Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
sobota, 30 października 2010
Czekaj na mnie.

 

Okno domknięte czarnym kwadratem nocy

Na parapecie ciemność przysiadła cichaczem

Zimny blask monitora, głupie owady wabi

Spać już powinny, jak śpią moje oczy

Coś jednak drży we mnie, miłym niepokojem

Unosi w górę zmęczone powieki

Uwalnia to, co się pod nimi skryło

Szczypie rogówki do bólu, łzawi

Przez dziurkę od klucza sen zwiał

Żebym znów mógł się Tobą zauroczyć

 

 

01:38, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (6) »
wtorek, 26 października 2010
W tłumie 'obcych' istnień.

tuba

A jesień już po półmetku, nawet nie wiem kiedy nastąpiło. Zawiesiłem się w milczeniu zapadającego zmierzchu, zapatrzyłem w hipnozie opadających liści, pomieszanych z płatkami śniegu. Nie zdołałem ich wszystkich przeliczyć. Słupek termometru opadł nagle w dół, z dnia na dzień oscyluje wokół zera. Z zadumy jakiś krzyk mnie wyrwał. Stanąłem na baczność, pośpiesznie analizując słowa, jakie do mnie docierały. Rozumiałem każde z osobna, ale sensu w nich nie odnalazłem. Być może przekaz był jasny, ale ja się z nim nie zgadzam! Otworzyłem usta, by słowa z nich wydobyć. I tak zostałem, patrząc beznamiętnie z rozchylonymi ustami w kierunku źródła dźwięku. Słowa kotłując się w mojej głowie, zaczęły bulgotać w krtani. Stłumiłem je ostatkiem silnej woli. Nie, nie będę się żarł z niesprawiedliwością, z młodością, i z tymi wszystkimi przykrościami. Mam to w dupie! Sięgnąłem po kolejnego papierosa, na złość konowałom, na złość podopiecznym, na złość sobie! Zaciągam się, aż po dno przepony i niech mnie chuj strzeli na miejscu! Ja nie wiem, co jest ważne, tak naprawdę. Mam mętlik w głowie, mam kamień w żołądku, mam napięte mięśnie, mam też nadzieję, że zdołam się opanować. Co mnie to wszystko obchodzi? Niczego nie zmienię, niczego – tym że jestem, lub tym, że być przestanę. Jakie to ma znaczenie? Kogo to obchodzi?

 

17:36, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 25 października 2010
Inżynieria mechaniczna, częściowo.

बब

Zginanie:

Maksymalne naprężenie normalne w przekroju poprzecznym wynosi:

σ Max = Mg/Wg  

Gdzie:

σmax – maksymalne naprężenie normalne

Mg – moment gnący

Wg –współczynnik wytrzymałości przekroju na zginanie, którego wartość zależy od rozmiaru i kształtu przekroju elementu.

Zgodnie z hipotezą wytężeniową naprężenie musi spełniać warunek:

σmax < kg

Gdzie: kg - dopuszczalna wytrzymałość na zginanie

Ścinanie:

Naprężenie tnące (ścinające) w przekroju wynosi

 τ = F/S

gdzie:

τ – średnie naprężenie tnące,

F – siła zewnętrzna tnąca,

S – pole przekroju poprzecznego.

Zgodnie z hipotezą wytężeniową naprężenie musi spełniać warunek:

 τ<kt

gdzie kt — wytrzymałość na ścinanie.

Oprócz wymienionych sił, na ciało może działać jeszcze wiele, wiele  innych sił i czynników. Doprowadzają one do zmęczenia materiału, co w konsekwencji prowadzi do zniszczenia jego struktury. Wszelkie właściwości sprężyste i plastyczne zanikają. Zniszczenie najczęściej jest nieodwracalne. Materiał zaś, nadaje się tylko do wyrzucenia lub przetopienia. To coś w rodzaju biologicznych przemian, gdzie aminokwasy organizmu obumarłego, są budulcem dla innych organizmów. Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz.  

 

 

23:22, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (1) »
czwartek, 21 października 2010
Rozsypane słowa.

:):*

Pisz do mnie.

Dziś słuchem jestem.

Ślepym wzrokiem,

Pomykającym pomiędzy zdaniami.

Nieudolnie,  między linijkami sens łapiąc,

Czuciem jestem.

Niedokończonym dla Ciebie wierszem.

Szeptem, cicho szeleszczącym słowem.

Tym co boli i co miło głaszcze.

Co usta w grymas uśmiechu składa.

I łzę niechcący z rzęsy strąca.

Ukradkiem.

Cicho jak złodziej, godziny Ci kradnie.

Daje, zabiera, milczy i głośno się śmieje.

Straszy i przed lękiem broni.

Tyle Twoich we mnie sprzeczności się kryje.

Spoglądam w lustro:

Te same oczy, usta i wszystko tak samo...

I niech tak pozostanie.

 

 

 

20:45, bezpodstawnie , bez znaczenia
Link Komentarze (14) »
piątek, 15 października 2010
Jak powietrze ...

:)

Nie! Nie, łykend jeszcze u mnie nie nastąpił, no chyba że … na odcisk. Uśmiechnął się do mnie szczerbą w zębie, szkoda tylko, że nie w tym jadowym. Tak, mój łykend w tym tygodniu, ugryzł mnie nadgodzinami. Nie ma nic piękniejszego, jak piątkowe i sobotnie popołudnia w pracy. Sam miód! Krótka niedziela i znowu w kierat. Zawraca się od tego we łbie, plączą się myśli i jakoś dziwnie rozbiegają, tnąc swoje drogi w najmniej spodziewanych momentach. W pracy działasz, jak maszyna – szybko, prawie bezbłędnie, na czas, na ilość, na wydajność. W domu myślisz, śpiąc z pracą u boku – w końcu to też jakaś odmiana kobiety. W robocie kawa (jeśli zdążysz), w domu fajka za fajką i coś do picia, zapewnia ciągłość żywota i poczucie bytu. Tylko oczy i podroby, odmawiają posłuszeństwa. Cóż – takie życie, taka karma…

 

 

23:53, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (24) »
 
1 , 2