Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
niedziela, 30 października 2011
Defendo vel Annapurna.

Muzyka

Była osobą nietuzinkową. Tyle samo osób lubiło Ją, co nienawidziło - kontrowersyjna. Była obiektem ataków nienawiści, zazdrości, chamstwa. Raz przyjaciółka, by za chwilę być najgorszym kłamliwym wrogiem – jak to bywa w wirtualu. Kreowała swoją postać, lubiła to robić, używać słownikowych zwrotów, podejmować drażliwe tematy, czasem popisywać się słowem. Kilka razy pytałem Ją, dlaczego używa  takich słów, których większość ludzi nie rozumie, odpowiadała wtedy, że ona tak zawsze rozmawia a słowa jakich używa, są przecież normalne. Można było łykać jej słowa takimi, jakimi nas karmiła, można było się z nimi spierać. Nie trzeba było za każdym razem dowodzić jej niekonsekwencji, czy też wytykać frazy, na jakich unosiła Ją wybujała czasem wyobraźnia. Ktoś kto ją ‘znał’ i umiał patrzeć, potrafił użyć sita, którym przecedzał fantazję od prawdy; image od rzeczywistości i nie musiał koniecznie wytykać tego, że czasem bywała śmieszna ze swoimi górnolotnymi ‘występami’ na czacie. Tak, często i mnie bawiła swoimi poważnymi, nauczającymi wypowiedziami, podtekstami, jakie rzucała na ogół – a Ty Mrgot zaś z kagankiem oświaty na czacie?. W rozmowach prywatnych, nie różniła się tak bardzo od tego, jak rozmawiała na blogach, czy na czacie. Zawsze czułem kiedy ściemnia i próbuje mi coś wmówić, lub pokazać się w swojej kolejnej kreacji. Nie dała się jednak przekonać /próbowałem wielokrotnie/, że widzę to co robi, dlatego przeważnie odpuszczałem, pozwalając Jej wierzyć, że ja wierzę we wszystko, co do mnie pisze. A pisać lubiła i koloryzować. Nigdy jednak nie koloryzowała, ani nie ubierała w nierealne ciuchy innych, zawsze siebie. Rzadko coś co pisała, drażniło mnie, czy wkurzało, bardziej śmieszyło – te wszystkie perły, rzucane przed wieprze i natychmiast zatapiane w błocie. Lubiłem z Nią pisać, zawsze chętnie podejmowała dopisywanie ciągów dalszych do moich postów na forach i nie musieliśmy się umawiać na boku, by ciągnąć temat, każde ze swej strony. Myślę też, że bardzo wierzyła w słowa, jakie gdziekolwiek pisała, utożsamiała się z bohaterami własnych opowiadań. Mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że często bywała ufna i naiwna, jak dziecko. W końcu zniknęła, potem dowiedziałem się, że zachorowała i umarła. Długo nie mogłem w to uwierzyć, sądziłem, że to Jej kolejna kreacja, miewała takie w rozmowach ze mną. A Ona umarła naprawdę. Była delikatna, odmienna, inna, odjechana, nie na dzisiejsze czasy, utopiona we własnych marzeniach, które dla Niej, stawały się realnie namacalne, choć wcale takimi nie były. Do dziś nie wiem, w jakich słowach była sobą, a w których własną kreacją, ale do niczego ta wiedza nie jest mi potrzebna. Z zażenowaniem śledziłem słowa, jakie wtedy pisano w różnych miejscach. Tak, jakby ktoś widział lepiej i nie potrafił odpuścić, pozwalając Jej odejść tak, jak odeszła. Czy ktoś zapamiętał Ją tak, jak zapamiętałem ja? Zadałem pytanie, ale nie oczekuję na nie odpowiedzi.

***

 3 listopada mija rok od Twojego przejścia w inny wymiar życia. Wierzę, że jest Ci tam dobrze, że wróciłaś do domu i nie tęsknisz za tym 'ostatnim ze swoich wcieleń'. Myślę jednak, że czuwasz nad tymi, których tutaj zostawiłaś. Pozdrawiam niniejszym Twojego Syna.



13:23, bezpodstawnie , constanse
Link Komentarze (18) »
Znicze na cmentarzu.

muza

Każdego roku, stawiam znicze na tych samych grobach ale z każdym rokiem mojego życia przybywa tych grobów. Są to groby rodziny, znajomych i groby inne. Z tych drugich, odpalam światło na grobie nieznanego żołnierza, spacyfikowanych podczas II wojny światowej, zmarłych pensjonariuszek domu opieki oraz lokalnej szlachty – fundatorów miejscowego kościoła. Te ‘inne’ groby, nie mają swoich rodzin. Na grobach błękitno-krwistych, są zawsze tylko znicze ode mnie, stawiane obok herbów: ‘Panna na niedźwiedziu’ i ‘Krzyżtopór’. Wszystkie światła, jakie stawiam na grobach, są światłami symbolicznymi. Nie da się zapalić światła każdemu, kto umarł od początków istnienia życia. Odpalamy znicz i czujemy, że zrobiliśmy coś dla dusz tych, którzy już odeszli, że o nich pamiętamy i tę pamięć swoją przekażemy własnym dzieciom, by nie zginęła. Dziwne święto, kiedy wiele ludzi migruje po kraju, żeby zapalić znicz, na grobach swoich bliskich. W tym roku, wypadło tak, że mamy na to dużo czasu – całe cztery dni. Może dlatego nie było aż takich korków na drogach. Wracałem po zmroku, nie lubię jazdy nocą kiedy światła samochodów dezorientują mnie, rozpraszając mrok. Droga nie taka znów długa, zmęczyła mnie okrutnie. Mam jeszcze trzy dni na pozostałe cmentarze.

 



09:54, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (11) »
czwartek, 27 października 2011
Na tapecie.
 
 
playpokerplay
 

Ileż można pisać w kółko o jednym? Odpowiedź brzmi: do nieskończoności. Ostatnio na tapecie jest Poker. Naprzemiennie ze mną, ale ja jestem tylko tłem, kontekstem, przyczyną, on zaś stanowi podmiot do dogłębnej analizy osobowości. Analizę przeprowadzają oczywiście osoby, które znają go z kilku rozmów , przeprowadzonych x lat temu. Ale po kolei.

Daleka jestem od zaprzeczania, że nie łażę w zakazane miejsca, bo łażę. Odwrotnie do tych, którzy NIE łażą. Nie czytają, nie zaglądają, ignorują, ale równocześnie doskonale wiedzą, co w wirtualnej trawie piszczy.  Mistrzostwo w tej dziedzinie ma pewna osóbka kóra wszędzie, gdzie tylko może głosi, iż na wrogie rewiry nie zagląda i  Charmee nie czyta, bo to obciach. A w następnym zdaniu wypala, że obserwuje Charmee od lat i zauważa to, to i to. I jeszcze tamto.  Wicemistrza zaś dzierży kolejna. Ta z kolei u siebie na blogu przeprasza ukochanych czytelników, że nie pisze, nie odpisuje, ale pochłonął ją real. No, jeśli realem jest pisanie przez pół dnia sążnistych komentarzy  - paszkwili pod notką – paszkwilem, to ok.

Wracając do Pokera. Zauważam taką prawidłowość.

Dopóki Poker dawał sobie włazić na łeb, dopóki po dżentelmeńsku zachowywał pozory, że nie zauważa pewnych zachowań, dopóki wybaczał chamskie zagrywki, to był dobry. Oj, jaki był dobry. Miał dystans do wirtuala i kipiała z niego autoironia. Sam to zresztą ujął kiedyś w notce tu, na Ambajach: “Poker jest głuchy, ślepy i bez czucia” /”Jak przegrać (w) Pokera”/. Kiedy Pokerowi znudziło się bycie bębnem i zaczął się odcinać, wytykając kretynizm, kłamstwa, intrygi i dwulicowość, to nagle stał się tym złym. Facet z klasą daje po sobie jeździć, a facet bez klasy – nie pozwala sobie na to. Taki tok myślenia jest prezentowany tu i ódzie. Facet z klasą wybacza każde chamstwo, plucie w swoim kierunku i intrygę w siebie wymierzoną, a facet tej klasy pozbawiony – odcina się od intrygantek i manipulantek. Facet z klasą, po tym jak zostanie zaatakowany przez “damę”, następnego dnia rozmawia z nią publicznie normalnie, jakby nigdy nic, bo “dama”  była po drinku, “dama” ma dystans. Natomiast facet bez klasy – przypominam, iż w mniemaniu tychże “dam” – ignoruje agresorkę, czym zyskuje miano fochacza.  

Największym przestępstwem Pokera jest poświęcenie praktycznie całego swego czasu mojej skromnej, acz uroczej osobie. No jakże to tak? Na bank jest zmanipulowany! Przecież wokół tyle kobiecych kobiecości, zdystansowanych, z poczuciem humoru, inteligentnych. A on się zadaje ze złem wcielonym I jeszcze wygląda, że jest mu z tym dobrze. No i mamy przczyczynę całej jego przemiany na gorsze. Charmee. Gdyby nie ona, to nadal można by było grać w swoje gierki. Otóż, drogie nie - czytelniczki, ten etap jest już bezpowrotnie zakończony. Bo tak.

I na tym dziś zakończę, ale ciąg dalszy nastąpi.

Czy się to komuś podoba, czy nie.

 

19:47, kwestia_czasu , bez znaczenia
Link Komentarze (18) »
środa, 26 października 2011
Biblia Szatana - secundum opus.

muzyka

 

Ja Szatan jestem niesłychanie cierpliwy, skrzętnie notuję wszystkie uczynki dusz, w zakamarkach swojej pamięci. To dzięki mnie, nie umierasz jako tabula rasa. A pamięć moja, jest nieskończonością. Strzeż się śmiałku, który sądzisz, że każdy twój niecny uczynek uchodzi ci płazem. Ja nie mam żadnych sentymentów, żadnych sympatii ani antypatii. Nie daję się podejść, oswoić, przekupić, przechytrzyć, udobruchać, itp. Nie licz na temidową wagę, na okoliczności łagodzące, na ciężkie dzieciństwo i trudną sytuację, zmuszającą cię do czynienia zła. Ja nie jestem księgowym, który robi bilans, podliczając dobro i zło w dwóch oknach tabelki, porównując czego dokonałeś więcej. Ja nie jestem twoim bogiem miłosiernym, który przytuli cię do piersi, kiedy zapłaczesz skruszony. Ja nie mam litości, nie mam w sobie nienawiści, nie czuję miłości, a obojętność moja jest zimna jak lody Arktyki. Przenikająca wzrokiem całą duszę twoją i niczego przede mną nie ukryjesz, choćbyś się bardzo starał. Zapłacisz za wszystko i to ja wybiorę walutę, nie ty. Jestem katem twoim, choć dziś jeszcze tego wiedzieć nie możesz. Ja mam czas, jestem tu od początków wszechświata, od zarania ludzkości, od pierwszej cząstki materii. Strzeż się więc, bo kiedyś przed moim obliczem staniesz, nie przed swoim Panem. Będziesz przeklęty na wieki. Pamiętaj, żadne z was - nikt nie jest nieśmiertelny.   

  



16:59, bezpodstawnie , opowiadanie
Link Komentarze (9) »
wtorek, 25 października 2011
Nie, nie i jeszcze raz nie i wszystko na nie.
 
 
 
djarumdjarumdjarum
 
 
 
 
Nie nastawiać się. Nie odliczać. Nie czekać dokładnie, tylko czekać w przybliżeniu. Nie planować. Nie wypatrywać. Nie wyglądać przez okno. Nie robić awantur w instytucjach. Nie wyżywać się na urzędnikach. Nie wkurwiać się na cały świat. A z drugiej strony, dlaczego nie, skoro świat czyni nam na przekór?
Nie robić porządków w torebce.
Cieszyć się dopiero po fakcie, nigdy przed.
 
Cholera żesz jasna! 
 
No to dalej brniemy w "nie".
 
Nie cierpię wtorków. Jeśli chodzi o środy, to jeszcze nie wiem. Nienawidzę, kiedy coś nie zależy ode mnie, kiedy nie mam wpływu na to, co jest dla mnie ważne. Nie znoszę czekać. Nie cierpię, kiedy czas płynie za wolno, ani kiedy płynie za szybko.
Drażni mnie, kiedy ktoś mi mówi, co ja. 
Wkurwia mnie wszelka opieszałość.
 
Nie potrafię funkcjonować w klimacie umiarkowanym. Umiarkowana spokojność działa na mnie, jak płachta na byka. Jak mój nick'n'avatar na palanta nad palantami. Jak moja obecność na Ambajach na niektóre kretynki.
 
Dobra, Charmee. Weź głęboki oddech i przestań desperować. Szukajcie, a znajdziecie /gdzie jest mój kolczyk, w takim razie, ten amuletowaty?!/, czekajcie, a się doczekacie /taaaaa, właśnie dziś miałam na to przykład/, proście, a będzie wam dane /nie cierpię prosić, a już na pewno - nie dla siebie/.
 
I nie cierpię marudzić.
 
I wiedzieć, że marudzę, też nie cierpię.
 
Idę se zapalić LM-ka, chociaż wolałabym Djarumka.
Jak zwykle, zamiast.
W aptece też kupiłam zamiennik, bo oczywiście tego, co było zapisane NIE było.
Tylko nie, nie i nie.
 
I obrazek też się nie chciał wstawić, oczywiście.
 
 
 
 
14:27, kwestia_czasu , o czymś
Link Komentarze (42) »
 
1 , 2 , 3