, zaczęły się krótkie wiadomości tekstowe, zwane w skrócie smsami. Kilka razy zrywałam się z łóżka, i zerkałam na fona, żeby się upewnić, czy to mi się śni, czy też dzieje się naprawdę. I tak fefnaście razy, Wysoki Sądzie. Bardzo proszę o odpowiedź na pytanie: Co robiłeś wczoraj między godziną dwudziestą trzecią trzydzieści, a godziną czwartą rano. Muszę to wiedzieć, gdyż nie zaznam spokoju /faja/...
 
A potem nagle nastał czwartek. Miałam być tam, a jestem tu. Miałam robić tamto, a nie robię nic. Siedzę, gapię się, zamyślam się. To chyba chandra jesienna. U mnie objawia się szukaniem dziur w całości materii. I takim od niechcenia wpadaniem w dołek czarnowidztwa, który to dołek sama sobie kopię, własnymi rączkami. Ech. Ale z drugiej strony, każdy czasami wpada w pułapkę własnych parszywych nastrojów. Każdy, z wyjątkiem betonów i betoniar, wiecznie podpierających się laską z dobrego humoru i głupawego uśmiechu, takiego od ucha do ucha, bez względu na okoliczności. Wieczni optymiści, bez refleksji, roboczo nazywani przeze mnie "przeżuwaczami". Jutro będzie lepiej? Niekoniecznie, gdyż jutro może być o wiele gorzej, a także, jutro może nie nastąpić, chociaż podobno - nie umiera ono nigdy.
No widzisz? I znowu Ci tutaj marudzę. Ale ostatnie podrygi marudzenia /w sobotę minie dwa tygodnie, a ten etap trwa u mnie około 14 dni :P/, więc chciałam się nimi ponapawać. Trzeba to przetrwać, przeczekać trzeba nam, a jutro znowu pójdziemy nad rzekę /lalala/. Chociaż z drugiej strony, podobno nic nie musimy. Z wyjątkiem skończonej liczby rzeczy, które jednak musimy.
 
Lubię Ambaje. I dobrze mi tu.
 
 
13:51, kwestia_czasu , bez znaczenia
Link Komentarze (24) »
wtorek, 27 września 2011
Dzień siódmy.

 

 

kkkjjjmmmkkkjjjmmm

 

Siedem dni ma tydzień. Siedem życzeń. Siedem cudów świata. Siedem grzechów głównych. Tvn7. Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków. Siedem lat w Tybecie. Siedem/naście/ mgnień wiosny. I siedem dni bez notki na Ambajach.

Wiem, że jak dziś wrócisz z fabryki, to będziesz aż się rwał, całym sobą, całym Tomkowym jestestwem, do napisania czegoś na tym, najzajebistszym z zajebistych blogasków świata, tak jak wczoraj i przedwczoraj i dwa dni temu i trzy i cztery... /faja/. A ja, byt złośliwy, acz /nie zaprzeczysz!/ kochany, empatyczny i najbardziej czuły z czułych, właśnie sobie wlazłam w "pisz i edytuj" i sobie piszę. Piszę, choć wiem, że dziewięćdziesiąt osiem procent zaglądających tu, czeka na Twoje, a nie na moje słowa. Skąd wiem? A stąd, że sama czekam. A ja jestem wyznacznikiem. Samase nadałam to miano, przed chwilą, na potrzeby filmu, i podoba mi się.

Z tych dziewięćdziesięciu ośmiu procent /jeden procent zostawiam na tak zwany błąd statystyczny, a drugi na tych wszystkich, którzy chcą czytać i mnie/, połowa liczy na to, iż przeczyta coś, co będzie znaczyło, że:

1. Właśnie się pokłóciliśmy

2. Masz mnie dość

3. A skoro masz dość mnie, to może oznaczać, że jest ktoś inny /niedoczekanie, zajebię z empatią i w afekcie!/

Z kolei połowa z tej połowy, czyli ćwiartka z dziewięćdziesięciu ośmiu, nawet jeśli napiszesz coś porywającego, ulotnego, osobistego, zacznie obracać każde zdanie na sto możliwych sposobów i dopatrywać się w nim czegoś, co będzie świadczyło, że:

1. Zmusiłam Cię do napisania notki

2. Notka jest w związku z tym napisana na odpierdol

3. A jeśli w dodatku nie odezwiesz się w komentarzach, to nie znaczy, Boże broń, że jesteś chory/nie chce Ci się/nie ma Cię przy kompie/,  tylko będzie oznaczało to wszystko, co wypunktowane powyżej.

I tak sobie myślę. Myślę mianowicie o tym, jak bardzo nie znają Cię ci wszyscy deklarujący znajomość Ciebie dogłębną, skoro może im przemknąć przez myśl, że Ciebie da się do czegokolwiek zmusić, wymusić, prowadzić na smyczy, założyć kaganiec, kazać pisać, albo nie pisać, mówić, albo nie mówić. Takie niuansiki małe. Tomek zawsze rozdaje karty w każdej grze, mimo, iż pozwala myśleć, że to my mamy cztery asy w rękawie. Tomek jakiś czas temu powiedział do mnie zdanie, które charakteryzuje go najlepiej. A mianowicie, na moje: "I to by było na tyle" usłyszałam, że: 'Na tyle, na ile Ci pozwolę". I za to go uwielbiam. Też. I pozwalam uwielbiać innym, ale z daleka /gdyż: patrz punkt trzeci, a konkretnie to, co napisane w nawiasie/.

No dobra. Mnie osobiście udało się wymusić na Tomku nieskrywaną sympatię do wielogodzinnych rozmów telefonicznych, ale ja jestem wyjątkowa. Ja wyjątkowa, a powyższe wymuszenie stanowi wyjątek od reguły.

 No, to sobie popisałam. Na koniec dodam jeszcze tylko, w nie będę czekała kolejnych siedmiu dni na to, co lubię bardzo i najbardziej. I nie zamierzam tego dwa razy powtarzać :P

:***

 

14:03, kwestia_czasu , bez znaczenia
Link Komentarze (19) »
wtorek, 20 września 2011
Kim?

 

 

 

Gdybym wiersz napisać umiał, zrobiłbym to na pewno. Gdybym słowa potrafił dobrać, mogłoby to jakoś zabrzmieć dla Ciebie. Nie urodziłem się poetą, niestety. Czasem nawet myślę, jakbym się urodził Nikim. Bo nikt, znaczy każdy, pospolity, szary, codzienny, jeden z miliona przemykający ulicami. Nikt wielki duchem, a ciało, to rzecz nabyta na jedno życie, jak puchar przechodni, jak wygenerowana od sztancy fenotypu kolejna schodząca z matrycy maszynka do życia. Gdybym malować umiał, namalowałbym Ci świat, we wszystkich kolorach tęczy, taki, jak opisują go poeci. Gdybym muzykę składać potrafił, a umiem jedynie odtworzyć cudzą, stworzyłbym dla Ciebie dźwięki, jakich świat jeszcze nie słyszał, a nuty rzucał po kolei na to, co już dotąd powstało: słowo i obraz. I grałbym ten teatr, codziennie po akcie. Ale aktorem też nie jestem, umiem tylko naśladować artystów. Trudno mnie nazwać rzemieślnikiem, bo żadnego rzemiosła nie znam, ani żaden cech mnie nie zna. Kim więc jestem? Nie wiem, wychodzi że jednak nikim. I świat nic o mnie nie wie, ale przecież Świat, to dla mnie Ty, a Ty coś o mnie wiesz.  

 

 



22:58, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (17) »
czwartek, 15 września 2011
I kto to mówi?
kjmkjmkjm
 
 
 
 
- Jestem w konflikcie egzystencjalnym z samą sobą /tu nastąpiło przeciągłe westchnienie i obrót gałkami ocznymi wokół własnej osi/. Co nie zrobię, to źle. Moje życie jest płaskie, jak Ziemia w Średniowieczu. Nie chce mi się tu być. Wyjadę gdzieś w pizdu. Najchętniej wyjechałabym do Anglii, ale nie będę przecież całe życie pracowała w fabryce parasoli.
- A dlaczego parasoli?
- Bo tak.
- Aha.
- No właśnie.
 
- Czy ten pies musi tak na mnie patrzeć?
- A co Ci przeszkadza, że patrzy?
- Czytam książkę. Czy on nie wie, że takie gapienie się, kiedy ktoś czyta, to strasznie rozprasza?
- Pewnie nie wie...
- Strasznie jest ograniczony, jak na psa.
 
-  Zastanawiam się, czy ma sens być z kimś, kto nie potrafi pojąć teorii ewolucji.
 
 
 
Tak... A ja się zastanawiam, jak jeszcze długo wytrzymam z kimś, kto POTRAFI pojąć teorię ewolucji, zanim stracę wrodzoną i nabytą cierpliwość i wprowadzę system represji, posługując się argumentem "do kija'.
13:28, kwestia_czasu , constanse
Link Komentarze (24) »
niedziela, 11 września 2011
Obciachowe zapiski wapniaka.

tuba

W życiu, w Życiu Warszawy, nie pójdę nigdy więcej do fryzjera z żadną babą! Pierwszy i ostatni raz! Salon przy markecie, załapałem się, myślę - zrobię zakupy. Obleciałem cały market, zapłaciłem rachunek, wypiłem kawę mrożoną, zjadłem lody, obejrzałem po trzy razy wszystkie stoiska, jakie były poza halą główną, łącznie z analizą cen. Wyszedłem na zewnątrz zapalić, zrobiłem jeszcze kilkanaście rund, dookoła. Zdawało mi się, że wszyscy na mnie patrzą, co to za matoł, łazi naokoło bez celu, z wyładowanym plecakiem i siatą. W końcu wydawało mi się, że za chwilę zniosę jajo, jeżeli ona stamtąd nie wyjdzie! Było mi gorąco, zakupy ciążyły mi nieco i pomału strzelał mnie chuj. Wysłałem kilka mmsów, wykonałem 3 rozmowy telefoniczne – a ona siedziała tam dalej! Bardzo, ale to bardzo czułem się znudzony i powoli wstępował we mnie wkurw. Robiłem dobra minę do złej gry – uśmiechałem się zza szyby do swojego czupiradła, któremu jakaś młoda siksa targała szczotą kudły. Czupiradłu najwyraźniej sprawiało to przyjemność. Jeso, kolejna energiczna runda dookoła, bez celu. Dzwonię znowu do Charmee, chcę usłyszeć, że to już koniec, ze to chwila i zaraz będę mógł wracać do domu. Charmee mnie nie pocieszyła, nic a nic. Myślałem nawet, żeby odjechać samemu, ale chyba straciłbym życie no i rano piłem piwo i kluczyki miała Mała w torebce. W końcu widzę, że się nerwowo rozgląda idąc do kasy. Szybko wycofałem się z pola jej widzenia. O nie! Nie zapłacę za tyle czasu nudów! Never!

 



15:37, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (42) »
 
1 , 2