Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
czwartek, 24 grudnia 2015
Ni to jesień ni to zima, ni to wiosna.

 

 

 

Kolejne święta stoją w progu mojego domu. Jakby tradycja straciła nieco na wartości, jakby jodła pachniała inaczej, jakby lampki na choince przyblakły… Czyżbym znowu był starszy? Może mi coś umknęło po drodze? Nastrój świąteczny rozmył się  gdzieś wysoko w chmurach, gdzie śnieg stopniał, zanim spadł na ziemię. Nie wiem, sam nie wiem – czy to obojętność panoszy się we mnie, czy może powoli gniew wzbiera?

Jest czwarta - nad ranem. Już budzi się grudzień. List piszę, do Ciebie… I drę kartkę na strzępy – kolejną. Słowa nie słuchają, litery nie moje, wszystko obce takie jakieś, dziwne, nieznane, odległe. Jakby nie moje, jakby nie nasze. Pod sufitem zawieszona  delikatna gaza, pełna czegoś niepokojącego. Spoglądam co rusz w górę, czy wisi jeszcze, czy spadła, czy właśnie odrywa się, jak rój dzikich pszczół, by usiąść na mej głowie i wplątać się we włosy... Muszę być przygotowany na wszystko. Jestem przygotowany na wszystko i nie pozwolę się zaskoczyć. Już nie. Może to tylko stres? Może to zwykły irracjonalny strach? A może jestem po prostu zmęczony? Nie śpię.

Minuty biegną po kolei, nierówno, jakby były związane łańcuchem, gnane przed siebie i próbowały się wyrwać. Jedna się szarpie do przodu, druga leniwie się przesuwa, kolejna zaś jest bezwładnie wleczona, a ta tuż za nią się zapiera, jakby chciała zatrzymać czas, zapamiętać na wieki smak niesionej chwili. Tyle lat… Szmat czasu… Wszystko przeleciało chwilami by zapaść w nieodwracalną przeszłość. Część chwil uparcie tkwi w pamięci nieuleczalną raną, jak zadra. Większość umarła gdzieś w zakamarach świadomości  i już nikt ich nie pamięta.  


04:45, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (4) »
wtorek, 01 grudnia 2015
Będę zawsze!

Helloł

Teksty mam we łbie, teraz szybko, zanim mnie wypierdzieli...

17:01, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (4) »
piątek, 18 września 2015
Buszując po fejsie...

heh

 

 

Młody mnie dawno temu pouczył, że selfi to fotka zrobiona samemu sobie i wpierdolona na portal społecznościowy. Niech będzie, że ogólnie, jest to fotka właściciela profilu, jego twarz, czy tam całokształt wyglądu. Prawie każdy posiadający profil i telefon z aparatem robi se selfi i wkleja dla wszystkich. Umówmy się – mało jest ludzi ślicznych mądrych bogatych i zdrowych, w większości ludzie są brzydcy, głupi, biedni i chorzy (przerażająca ilość na głowę choruje). Pląsając ruchem reakcji łańcuchowej po fejszbuku, wchodzisz na jakiś dowolny profil, niekoniecznie znajomego i widzisz słodką focię właściciela… Rzucasz okiem na komentarze pod focią i… Zastanawiasz się, czy baby są aż tak perfidnie zakłamane i złośliwe, a faceci aż tak bardzo ‘wygłodniali’ i myślisz: gdzie mieszkają takie paskudne okazy, że ten widoczny jest piękny? Ja wiem, że nie wszyscy się wszystkim podobają, ja wiem, że nie każdy jest modelem i wiem też, że ‘każda potwora znajdzie swego amatora ale… Trzeba nie mieć za grosz samokrytyki, żeby wstawiać jakieś okropne swoje foty dostępne każdemu! Trzeba być skurwysynem, żeby włazić pod taką fotę znajomego i pisać: śliczna, piękna, cudna, świetnie wyglądasz, odmłodniałaś, przystojniak, super gość itp. Zastanawiam się, jak taka oblewana lukrem lampucera musiała wyglądać zanim stała się ‘taka śliczna i odmłodniała’, że w końcu wygląda świetnie. No dobra, kładę to na karb tego, że ja wcześniej paszkwila nie widziałem i nie znałem i może faktycznie, ten brzydok, którego widzę na zdjęciu tak wychwalanym był tydzień temu jakimś Quasimodo, lub innym potworem z głębin. Teraz wygląda jak lokalna piękność. Ludzie, opamiętajta się! Odrobina samokrytycyzmu i jakieś lustro w domu wystarczy! Żebym tylko nie musiał kiedyś wejść do jakiegoś znajomego i wpisać pod napotkaną focią co myślę… Nie wytrzymam i napiszę!

 

16:34, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (8) »
środa, 05 sierpnia 2015
Nirwana.

tuba

Jestem, kuErwa, zdruzgotany! Przeprowadziłem sobie test: ‘Kim będziesz w następnym wcieleniu’ i mi wyszło, że nie będę miał kolejnych wcieleń, albowiem już dobrnąłem do końca i osiągnę nirwanę... A ja, kuErwa, liczyłem jeszcze na bycie jakimś miliarderem, albo coś w tym stylu – i dupa! Przecież podczas trwania tej niekończącej się nirwany, musi być tak cholernie nudno, że taki nirwanista ma ochotę zrzygać się z nudów, następnie strzelić se w łeb. To tak, jakby mi zaproponowali niebo i anielskie chóry, zamiast piekielnych imprez. Ja tego lata poczułem dotkliwie, że już mnie nic nie czeka i wyjaśniło się, dlaczego tak czuję. Bo czeka mnie nirwana, a nirwana to taki niebyt. Skoro już wszystko wiesz, jak ten świat działa, to nie ma co odkrywać. Nie zadajesz sobie żadnych pytań, bo przecież nic nie stanowi zagadki. Do niczego nie dążysz, nie masz celu, bo jesteś spełniony. Twój bagaż doświadczeń jest zapełniony, przeżyłeś wszystko, pamiętasz wszystko – nie czeka nic nowego. W ogóle już nic nie czeka! Co robić, co do kuErwy nędzy robić, będąc w stanie nirwany?! Nie musisz jeść, wdychasz pranę jak powietrze. Pewnie i z nikim nie gadasz, bo o czym? Nie musisz spać, wstawać, męczyć się, odpoczywać. Nie sprzątasz, bo nie brudzisz. Bez zmartwień, bez wkurwów, bez radości i bez przyjemności. Oranboskie! Taka nirwana, to jakiś koszmar!

20:03, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (12) »
piątek, 31 lipca 2015
Na koniec lipca.

tuba

Po niemożliwych, napotnych i duszących upałach, po fali niesamowitych burz zrywających dachy i rozdzierających niebo, po miłym słonecznym dwudziestopięciostopniowym ochłodzeniu – dziś obudziłem się z mglistym niebem. Połowa lata, połowa urlopu, kto wie, czy to nie połowa życia, chociaż wiem, że drugie tyle nie dożyję, nawet bym nie chciał. Czuję się rozdarty jak to lato. Czegoś mi żal, nie bardzo wiem czego, więc to tylko nostalgia. Przeszłość byle jaka, teraźniejszość bez zrywów, przyszłość zamglona. Nie oczekuję wiele, właściwie od życia to już niczego nie chcę, żeby tylko pozwoliło żyć. Krótkie, wolne dystanse jak bieg w worku, kiedy masz ten komfort, że wiesz, iż nie musisz koniecznie wygrać tego lizaka. Bez niego przeżyjesz spokojnie z palcem w nosie. Do bólu też można się przyzwyczaić, to takie kurwa ludzkie, a zarazem zwierzęce, kiedy samoistnie wyrabiają się w nas odruchy Pawłowa. Podnosisz wysoko rękę? Boli. Za każdym następnym, razem, będziesz ją podnosił coraz niżej, aż w końcu przestaniesz podnosić. I tak do zapomnienia, że kiedyś cokolwiek umiałeś podnieść. Wiadomo też, że już nigdy się nie dowiesz, dokąd ten świat zmierza. Możliwe, że donikąd.

07:06, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (13) »