Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
poniedziałek, 22 września 2014
Nauczę się deptać i spychać.

John Mayer



Leżałem, próbowałem unieść powieki, ale nie mogłem. Ostre słońce, wisiało nisko, prawie tuż nad horyzontem i oślepiało mnie do bólu.

Obudziłem się, a tutaj… taka fajna jesień. Ciemno, ale słyszę go, jak kapie w różnych tonacjach. Inaczej na dach, inaczej na liście, a jeszcze inaczej gra na balkonowej podłodze. Słyszę jak coraz częściej pojawiające się samochody, rozjeżdżają kałuże na ulicy. Doleżałem do świtu, aż się rozjaśniło, słuchałem jak zmienia się intensywność opadów. Coraz wyraźniej widziałem aurę za oknem. Z każdej strony ołowiane chmurzyska zakryły cały błękit, wszystko szare, mokre i zimne nawet nie może parować. Skąd więc ta mgła? Z tajemnicy, z wielkiej niewiadomej jaka czai się na mnie za każdym rogiem ulicy. W każdym z tych miejsc, ma inną twarz, inaczej się nazywa, inaczej ubiera, o czym innym myśli. A w ręku ma oręż, jakiego dotąd nigdy nie widziałem, zawsze coś nowego, z czym wiążą się zupełnie inne doznania. Ile rodzajów bólu zna człowiek? Nie wiem, bo odczuwanie bólu jest osobniczo zmienne. Ile rodzajów bólu odczuwam ja? Nigdy nie liczyłem i robił tego nie będę. Gdzie jest granica, pomiędzy bólem a rozkoszą? Czy ktoś potrafi odpowiedzieć na to pytanie?

Nikt, ale każdy ‘inny’ potrafi zdeptać to, co czujesz i jeśli tylko jest ku temu okazja, ‘inny’ przepchnie cię za każdym razem z przedziału rozkoszy w przedział bólu.

10:02, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (5) »
niedziela, 14 września 2014
Żyję.

tuba

Przestałem rozumieć wszystko. Świat dla mnie jest enigmą. Ludzie wokół… Nie mam pojęcia do czego dążą, czego chcą. Hordy dupków. Rzesze idiotek. Wszystko jest obce, jakbym nagle znalazł się w zupełnie innym, niezrozumiałym świecie, w jakiejś równoległej rzeczywistości. Tu nie ma ciepłego wiatru o zachodzie słońca, ani życiodajnego deszczu. Tu jest jedno wielkie nieporozumienie. Te wszystkie wojny, stronnictwa, ideały i hasła – zniknęły, a wraz z nimi zatarł się ich sens. Nie poznaję ludzi, ich twarzy, imion nie pamiętam. Ale wciąż żyję, wiem, bo czuję tylko ból. Zastanawiam się, czy kiedyś już byłem aż tak obojętny na wszystko. Aż tak umęczony, że niereagujący na czynniki zewnętrzne. Może i byłem, ale już nie pamiętam. Nic nie pamiętam, tylko tyle, że koniec blisko. Ale czego koniec? Nie wiem.

07:13, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (8) »
wtorek, 02 września 2014
Koniec świata.

tuba

 

Od dawna narastało w nim pragnienie, by posiąść kobietę pierwotnym instynktem. Tak samczo, ostro, bez sentymentów, czułych westchnień. Po prostu ją zerżnąć, jak to robią zwierzęta. Niepotrzebna mu miłość i rąk drżenie. Po co przyspieszone bicie serca i emocje, zaciskające krtań i powodujące suchość w gardle.  Zbędne zapewnienia o dozgonnym uczuciu, bo nie ma niczego na zawsze, niczego. Podmiotowość, przedmiot, erzac. Szybko, jak najszybciej, szarpać, wyobracać na wszystkie strony i myśleć tylko o sobie. Przecież był samcem, rasowym, silnym. Powinien gryźć, drapać do krwi i warczeć wściekle. Potem zrobić to, co tylko zechce, a po wszystkim rzucić w kąt i bez słowa, bez spojrzenia wyjść, zapinając po drodze spodnie. Przez chwile napawać się ulgą i odprężeniem, zapalić papierosa i iść na piwo. I nigdy więcej o tym nie myśleć…

 

Szedł szybko, nie zważając na to, że stale się potyka. Mijał zgliszcza, z których snuł się gryzący w oczy dym. W ustach miał piasek, który zgrzytał miedzy zębami. Nigdzie nie było żywej duszy i zdawało się, że jest sam jeden, na całej kuli ziemskiej. Sam nie wie, dokąd i po co zmierza – przed siebie, spiesznie, jakby uciekał przed tym, co jeszcze może się wydarzyć. Bez bagażu, ręce w kieszeni. Wiatr wzbija tumany kurzu, którego drobiny drażnią oczy, do łez. Wyglądał, jakby szedł i płakał, a on tylko szedł. Bez celu. Cały otaczający świat był jakby w sepii, żadnych barw, prócz odcieni brązu, wymieszanych z szarością. A słońce o dziwo świeciło nadal nad horyzontem, zapowiadając nadejście nocy. Czyli coś jednak zostało ze starego świata, który się nagle zawalił. Kolejna kupa gruzu i… ktoś na niej siedział, kobieta, w potarganych brudnych łachach. Głowa schowana w dłonie, i rozczochrane włosy. Podszedł blisko i wtedy z trudem ją rozpoznał. To była Nadzieja, wszak ona umiera ostatnia.

 

*****

Duch złośliwy bloxa, zmienił mi kolejność fragmentów tego tekstu, poprawiłem. Ja nie czynię gwałtu na Nadziei

21:02, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (88) »
poniedziałek, 01 września 2014
Retrospekcja.

ckliwy, przechodzony kawałek

Szanująca się kobieta, nigdy nie obchodzi czterdziestki, przed sześćdziesiątką. Tak, to prawda, choć moje znajome już obeszły, przed sześćdziesiątką. Mówię o tych realnych. Uśmiałem się po pachy, najadłem, posiedziałem, powspominałem, zostałem odpytany na okoliczność, cholernie dokładnie i bez wymigiwania się. Lubię te nasze spotkania, cykliczne. Lubię tez atmosferę luzu, gdzie każdy dogaduje drugiemu i nikt się na nikogo za nic nie obraża. Dziwne, ale jakoś tak w tym roku wyszło, bez mężów, bez żon, sama nasza paczka. Poczułem się młody, znowu, jak za dawnych lat. Nie przeczę, że słowa: a ty znowu nic się nie zmieniłeś Tomek, wypowiedziane trochę jakby z wyrzutem i pretensją, wywołały uśmiech. Może i na zewnątrz się trzymam, ale już nie jestem tym chłopakiem, co dwadzieścia lat wstecz, przecież tak bardzo sie zmieniłem w środku. Chyba za dużo wiem o życiu, żeby się tak do końca beztrosko uśmiechać, jak kiedyś. Jeso, jak ja ich wszystkich lubię! Po prostu uwielbiam, że są, że się nie zmieniają, nie starzeją, nie tetryczeją, nie dziwaczeją i nie oburzają święcie na żadne teksty i poglądy. Wydajemy za mąż córki, wysyłamy synów na studia, a sami wciąż jesteśmy tacy sami. Tylko dzieci nam się starzeją. Czas się zatrzymał, potem cofnął. Przez chwilę byłem bardzo dawno temu w zupełnie innym miejscu.

 

 

20:15, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (10) »