Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
sobota, 02 września 2006
tiaaa...

Jest taki dzień w tygodniu. Nazywa się sobota. Jest to dzień gospodyń domowych. Własnie w soboty, bywam własną gosposią. Bycie pedantem, jest okropnie upierdliwe i nużące. Męczy człowieka tygodniowy syf, na który nie ma czasu. Ale sobota...ach i kąpiel;) i porzadki i pranie i zakupy. Hahahahahahah. I te goście...niech ich w tę i nazad. Czasem odpalam kominek, kilka razy, upierdliwe sąsiedztwo wezwało z tego powodu straż miejską. Mogła mi skoczyc na pygostyl, co też uczyniła i odjechała w nieznanym mi kierunku.

Koniec marudzenia. Prace różne czas zacząć.

14:15, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (8) »
piątek, 01 września 2006
jest tu ktoś?

Nie, nikogo nie ma. Zanucę sobie: sam, ze sobą na sam, najlepiej się mam, gdy znajdę się sam, tobie karolino i tej słodkiej pani...

Czuć jesień. Czuję ją w sobie, wokół siebie. Czuję ją wszędzie, gdzie spojrzę, gdzie sięgnę dłonią. Ona jest we mnie. Oczywiście we mnie, nabiera zupełnie innego wymiaru. Życie składa się między innymi z pór roku. Zapalam kolejnego papierosa, przemknęło mi: ile jeszcze ich wypale, do końca? Oczywiście do końca mojego żywota, jeśli chodzi o fajki, zawsze wypalam do końca. Jakiś idiotyczny potok myśli mam w głowie, ślizgają sie po bruzdach, załamują i odchodzą w nicość. Czy kiedyś do nich wrócę? Jestem pewien, że tak, ale to będzie zupełnie inny wymiar myśli. Zmieni się układ wokół mnie. Nic już nie będzie takie samo. Jeśli układ odniesienia byłby stabilny i trwały, czy wtedy doszłoby do zatrzymania czasu? Cholera wie. Czas, ten czwarty wymiar w przestrzeni trójwymiarowej. Jesień, zadrżała w każdej mojej komórce. A coż ja tu do diabła wypisuję? Chyba chcę zanudzić siebie na śmierć. Jak się to gówno w ogóle obsługuje? Nie chce mi się dziś w tym grzebać. Edytor, zakładki, co to w ogóle jest? Po cholerę mi ten blog? Może kiedyś, odpowiem sobie na to pytanie. Ciekawe, czy to samo z siebie kiedyś znika, np, gdy się nie używa. Pewnie jest tu jakaś instrukcja obsługi. Nienawidzę instrukcji, lubię, gdy coś wychodzi samo. Weźmy np jakieś skomplikowane urządzenie. Podejdźmy do niego, bez instrukcji, załóżmy, że jest na prąd. Wtykamy wtyczkę w gniazdko, i patrzymy co się dzieje. No, zazwyczaj się coś zapala, jakaś kontrolka, byle nie czerwona. Naciskamy jakiś dzyndzel. Żyjemy. Śmiało, dotykamy innych przełączników. Coś jakby zaburczało, o a tam coś się poruszyło. Dźwięk, nagle się zmienia, okropnie dużo huku powstało. Reagujemy prostym łukiem odruchowym - wyciągamy wtyczkę z gniazdka, targając za kabel zasilający. No! Cicho mi, do cholery. Zastanawiamy się, gdzie u licha ciepnęliśmy tę cholerną instrukcję? Jest! Nawet obrazek dali, jakiś schematyczny. Czytamy od niechcenia, punkt pierwszy. A potem może i kolejne dwa. Juz wiemy prawie wszystko. Pomijamy te idiomy, które ktoś dziwacznie przetłumaczył z obcego na nasz. Mamy jeszcze w odwodzie, wersję instrukcji w "krzaczkach", arabskich, albo japońskich. No dobrze, na dziś, to już wystarczy. Nie mogę wyjść z podziwu, jaki jestem twórczy...

21:46, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (5) »
środa, 30 sierpnia 2006
I co ja tu robię?

Dzisiaj, teraz...doprawdy nie mam pojecia.

23:34, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (3) »
1 ... 266 , 267 , 268 , 269 , 270