Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
środa, 31 października 2007
Czy potrafimy wybaczać...?
  Tak często ktoś nas rani...  Czasem wystarczy jedno wypowiedziane przez kogoś słowo, a rana długo nie może się zabliźnić. Szczególnie mocno odczuwamy ból, gdy zrani nas ktoś nam bliski. Litujemy się wtedy nad sobą , stajemy się ofiarami, czasem przygotowujemy się do odwetu, wyczekując na odpowiedni moment. Upajamy się wyobrażeniem "słodkiej" zemsty. Rządzą nami emocje.

Zdarza się, że wybaczamy tym, którzy nas zranili. Nie, nie wyrzucamy z pamięci faktu zranienia, ale po prostu  w y b a c z a m y. Każdy, przynajmniej raz w zyciu dokonał aktu wybaczenia. Czy pamiętacie co wtedy czuliście? Ja czuję ogarniajacy mnie spokój i ból zranienia zaczyna powoli odchodzić. Skoro przebaczam, przestaję pielęgnować swój ból, pozbywam się go. Jest mi lżej na duszy...

 

PS.Wiem, wiem nie dorastam do pięt notkom Bezpodstawnie, ale  bardzo się staram w jakiś sposób zapełnić "notkową pustkę" w Amabajach, podczas nieobecności Mistrza. Też tęsknię... :)

wtorek, 30 października 2007
Zanim

 

 kości

Nie lubię gier losowych, nie lubię zakładów, nie ryzykuję w sprawach dla mnie bardzo ważnych, nie to pobudza we mnie sekrecję adrenaliny. Jest jedna kość czarna, może właśnie ona? Jeśli tak, to nic, zawsze jest przecież jakieś trzecie wyjście. Wyjście ewakuacyjne.

 

trzecie wyjście

17:19, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 29 października 2007
Opór materii

 

 beksiński

Mam dosyć, przejadło mi się, zmuliło mnie i odeszło wraz z „pawiem”. Odporność organizmu jest ograniczona. Czasem nie potrzeba wiele, by dopełniło się naczynie i wylała się z niego cała zawartość. Wystarczy powycierać, zmyć okolicę i wylać roztwór środka myjącego w kanał, szmatę wyrzucić do śmieci. Na pozór wszystko wraca do normy, takie przynajmniej mamy oczekiwania. Każde przywracanie porządku, jest tylko tworzeniem „nowego chaosu”. Czy chaos jest indywidualny, czy jeden wspólny dla wszystkich? Załóżmy, że jest indywidualny. Jestem w stanie zapanować nad wzrostem entropii własnej. Nie potrafię zmniejszyć entropii innych, a zwłaszcza wtedy, gdy nakładają się na moją. Co z tego, że ktoś dostrzega barwy na niebie i chociaż jedną oświetloną słońcem stronę? Ja widzę, że to niebo ma złowrogie barwy, a czerń dominuje w otoczeniu. Lubię czerń, ale tylko wtedy, gdy sam ją namaluję, nie wtedy, gdy ktoś inny doleje mi jej podstępnie do pojemnika z farbą. W efekcie końcowym, wychodzi nie mój kolor. Nie takie barwy chciałem uzyskać. Za dużo chaosu, jak na moje wewnętrzne, pedanteryjne poczucie porządku.

16:21, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (3) »
sobota, 27 października 2007
That’s Her

 

 royo

Znajduję się w określonym czasie i punkcie przestrzeni o ściśle określonych współrzędnych. Będąc w tym konkretnym miejscu nieskończoności, wypełniają mnie myśli o NIEJ. Jest daleko, ale zawsze blisko. Dawkujemy się sobie nawzajem z częstotliwością, którą zarządzają realia. Nie jestem w stanie przewidzieć, jak długo Ona wytrzymałaby ze mną, a jak długo ja wytrzymałbym z samym sobą, gdybyśmy spróbowali się przedawkować wzajemnie. Nie chcę robić takich eksperymentów i ufam, że Ona też nie. Utarło się mówić, że „lepsze, jest wrogiem dobrego”, dlatego przy tym dobrym zostanę. Wydawać by się mogło, że przedkładam tu „dobro własne”, nad „dobrem Jej”, gdyż odmieniam słowo JA, przez doznania, chcenia, uczucia. Nie jest to aż tak jednoznaczne, na jakie wygląda. Mogę pisać jedynie za siebie, nikogo nie ubezwłasnowolniłem, nikomu nie narzucam siebie aż tak nachalnie. Cholerny kompromis ma dla mnie w takim układzie najmniejszą toksyczność, dla Niej jak sądzę też, inaczej żadne z nas nie „zmuszałoby się”, żeby trwać w tym czasoprzestrzennym układzie. To nieprawda, że żyjemy dla innych, każdy żyje dla siebie i dąży do kształtu, w którym jest mu najwygodniej. Jaka Ona jest? Jest moja. Jaki jestem ja? Jestem Jej. Cała reszta się nie liczy, jest otoczką, której nie zauważam, gdy Ona jest ze mną.

Za co, dlaczego kocham? Kocham – bo tak! W jaki sposób kocham? Po swojemu kocham, jak ja. Chyba Jej to odpowiada, inaczej nie miałbym Jej do kochania. Dlaczego nie jesteśmy w jednym domu? Ależ jesteśmy, z tym, że nie non stop. Innych to dziwi? Tak, ponieważ nie są nami, są od nas inni. Czy jestem bucem? Ja powiem: czasem możliwe, że tak. Może Ona powie coś zupełnie innego.

A teraz czepiajcie się słów, nazwań i treści. Powiedzcie mi swoje prawdy o mnie.

 

17:06, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (11) »
środa, 24 października 2007
Bilans zysków i strat?

 

  hubble

Co zyskałem, a co straciłem, gdy wszedłem w sieć?  Zyskałem wielu wirtualnych znajomych. Mają jedną wspólną zaletę, mianowicie: jestem z nimi wtedy, gdy sam chcę i spędzam z nimi tyle czasu, ile sam chcę. Niczego ode mnie nie oczekują, jak i ja nie oczekuję od nich niczego. Nie wchodzą w butach do mojego domu i nie oczekują żebym ich należycie gościł. Czy tracę tu czas? Tracenie czasu, to pojęcie bardzo względne. Dlaczego np. gdy czytamy książkę, oglądamy program w TV, idziemy do kina, teatru, czy w końcu do znajomych na imprezę – wtedy nie tracimy czasu? Utarło się mówić, że ktoś, kto spędza dużo czasu w sieci, zabiera go bliskim? A jeśli ktoś nie ma bliskich tak blisko, by mógł w każdej chwili darować im te minuty? Czy lepiej by było, gdybym teraz, zamiast pisać tu swoje pierdoły, czytał jakąś książkę i „skażał” się treściami wymyślonymi przez jej autora? Czy lepszym jest myśleć myślą cudzą, niż własną? Czy koniecznym do dobrego samopoczucia, jest konfrontacja własnych myśli z cudzymi? Jeśli ulepiłbym teraz gliniany dzban, czy będzie on miał większą wartość, pod kątem strawionego czasu, niż niniejsza pisanina? Nikt nie potrafi tego ocenić jednoznacznie. Jeśli teraz walnąłbym się jak kamień w wyro i przespał do rana, czy byłbym w stanie nadespać choć część czasu, którą mój organizm ma zapisaną na sen – zyskałbym kiedyś ten czas? Czy gdybym zrobił cokolwiek innego w tym krótkim czasie, jaki przeznaczyłem na napisanie tej notki, miałoby to jakiś większy wymiar, lepszą cenę?  Najlepiej oszacować wartość czasu, którą spędzamy w pracy, gdyż otrzymujemy za to konkretne pieniądze. Co zrobimy z czasem, za który nikt nam namacalnie nie płaci, to już należy do nas. Ale czy pieniądze są najważniejsze? Do listy nałogów, obok alkoholizmu, narkomanii, hazardu, lekomani, pracoholizmu i wielu innych, włączono uzależnienie od internetu. Wszystko co robimy w życiu, może nas uzależnić, wystarczy tylko jaskrawie naświetlić daną czynność. Mówię Wam, nie jest ważne co robimy i jak spędzamy swój wolny czas, ważnym jest, abyśmy sami nie mieli poczucia, że przelatuje nam pomiędzy palcami. Ja czuję się uzależniony od życia, samego w sobie. Uzależniony, gdyż nie jestem w stanie się od niego odciąć. Bo wmówiono mi, że to jest dar najwyższy i najcenniejszy. I tkwię w tym życiu, z pogłosem obijającym mi się w czaszce od dzieciństwa, że żyjąc posiadam jakąś wartość najwyższą. Jakiś kuerwa dar, co do którego wcale nie jestem przekonany, że był mi niezbędny. Ale cóż, prezenty się przyjmuje i należy się nawet uśmiechnąć do darczyńcy, nawet wtedy, gdy nam się prezent nie podoba. Niestety, życie nie jest prezentem przechodnim i nie mogę go ofiarować komuś innemu, choćby nie wiem jak mu się podobało i choćbym nie wiem jak bardzo chciał mu go ofiarować. Nie ma wyniku końcowego, żadnego                                                                                                                 

20:25, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (20) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5