Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
czwartek, 31 października 2013
They...

tuba

Dzień i Noc, związani ze sobą od początków istnienia. Strażnicy określonych przedziałów doby, spotykają się ze sobą na kilka chwil. Pierwszy raz o zmierzchu, wtedy to Dzień płacze wieczorną rosą, że musi zostawić Noc, samą sobie. Powoli odchodzi a ich ręce rozłączają się, targane w przeciwnych kierunkach, do kolejnego pocałunku. O brzasku, kiedy to łzy swoje Noc rozsiewa na trawie, jak małe diamenty i odchodzi. Tym razem Dzień zostaje sam, myśląc o Nocy, dopóki ostatnia jej łza nie zniknie. Skazani na wieczną rozłąkę, mijają się ze sobą nieustannie.  To jak jakaś piekielna kara za grzech, o którym my nic nie wiemy, nieustająca pokuta. Żyć bez siebie nie potrafią, żyć razem nie mogą. To tak, jakby umierali, ilekroć mijają się ‘w progu’. O zmierzchu, zapalę Nocy świeczkę, by nie zgubiła do niego drogi. Jemu zaś, oznakuję drogę, by znów swoją Noc odnalazł o świcie.



18:23, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (4) »
środa, 30 października 2013
Protuberancja.

tuba

Brakowało mi tych moich wkurzeń, tych wybuchów, tych ostrych ping-pongów i sporów. Kiedy to dyskutujesz dotąd, aż udowodnisz swoje najracniejsze racje i zapędzisz rozmówcę w kozi róg. Bo przecież o to w tym chodzi, nie o żadne prawdy. ‘Nie mogę się z Tobą zgodzić, gdyż uważam, że nie masz racji’. ‘Nie, nie masz racji’. Problem polega jednak na tym, że nie każdy do takich dyskusji się nadaje. Gdy już jesteście z rozmówcą na granicy wybuchu, wtedy parskacie śmiechem i można zmienić temat. Inaczej sprawy się mają, kiedy spór wybuchnie w pracy. Tam nie ma mowy o niekompetencji, gdy dowodzi się swoich racji. Nie ma miejsca na wyrywanie słów z kontekstu i obracanie kota ogonem. Ma być konkret, rzeczowość i pewność własnych racji. Nie recytujemy litanii cudzych grzechów, od zarania dziejów. Mówimy krótko, węzłowato i na temat. Jeśli osoba po drugiej stronie ‘sporu’, nie kuma nadal, przedstawiamy jej dostępne dowody. Jeśli nie kuma dalej, mamy prawo się wkurwić i pojechać po całości. Bo ileż można tłumaczyć rzeczy ewidentne? No to właśnie dziś się wkurzyłem i to tak na maxa. Nihil nowi. To znak, że wracam do równowagi i nie jest to żadna sprzeczność! Pojechałem sobie, dalekooo (akcent uprasza się stawiać na literkę ‘o’). Kiedy już odłożyłem słuchawkę, bo rozmowa była telefoniczna, zobaczyłem dziwne miny koleżanek. One mnie takiego jeszcze nie widziały, albowiem na obecnym stanowisku pracy, do sytuacji kiedy to ‘kurwy latają wokół mnie jak skowronki’, doszło w takiej skali po raz pierwszy. Koniec rozmowy mojej, dało się słyszeć we wszystkich następnych pomieszczeniach, w związku z czym, przybiegła koleżanka, która w takich akcjach zna mnie doskonale. Kiedy ujrzała TEN rodzaj błysku w moim oku, rzekła:

- Wodzu… no co ty, wodzu!

Po tych słowach, nie pozostało mi nic innego, jak tylko wybuchnąć śmiechem.



19:43, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (11) »
wtorek, 29 października 2013
:)

20:35, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (5) »
niedziela, 27 października 2013
A czas jak rzeka.

tuba

Dawno nie było tak pięknej jesieni. Może to rekompensata za tę wiosnę, której nie chciało się przyjść. A dziś mamy do przeżycia dodatkową godzinę. I co by tu z tym czasem zrobić? Oczywiście, że wykorzystać. Pytanie brzmi: jak? Każdy na swój sposób. Nie lubię zmian czasu, nic nie daje mi, ani wstawanie wcześniejsze, ani późniejsze. Ktoś powie, że dzień dłuższy. Z punktu widzenia fizyki, nie jest to możliwe. W danej strefie geograficznej dzień trwa od wschodu do zachodu słońca i nikt tego nie zmieni, mieszając urzędowym i obowiązującym czasem, na naszych zegarkach. Doba ma 24 godziny i ani mniej, ani więcej. Ulegamy jakiemuś złudzeniu, że więcej zrobimy, że będziemy bardziej efektywni, że to, że śmo – pierdoły saskie! A organizm się miota i dostraja do ‘nowego układu’. Owszem, jesienią jest trochę łatwiej, ale wiosną będzie gorzej. Czas to najbardziej abstrakcyjne z pojęć. Niby wszędzie taki sam, ale data i godzina inna. Coś, co wydarzy się tu i teraz, wcale nie jest jednoznaczne wszędzie pod względem daty. Jeżeli mówimy o wydarzeniach z historii, wystarczy dzień, miesiąc i rok. Jeśli otrzymujemy informację np. o kataklizmie, jaki miał gdzieś miejsce, zawsze dodaje się, o której godzinie naszego obowiązującego czasu się to wydarzyło. W sumie to całe odmierzanie czasu, to wolna amerykanka, tylko czy ma to jakiekolwiek znaczenie dla historii? Najpierw umyka sekunda, potem minuta, potem godzina, tydzień, miesiąc, by następnie rozmył się rok. Potem ginie stulecie i operujemy epokami, albo tym, że coś zdarzyło się przed naszą erą. Oj, to cholernie dawno i prawdopodobnie nieprawda. A jeśli prawda, to dziś nie ma żadnego znaczenia. Czas jak rzeka, jedyne co w tym dobre:

nie da się wejść drugi raz do tej samej rzeki



12:59, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (59) »
środa, 23 października 2013
Okazja.

Nuty

Jakoś słowa ode mnie uciekły, rozproszyły się w eterze i teraz nie mogę ich zagonić w jedno miejsce. Przepraszam za to. I poczekam, może jakiś uczciwy wiatr je znajdzie i zawróci do właściciela. Niebawem pić będziemy, bo okazja się zbliża – jak mniemam. I to nie byle jaka. Powiedział mi o tym niedawno kalendarz, kiedy przypadkiem przerzucałem w nim strony. Kalendarz, to miejsce najdziwniejszych informacji, zarówno tych zapisanych, jak i tych wydrukowanych.

私はあなたのすべての最高をお祈りしております。




20:06, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (80) »
 
1 , 2 , 3