Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
wtorek, 19 marca 2013
The human body exhibition.

Tuba

Do Galerii Fabryka w Krakowie, zjechała wystawa, o której było głośno jakiś czas temu. Będzie dostępna do 30 czerwca, pewnie się wybiorę, cena biletu, to tylko dwie flaszki wódki, jak powiedział mi Katon. Fakt, prezentowane prace budzą wiele emocji i kontrowersji. Artysta czy demon, profanujący ciała? Nie wiem co ludzi tak niezdrowo podnieca, przecież każdy z nas ma w sobie to, co pokazuje każdy eksponat. Modele podobno wyraziły zgodę na pośmiertną  obróbkę swych ciał. Tak, jak dawca podpisał papier, że zgadza się na oddanie narządów do przeszczepu, czy inny, który wyraził chęć, by po śmierci, jego doczesne szczątki służyły przyszłym lekarzom do nauki. Przyzwyczajeni jesteśmy do majestatu śmierci, którą celebrujemy dokładnie i długo, przedłużając w nieskończoność żałoby i wspomnień. Dlaczego nie budzi naszego obrzydzenia obieranie ze skóry pomarańczy, czy obgryzanie udka z kurczaka? Hodowla i ubój zwierząt, wydaje się nieodłącznym atrybutem przetrwania – człowiek tak działał od zawsze. Ale pieska już nie każdy gotów jest spożyć. Wydawało mi się, że większe kontrowersje wzbudziły te spreparowane ciała, niż wszelkie zbrodnie przeciw ludzkości, jakich dopuszczali się przestępcy na żywych ludziach, nawet ci działający w majestacie prawa – do dziś. Każdy słyszał o egipskich mumiach? No oczywiście! Rzec można, że różnoraka obróbka ciał ludzkich, nie jest pierwszyzną. Wszystko zależy od tego, co jest dopuszczalne w kulturze jaka nas ukształtowała, w religii w jakiej przyszło nam się wychować oraz jak nauczono nas odróżnianie dobra od zła. I znowu sprawdza się stara maksyma, że punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.



19:52, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (9) »
niedziela, 30 września 2012
Czy Bóg się pomylił, a zegar tyka?

tuba

Czy Bóg, który stworzył świat (lub jakaś inna, nienaturalna siła, którą niewierzący ludzie próbują nazwać inaczej niż bogiem), miałby sumienie niszczyć swoje dzieło? Czy coś, stworzone przez boga, może być aż tak złe, aż tak nieudane, że stwórca miałby to niszczyć? Podobno jest nieomylny, a w obliczu zniszczenia swojego dzieła, zaprzeczałby temu twierdzeniu, przyznając się do swojego boskiego błędu. Może nie powinienem rozgryzać czy zrozumieć, a przyjąć jako aksjomat. Nie mogę, gdyż jestem człowiekiem myślącym. Ci, którzy wierzą w BOGA, uparcie przekonują, że mądrość, wątpliwość itp. jest właśnie jego darem. Czyżby chybił, obdarowując mnie nią? Nie przewidział, że drążył będę, w tłumaczeniu sobie różnych zjawisk i poszukiwał odpowiedzi na pytania? Dlaczego w swej boskości, nie przewidział, że to co żyje, stale się rozwija i ulega zmianom. Często są to zmiany cyklicznie się powtarzające. Weźmy taką Ziemię, popatrzmy na nią, jak na zjawisko przyrody, żywy twór, który się zmienia za naszą przyczyną, czy zgodnie ze zjawiskami zachodzącymi na Ziemi i przestańmy pierdolić o zwiastujących koniec świata kataklizmach, jakich jest coraz więcej. One zawsze były, są i będą, tyle, że mamy dziś do dyspozycji mnóstwo nośników informacji. Do tego stopnia, że jeśli na biegunie północnym, badacz puści bąka, to za pomocą ‘efektu motyla’, jaki rozdmuchują dziennikarze, na biegunie południowym i po drodze do niego, po pięciu minutach wszyscy o tym wiedzą. Mało tego,  wszyscy prawie są przekonani, że na biegunie północnym, miała miejsce katastrofa – wystąpiło toksyczne tornado, którego trasę już obliczają naukowcy z każdego zakątka świata. Po 10 minutach, znamy obraz zniszczeń, jaki będzie wywołany przez ten opisany kataklizm. Budujmy arkę przed potopem! Zboczeńców i psychopatycznych morderców, nazywamy zwierzętami. Ja nie znam zwierzęcia, które by zabijało z pobudek takich, jakimi kieruje się człowiek. Obwińmy więc Boga, że dał ludzkości taką możliwość, bo przecież sobie człowiek sam tego w głowie nie dorobił na boku i po kryjomu przed wszystkimi. Nie, nie wolno obwiniać Boga, bo to bluźnierstwo i grzech śmiertelny!  Bóg jest dobrem i miłością czystą, bezwarunkową, do każdej swej owieczki. Czy jest ona wielkim człowiekiem, czy małym, podłym robalem, który nosi w sobie śmiertelną dawkę jadu. Dlaczego więc mam się obawiać Boga, nosić w sobie bojaźń bożą? Przestańcie mnie straszyć Bogiem! Diabłem tez mnie nie straszcie, bo ja się go nie boję. Czytałem gdzieś, że w czasie Apokalipsy, Bóg posłuży się zastępami demonów, by ukarać człowieka. No proszę Was! Jaka w tym przebiegłość, wyrachowanie, cwaniactwo, interesowność po obydwu stronach barykady. Ale też dowód na to, że Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje. Ileż to razy, człowiek posługuje się swoimi wrogami, by dopiąć celów, nawet tych szczytnych. Nie cofnie się przed niczym, bowiem cel, uświęca środki. Nie wiem jak Wy, ale ja widzę tutaj tylko manipulację paranoika, który to co mu pasuje, na siłę wciska w swoją układankę, by innym razem wywalić z niej, ten sam puzel wtedy, kiedy jemu tak właśnie wygodnie bo akurat teraz nie pasuje do układanki. Pisałem wiele razy, że każdy człowiek ma swojego boga i bogiem tym, może być wszystko. Nie wszyscy zaś potrzebują do tego by wierzyć: administracji, hierarchii ważności, flag, godeł, haseł, misteriów, siedzib, złotych cielców, przywódców czy innych rzeczy i przedmiotów, które często stanowią dla niektórych ucieleśnienie i dowód na istnienie Boga. Czasem bez tego wszystkiego, ludzie nie potrafią uwierzyć, ja nazywam ich ludźmi małej wiary. Modlicie się niektórzy, prawda? Żarliwie zaczynacie od pacierza i klepiecie bezmyślnie: ‘i nie wódź nas na pokuszenie’ – chciałbym wiedzieć, kto pierwszy zrobił przekład ‘słowa bożego’ w ten właśnie sposób. Uważam, że był to jakiś niedouczony w piśmie oczywiście, debil. To bóg wodzi mnie na pokuszenie?! Może, ale to nie jest mój bóg, może tylko Wasz tak właśnie się z Wami rozprawia.

Przestańcie mnie straszyć niekończącymi się końcami świata! Rozliczaniem mnie z moich uczynków, stawianiem przed ostatecznymi sądami, smażeniem w piekielnych ogniach. Nie groźcie mi bożymi palcami, bo Wam w końcu poodpadają. Jeżeli Ziemia, planeta Ziemia, mój dom i Wasz, kiedyś się rozpadnie, to będzie to naturalne działanie sił przyrody. Będzie to efekt reakcji łańcuchowej, jaka została zapoczątkowana dawno temu, gdy Wszechświat narodził się z chaosu i wychynął z którejś z czarnych dziur, wraz ze swoja supernową. Uściślę, że działania człowieka wliczam w etap reakcji łańcuchowej, która jak wiedzą naukowcy, nie jest do powstrzymania. Nie mieszajcie w to mojego BOGA, bo on nie jest niczemu winien.



14:49, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (24) »
środa, 15 lutego 2012
Nie potwierdzam, nie zaprzeczam.

 

Tuba

Skąd się wziął Diabeł? Według ogólnej teorii, ‘zrodził’ się ze zbuntowanego Anioła, którego Bóg strącił do piekieł. Mamy Anioła, który to w jednej chwili staje się Diabłem – iście magiczna przemiana. Po której zostaje natychmiast zesłany w nowe miejsce zamieszkania. (Aniołem może zajmiemy się potem, przy jakiejś innej okazji). Znaczy to, że Najwyższy, piekło miał przygotowane, na wypadek jednostek buntowniczych, jakie mogłyby się pojawić w niebieskich szeregach. Mało tego, znał jego – Diabła - rodzaj gatunkowy, miał też dla niego nazwę własną, a może nawet definicję. Sprzeciw, Wysoki Sądzie, to są spekulacje!
Właściwie nie wiemy, kiedy powstało piekło i skąd się wzięło. Gdy Pan tworzył świat, niebo już było, albowiem zstąpił On z niego w celach stworzenia Ziemi. Nie ma natomiast wzmianki o tym, że przy stworzeniu świata zostało ono w jakiś sposób z niego wydzielone, wiemy natomiast, że było już gdy pierwszy banita został tam wysłany. Widać tu jednak wyraźnie, że każda władza, każdy system ma przygotowane miejsce powiedzmy odosobnienia, izolacji, czy tam internowania osobników, którzy nie zgadzają się z ogólnie przyjętą linią – nie powiem, że partii, choć to się kojarzy jako pierwsze.  Możecie na mnie napadać, że nie czytałem uważnie Pisma Świętego. Ja nie czytałem go wcale, jedynie fragmenty, dlatego moja teoria może mieć luki.  W sumie do każdej teorii można się przypieprzyć. Weźmy taką Kopernik, gdy dawno temu wyskoczyła z rewelacją, że to Ziemia Matka, kręci się wokół Słońca, a nie odwrotnie. Takich przykładów, gdy najgłupsza według aktualnie ówczesnych mędrców teoria, w przyszłości zmienia się w niezaprzeczalny i udowodniony fakt, na przestrzeni wieków mieliśmy wystarczająco dużo, by tworzyć własne analogie zjawisk.
Skąd wzięło się to ‘zło’, jakie zagościło w pierwszych buntownikach? Bo jakim sposobem zakiełkowało w Adamie, gdy kretyn zakosił zakazane jabłko z tego rajskiego drzewa, to wiemy wszyscy. Dla przypomnienia nadmienię, że to ta żmija Ewa, ta jaszczurka, która zwiała z puszki Pandory, kazała mu. No chyba nikt nie sądzi, że stworzył go sam Bóg? Po co miałby to robić? A może zło było wcześniej, przed Bogiem i dobrem. Skądinąd wiadomo, że każda trucizna ma antidotum, każdej akcji, towarzyszy reakcja i nie istnieje na świecie nic, co nie miałoby swojego antagonisty. Dla mnie to bardzo logiczne, bo gdyby tak nie było, ten świat, jaki znamy, nie utrzymałby się w kupie przez ułamek sekundy. Proste prawa fizyki, dawno temu w czasach, gdy Fizyka nie była jeszcze zdefiniowana (a Bóg tak),  nazywane były prawami boskimi.
Ile jest Diabłów w naszym wymiarze, i światach równoległych? Czy Diabły się rodzą, skąd właściwie te ich rzesze się biorą? A może ich liczba ustaliła się na pewnym poziomie wieki temu i jest niezmienna do dziś? To samo dotyczy Aniołów, choć one mogą się brać z dusz dobrych ludzi, gdy te opuszczą doczesną powłokę. Nigdy zaś nie słyszałem, by po śmierci jakiegoś ‘złego człowieka’, ktoś mówił, że wzmocniły się szeregi Diabełków, bo ten zbój został np. stracony. Mówi się natomiast, że trafił do piekła skazany na wieczne potępienie.
Mylicie się, że sprawa jest prosta: czarne, albo białe, dobre, albo złe, piekło, czy niebo. Jest jeszcze stan pośredni, który nazywamy czyśćcem. Właściwie to tez nie wiadomo, gdzie to miejsce się znajduje i kto do niego trafia, a kto prowadzi klasyfikację. Nie wyobrażam sobie też, czemu to miejsce tak naprawdę miałoby służyć. A kiedy pomyślę o sztabie istot, które miałyby dokonywać selekcji innych istot, to wybaczcie, ale wymiękam. Rozbudowany aparat wymiaru sprawiedliwości, podparty kodeksem dobra… No chyba że wszystko odbywa się jakimś cudownym automatem, przy użyciu pradawnej maszynerii, czegoś w rodzaju perpetuum mobile, które raz wprawione w ruch, w czasie prapoczątków wszystkiego, działa do dziś i działać będzie do skończenia świata i jeszcze kilka dni dłużej.
Powiem Wam na koniec: Strzeżcie się, albowiem układ równań z tyloma niewiadomymi, nie zawsze da się rozwiązać w sposób prosty i jednoznaczny, a czasem jest w ogóle nierozwiązywalny. 



18:34, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (26) »
sobota, 31 grudnia 2011
Przesłanie na nadchodzący rok 2012.

ΑΩ

Nie dzieje się nic, zwyczajne, kończy się kolejny rok. Pierwszy i ostatni rok 2011, naszej ery. Podobno gdzieś w całkiem niedalekiej przyszłości, kończy się kalendarz Majów. Nasz, ten, wg którego żyjemy, nie kończy się nigdy. Jest wieczny, jak ciąg liczb, po którym możemy się poruszać w każdą stronę, skakać po wydarzeniach, jak po kamieniach wielkiej rzeki. Wystarczy tylko pamiętać. Nasze małe podróże w czasie jaki minął z naszym udziałem. Wielu chciałoby zapędzić się w przyszłość, odgadnąć już dziś, wydarzenia, jakie będą miały miejsce w przyszłości – od wieków fascynuje to ludzi tak, jak nierozwikłana zagadka nieśmiertelności. Czasem myślę, że każde spojrzenie, każda ciekawość i zjawisko, jest sprawą dobrze ‘ustawionej’ definicji. Tak samo jak np. przemijanie. Przemijali przed nami, przemijać będą i po nas, jak każdy mamy swój czas ograniczony w kalendarzu dwoma datami. Jedną znamy i pamiętamy o niej stale, druga jest dla nas zagadką. Mam siostrę, rodzoną, wychowaliśmy się pod okiem naszych Rodziców, pod jednym dachem. Dziś mamy swoje dachy i swoje dzieci, a one dalej będą rozgałęziać ten nasz konar wspólnego drzewa. Wnuki wnuków naszych dzieci, mogą się w ogóle nie znać i nigdy nie usłyszeć o mnie, ani o mojej siostrze, a przecież my, spędziliśmy obok siebie całe nasze życie, będąc tzw. najbliższą rodziną. Geny nasze rozmyją się w mejozotycznych rozgrywkach naszych i dobranych chromosomów, aż w końcu, może kiedyś, drogą licznych mieszanek, roszad i szarad, powstanie ktoś identyczny mnie, lub mojej siostrze. Tego nie można wykluczyć, ale czy to oznacza, że kiedyś mogę się odrodzić? Mogę, tylko po chuj mi ta nieśmiertelność i wieczne powstawanie z prochów. Ufam, że narodziłem się teraz po to, by spełnić określona malutką rólkę w dziejach wąskiej grupy ludzkości, jaka nie figuruje ani na plakatach, ani w kartach Wielkiej Historii. Nie znaczy to jednak, że nie jestem potrzebny. Tego Wam właśnie życzę w nadchodzącym roku. Obyście byli komuś potrzebni i wcale nie jako wielcy ludzie historii.

 



13:35, bezpodstawnie , o czymś
Link Komentarze (21) »
środa, 23 listopada 2011
O jeden blog za daleko, czyli co?

 

 jpgjpgjpg

 

No i tak. Urodziny żem sobie zakonspirowała, a Ciebie, pod lufą wirtualnego pistoletu zmusiłam do milczenia na rzecz wyżej wymienionych. Oczywiście - nie posłuchałeś i oczywiście - puściłeś mi zawoalowane oczko, po którym nikt, ale to zupełnie nikt /faja/ się nie zorientował. Uwielbiam Cię za to. Uwielbiam, ubóstwiam i wszystkie inne synonimy. /Synonim, to figura stylistyczna, z tych 21 stron, wiesz? :P/ A teraz piszę sobie bez motywu przewodniego, gdyż mam ochotę postukać w klawisze. Bo tak. I niech se gadają, co chcą. Zawsze, kiedy mnie najdzie taka ochota - wezmę i postukam. Bo lubię. Męski blog? Oczywiście. Taki sam, jak rok, dwa, trzy i dalej temu. Ja zaś jestem dopełnieniem mężczyzny, więc jak najbardziej, jestem tu na swoim miejscu. Piszę do siebie, nie gwoli wyjaśniania czy tłumaczenia, gdyż lubię czasami pogadać do siebie. O czym zresztą dobrze wiesz. Lubię tu być.

Ha! Tak naprawdę, to utknęłam w dygresji, bo wzmianka o dwudziestym pierwszym listopada, miała być tylko pretekstem do wykonania pewnego ruchu. Bez uzgodnienia z Tobą, ale wiem, że mogę tu wszystko, więc pozwolę sobie skorzystać z tego prawa :) :* Dlaczego natchnęła mnie ta data? Bo: piosenka, rozmowa nocna i życzenia.

Od jakiegoś czasu, bardziej długiego, niż krótkiego, rozmawiam czasami wieczorami z pewną osobą. Kobietą, żeby było jasne. I to kobietą, która onegdaj bywała tu wcale niesporadycznie, a potem - wskutek różnego rodzaju zawirowań, zniknęła z widoku, ale nie zniknęła z sieci. Wyjaśniłyśmy sobie pewne sprawy, zaszłości, doszłyśmy do wniosku, wspólnego, czym /a raczej kim/ były one spowodowane, nawiązałyśmy porozumienie ponad podziałami - póki co jeszcze dość kruche, bo nieufność obustronna robi swoje. Pewnie jeszcze dużo wody upłynie, zanim się ono umocni, a być może nie umocni się nigdy, ale chciałabym, aby tu wróciła. Tu i tam. Chociaż akurat "tam" bywała rzadko. I w ogóle.  Osobiście, nie mam do niej żadnego żalu, gdyż doskonale znam motywy niegdysiejszego postępowania, wcale mi nieobce. Nie rozpatruję tego nawet w kategorii winy, na zasadzie "kto zawinił bardziej", gdyż był to po prostu zbieg niewłaściwych okoliczności i znalezienie się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze. O jeden blog za daleko. A przecież - tak naprawdę - nie miałyśmy powodu, żeby się zwalczać. Może po prostu jesteśmy zbyt podobne?

Teraz to nieważne. Było - minęło. Wszyscy popełniliśmy błędy, wszyscy dostaliśmy nauczkę. Lekcja odrobiona, można się uczyć dalej.

Te, konspiratorka. Wyłaź z ukrycia, bo nikt Cię tu nie zje. Daję Ci trzy - cztery dni, bo tyle czasu przewiduję na zmobilizowanie Pokera do napisania nowej notki.

 

19:15, kwestia_czasu , o czymś
Link Komentarze (42) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38