Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
niedziela, 29 września 2013
Je ne suis pas malade.

tuba

Pytałaś mnie wiele razy:

- co ci jest?

- Ty mi jesteś...

Nic więcej mi nie dolega, na nic innego nie cierpię, na nic nie choruję. A szkoda, bo choroba zawsze odwraca uwagę od wszystkiego, skupiając ją na sobie. Kiedy się pojawia, od razu staje się najważniejsza. Choroba, zło o wielu twarzach, bo chorować może ciało, umysł, społeczeństwo – wszystko. Etiologia choroby nie zawsze jest znana, tak samo jak i metody jej leczenia. Nieuleczalność, to cecha jaka nas poraża po usłyszeniu diagnozy. Śmiertelność liczona kolejnymi rokowaniami, wyzwala w jednych ogromną chęć życia i siłę do walki, a w innych tylko apatię i czekanie: czy to już jutro, czy może za tydzień? Tacy jak ja, lubią wtedy dolewać oliwy do ognia i przekomarzać się: albo ja ciebie, albo ty mnie! Byle nie trwało to wieczność. Gdy następuje remisja, wydaje się, że dotknął nas cud, że dostaliśmy jakiś dar, kolejną szansę, jaką koniecznie musimy dobrze wykorzystać. Ale za chwilę, nasz uśmiech i nadzieję, zabija progresja. Ona wchodzi brutalnie i trzyma w ręku pałę, którą znowu dostajemy po łbie. A było już tak pięknie, już wychodzić mieliśmy na prostą. I nagle, z nieznanych nam przyczyn, nastąpił zonk. Jak odwołanie fałszywego końca alarmu. I znowu stajemy w punkcie wyjścia i znowu nie wiadomo co dalej i znowu badania, wyniki, prognozy, rokowania. To dopiero jest wykańczające! Ta huśtawka. Tak, nie. Ta niepewność i bezsilność. To zabija szybciej niż sama choroba. Pytam więc, po cholerę mi taka nadzieja? Już wolę umrzeć raz, a dobrze.



17:13, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (97) »
sobota, 28 września 2013
Lovelas.

tuba

Romans – Słownik PWN podaje takie oto definicje tego słowa:

1. «związek miłosny dwojga ludzi, którzy nie są parą małżeńską»

2. «lekka powieść o tematyce miłosnej, zwykle pozbawiona wartości artystycznych»

3. «utwór o fabule bogatej w wątki przygodowo-awanturnicze, należący do gatunku epiki powstałej przed ukształtowaniem się powieści»

4. «pieśń liryczna o tematyce miłosnej»

5. «utwór instrumentalny, powolny, o śpiewnej melodyce»

6. «przelotny kontakt z jakąś ideologią, organizacją, dziedziną nauki lub sztuki»

• romansowy • romansik

Hehehe, to mamy jasność. Romans jest zazwyczaj przelotny i krótkotrwały, albowiem jeśli dojdzie do jego usankcjonowania, romansem być przestaje. Inną definicję romansu, należałoby określić dla tzw. romansów sieciowych, od których w internecie aż kipi. Są tu romanse długotrwałe, poważne, niepoważne dla jaj, przypisywane na siłę, wikłane intrygami – cała gama tego. Oczywiście odbiór ewentualnych romansów, w dużej mierze zależy od tego, kto w ogóle coś takiego zauważy i zacznie bacznie obserwować, dopisując kolejne odcinki takiej telenoweli. Niektórzy to nawet uważają, że jak się na ich blogu odezwiesz, np. powitasz go, a gospodarz ci odpowie (lub odwrotnie)– to już jest zaczątek wielkiego romansu. Już widzą cię w ramionach, splecionego miłosnym uściskiem o zabarwieniu erotycznym, a czasem wręcz soft-pornograficznym i z ekranu czują zapach świeżych, tłuczonych kasztanów. Wyobraźnia ludzka nie ma granic, jak ogólnie wszystkim wiadomo. I jak mawiał zdaje się Einstein: wszystko co jesteśmy sobie w stanie wyobrazić – jest możliwe. I tutaj tkwi haczyk. Jest możliwe, ale niekoniecznie MUSI mieć miejsce. Tylko cóż można poradzić na to, że ludziska sami kręcą sobie filmy o innych, pisząc takie scenariusze romansów, że ‘zainteresowany – uwikłany’ weń, po prostu pozostaje zdumiony rozwojem akcji, w jakiej nigdy nie brał udziału, a o czym się dowiaduje w momencie, kiedy JEGO romans z kimś osiąga maximum. Nosz kurwa, osobiście uwielbiam takie momenty! Ja, miałem już romans z każdą (niewykluczone, że z każdym), jaka pojawiła się w sieci w promieniu ‘trzech chujów w bok’ ode mła. Oczywiście, promień ów, skracał się, bądź poszerzał, w zależności od fantazji obserwujących. Dodam, że zaprzeczać temu nie ma sensu, albowiem obserwator 'paczy i widzi oraz swoje wie' - zawsze lepiej niż ty. Kiedyś, dawno, był taki okres, że mnie to irytowało, to przypisywanie romansów, ale teraz? Teraz to mnie bawi. Chyba i ja uległem twierdzeniu: niech mówią, byle co, byle mówili! Bardzo bym jednak prosił, aby znajomi moi, donosili mi uprzejmie o tym, z kim aktualnie romansuję w sieci, albowiem nie chciałbym przegapić takich momentów. To co, mogę na Was liczyć w tej materii?

 



13:43, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (22) »
czwartek, 26 września 2013
B.S. - odrodzenie.

tuba

Z piekła wychodzi się pomału i ostrożnie stawiając kroki. Tak, żeby nie nadepnąć na coś, co może na powrót zbudzić demony, a one chciałyby podążać za nami zawsze i wszędzie. A to właśnie sam jesteś demonem i żadnego innego ci nie potrzeba. Z podziemi wychodzi się cicho i spokojnie, zostawiając za sobą gniew, ból, rozczarowanie.  Stamtąd wychodzi się już bez pytania: ‘dlaczego’, bo tam zostawia się wszystko, co mogłoby zaszkodzić nowemu TY. Opuszcza się to miejsce, przechodząc przedsionkiem, zwanym ‘czyściec’. Otrzepując się z brudu, kurzu i pajęczyn. Odrodzony w ogniu jak Feniks, powstajesz z prochu w jaki się obróciłeś. A dusza twoja, lśni jak tabula rasa, pozbawiona grzechów pojemna na nowo. Tak, narodziłeś się jako swoja własna odwrotność, jak alter ego, jak lustrzane odbicie, jak swój własny enancjomer, jak antypoda. Uśmiech już jest tylko szyderczy, wzrok tylko przenikliwy, słuch kontrolujący wszystko, dotyk zaś zabija na miejscu. Zło chodzące gnieździ się w ciele, w postaci najczystszej. Tak czystej, że można powiedzieć: zło cz.d.a., zło in statu nascendi. A teraz strzeżcie się wszyscy, albowiem nastaje moja nowa era. Bez litości, bez przebaczenia, bez względu na wszystko. W pył was obrócę, zniweczę zamiary, zniszczę.  



21:17, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (28) »
wtorek, 24 września 2013
Analogie, interpretacje...

tuba

Kiedy stałem w przedświcie a Synaj

Prawdę głosił przez trąby wiatru

Zasmreczyło się niebo igliwiem

Bure świerki o góry wsparte

Budzik wściekle dzwonił i wyrwał mnie brutalnie z ramion snów. Nie znoszę tego momentu, albowiem nie wiem, co dzieje się ze mną. Była 4.20 am. Całkiem ciemno, tylko jaśniejsze pole okna, pozwoliło mi na lokalizację osoby własnej w topografii mieszkania.

I na niebie byłem ja jeden,

Plotąc pieśni w warkocze bukowe

I schodziłem na ziemię za kwestą

Przez skrzydlącą się bramę Lackowej.

Ostatni raz, rozciągnąłem się na powierzchni mojego łóżka. Byłem całkiem sam. W głowie miałem jeszcze resztki niedawnego snu, które usiłowałem dostosować do rzeczywistości – nadaremnie, bo sen mnie porzucił, a rzeczywistość przytłoczyła. Ociężale i z niechęcią, zwlokłem się z wyrka, czując wszystkie moje kości, wraz z ich wiązaniami. Czas szykować się do roboty.

I był Beskid  i były słowa

Zanurzone po pępki w cerkwi baniach

Rozłożyście złotych

Smagających się wiatrem do krwi

Po dokonaniu porannych ablucji, które to są już jak magiczny rytuał, wykonywane skrupulatnie punkt po punkcie w tej samej kolejności, przywdziałem odzienie, jakie czekało na mnie od wczoraj. Cierpiałem ból istnienia, potykając się o wszystko, co złośliwie zostawiono na mej drodze.

Moje myśli biegały końmi

Po niebieskich mokrych połoninach

I modliłem się złożywszy dłonie

Do gór Madonny Brunatnolicej

Na odcinku dom – praca, wizualizowałem sobie różne miłe sercu memu sytuacje, jakie wielu innych nazwałoby marzeniami. Wracałem do chwil jakie minęły i wybiegałem do tych, jakie jeszcze się wydarzą. A wszystko to poplątane było, jak i sny, które dopadają człowieka w fazie REM, podobno. W biurze jak w biurze, każdego dnia, maile, telefony, pliki, programy, sprawy, projekty. Zleciało szybko.

A gdy serce kroplami tęsknoty

Jęło padać na góry sine

Czarodziejskim kwiatem paproci

Rozgwieździła się Bukowina

 

Wróciłem do domu, kiedy już słońce zaczęło chować się za horyzontem i kiedy kawałki błękitu, poprzetykane cirrusami, zaczęły ustępować miejsca cumulonimbusom. Szarym i ciężkim od deszczu. Nie było czarów, nie było kwiatów paproci. To był zwyczajny szary dzień dogorywającego września. I ja w tym dniu nadzwyczaj zwyczajny byłem, zwyczajnością, jaka pozwala wtopić się w kalendarz, niezauważonym. Życie jest tak cholernie różne od poezji śpiewanej.



18:58, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 23 września 2013
Jeg elsker hende!

 

 

Nie dość, że ładna, to jeszcze ma piękny głos. Florence Welch.

19:05, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3 , 4