Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
środa, 20 lutego 2013
Do końca.

 

 

tuba

Jakoś tak się zrobiło chujowo, pod każdym względem, w obydwu światach. Do dupy jest także w tym trzecim, niezauważalnym na co dzień świecie – świecie wszystkich warstw świadomości. W przestrzeniach, gdzie chowa się człowiek, gdzie się kształtuje, gdzie analizuje i rozkłada na czynniki pierwsze swoje życie, gdzie wyciąga wnioski i obiera kolejne kierunki działania. Ten ‘trzeci’, ale podstawowy świat ludzkiego bytowania, dręczy mnie najbardziej. On dawał mi siłę do życia i realizacji ‘boskich’ wobec mnie planów, kolejnych wcieleń. Tam nigdy nie pozwalałem się ugiąć, ani stłamsić, wiedziałem kim jestem i w którym miejscu przestrzeni się znajduję. Tak, jakby ktoś przytkał źródło życiodajnej wody, jakby zabrakło nagle czynnika chłodzącego, jakby temperatura wzrastała bez ograniczeń, jakby zaraz moje ja miało się stopić i zamienić w bezpostaciową masę, potem kurczyć się i wsysać wszystko, jak czarna dziura. Czyżby zaczęło się odliczanie do chwili autodestrukcji? Nie widzę nawet sensu w tym, żeby działać, zapobiegać, ratować, przywracać. Nie wiem dlaczego, towarzyszy temu dziwny spokój, jakbym ja sam nic nie mógł z tym zrobić, a pozostało mi tylko czekanie na nieunikniony koniec. Nic do mnie nie wrzeszczy ze środka, nic nie pomaga, nie wyciąga dłoni, nie rzuca brzytwy. Wszystko zamilkło, skurczyło się i schowało, nie wiadomo gdzie. Wiem tylko, że jest gdzieś blisko w milczeniu i pogodzeniu ze mną. Jeżeli to coś, ma ręce, na pewno mu opadły, jeżeli ma oczy – przestały widzieć, jeśli jest obdarzone słuchem – ogłuchło, jak posiada układ nerwowy – przecięło obwód. Sam nie wiem na co, ale też poczekam, do jakiegokolwiek końca. Nie trzeba pytać o powód, bo ja go nie znam.  

 



16:03, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (28) »
piątek, 21 września 2012
Być, albo nie być.

tuba

 

Trochę jakbym się wypalił. W każdym razie, słowa gdzieś się rozproszyły. Pomieszane litery i tematy, nie są już do odtworzenia, pozostaje tylko pozamiatać to wszystko i wyrzucić do kosza, albo na wiatr. Albo rzucić tym, jak grochem o ścianę płaczu, poczekać aż spłyną jak krople deszczu. Może kiedy już wsiąkną w ziemię, to coś się na nich urodzi. Na to trzeba jednak poczekać, nie wiem jak długo, bo tego nie wie nikt.



17:02, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (6) »
niedziela, 16 września 2012
Nihil novi sub sole.

tuba

Nie potrafię przebić się, przez warstwę muru  jaki mnie otacza. To jak syzyfowa robota, nieustannie od nowa i od nowa, zawsze to samo, zawsze tak samo. Nie mam metody, nie mam planu, nie mam pomysłu. Życie szare, codzienność monotonna, przyszłość niepewna. Jednego dnia z wielką werwą robię wyrwę, przez którą dociera wreszcie światło, by następnego poranka, kiedy słońce wstaje, obudzić się ciemną nocą, ze świadomością, że wszystko należy zacząć od początku. Jakbym się znalazł w jakiejś beznadziejnej pętli czasu i nie umiał się z niej wyrwać. Jesień wdarła się pochmurnym niebem i chłodnym powietrzem w głąb mojej duszy i dyktuje mi co mam pisać. Nihil novi sub sole. Każdego dopada okresowy dół jak chuj.



09:07, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Bezsenność?

muza jakaś

Dopadł mnie Mój Diabeł i zrobił to nocą, gdy nie mogłem zasnąć. Rzucał moim ciałem z boku na bok, powłaził boleścią w każde możliwe miejsce, a w głowie zasiał zamęt, wyostrzając jednocześnie czujność. To dobry Diabeł. Dobry, bo mój własny. On wie jak mogę odzyskać spokój. Wie, że najpierw musi pomieszać mi zmysły, zaburzyć czucie, zdezorientować. Tak, wszystko zaczyna się od chaosu, porządkowaniem, układaniem, segregowaniem i sprzątaniem. Z tym ostatnim, to kiepsko u mnie, albowiem wywodzę się z tych, którzy w dużej mierze, wyznają pogląd, że: ‘nie ma takiego złomu, co by się nie przydał w domu’. Dlatego zbieram przedmioty, myśli, słowa i pamięć konkretnych sytuacji. Wyrzucę to wszystko dopiero wtedy, kiedy przestanie mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Wyrzucę, ale zapamiętam, upchnę gdzieś, w specjalnie zapomnianej szufladzie pamięci. Zapomnienie jest czasokresem, w którym o czymś nie myślimy, co odrzucamy, z czym się godzimy. Jestem zmęczony, życiem, pracą, domem, cyklicznością sinusoidy. Góra-dół, dół-góra – można się porzygać. Można się zadławić. Można się wykończyć. Nie śpię, nasłuchuję i nie słyszę niczego. Czy to lepiej, czy gorzej – czas pokaże. Z perspektywy dzisiejszego dnia, nie potrafię tego ocenić. Jestem dobrą duszą, tak samo, jak dobrym jest Mój Diabeł. Jest przy mnie zawsze, nawet wtedy, kiedy Bóg ode mnie się odsuwa, a Anioł Stróż się na mnie obraża. Czy to nie śmieszne, czy to nie sprzeczność, czy to normalne, ze z przyjaciół, został mi tylko Zły Duch? Tzw. Ludzie, powiadają, że ma się takich przyjaciół, na jakich się zasłużyło.

c.b.d.u.  



20:57, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 14 maja 2012
Kiedy ręce opadają głową w dół.

tuba

Wieczny  żal notorycznie nienażarty, głodny. Wołający jeść, jeść, żreć, żreć, paść, paść. Pasiony byle czym, co wpadnie w ręce, czy się nadaje, czy nie, rzucane jak ochłap w wielką, przepastną paszczę żalu. Żeby tylko się nasycił, żeby przestał wyć i wszystko wokół zagłuszać. Utopia. Ale czym bardziej go tuczymy, tym jest większy, z każdym kęsem i z każdą kroplą łzy silniejszy. Szpikujemy go jadem, nadziewamy pretensją, doprawiamy łzami wyrzutów wobec innych. Wyhodowany do gabarytów kosmosu, w końcu przerasta swojego dobrodzieja i zasłania właściwy odbiór otaczającego świata, wchłania go do swojego wnętrza. A tam w środku, jest czarna dziura, pochłaniająca każdy promień światła i każdą kroplę nadziei. Tak wielkiego żalu, nikt już nie jest w stanie wyleczyć, ani ukoić. Pozostaje tylko uciec od takiego monstrum, w najciemniejszy i najdalszy koniec wszechświata. Byle nikt i nigdy nas tam nie odnalazł, ale nie potrafię. Nie potrafię też zniwelować aż tak wielkiego żalu, zwłaszcza że urósł nie we mnie. Zwłaszcza, że każda akcja jest miażdżona reakcją. To jest białe – NIE, CZARNE! To jest przecież na wierzchu – NIE, TO JEST UKRYTE! Przecież widzisz – NIE, NIE WIDZĘ! To skąd wiesz, jaki ma kolor? BO WIEM, CZARNY! Kontrargumenty z gatunku tych nie do zajebania. Nie mogę zniszczyć, nie potrafię uciec, zostaje mi jedynie przeczekać.

 



16:13, bezpodstawnie , doły
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18