Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
poniedziałek, 29 lipca 2013
Regeneracja.

tuba

Zanurzony w matrixie po czubek włosów, oddycham przez rurkę, a oddech mój płytki jest i niezbędny. Nic nie uwiera, nic nie uciska, tylko mnie otacza - gęsty roztwór bogatego eliksiru. Odradzam się, od rdzenia po naskórek, wymieniam każdą komórkę ciała na nową, niezbrukaną, pozbytą toksyn, jadów i złych energii. Czuję jak Entropia ustępuje miejsca Naturalnemu Porządkowi Wszechrzeczy. Czuję wymianę złego na dobre, znów staję się sobą. Za czas niedługi, wyjdę odrodzony jak młody bóg, czysty i niezmącony cudzymi myślami. Tak, tamten ja ZDECHŁ na zawsze, ale rodzi się nowy: silny, czysty i świadomy siebie. Noszę w sobie wielką moc, z której korzystam pełnymi garściami. Mam czas, ale nie mam zamiaru marnotrawić go i rozmieniać na drobne. Nic nie jest w stanie mnie zranić, dotknąć, zaboleć. Zdolność regeneracji, ktoś może uznać za gadzią – odsyłam takie osoby do systematyki gatunków i teorii ewolucji. Świadomie korzystam z umiejętności ewolucyjnych ‘przodków’ – a to zdolność, jakiej  się nabywa wraz z doświadczeniem i mądrością, z której korzystać umieją tylko ci myślący. Pogodzony ze stanem rzeczy, raz jeden, stanowczo mówię NIE – dla manipulacji, bluszczowatości, histerii, wściekłości, kłamstwa … i innych cech, jakie charakteryzują to, czym gardzę.

Jestem Magiem, współczesnym Alchemikiem – JA Poker. Imion mam wiele, tylko twarz mam jedną, stale tę samą. Tworzę mikstury, a składnikami owych mikstur są także uczucia. Kiedy dolewam oliwy do ognia i patrzę, jak ogień parzy moje dłonie – nie czuję już bólu, a tylko potwierdzenie własnych teorii. Tak, teza i dowód, nie trzeba się męczyć, wysilać intelektualnie. Dlaczego wszystko jest aż tak przewidywalne? Dlaczego prostota, a może prostactwo, tak szybko wypływa na wierzch oliwy, że nawet nie zdąży się spalić? A szkoda, albowiem na samozapłon zasługuje. Nikt już nie jest w stanie mnie zwolnić, powstrzymać, zahamować – reakcja łańcuchowa została zainicjowana, pozwolę jej dawać mi energię. Biegnę ku wolności, sam.



11:32, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (109) »
wtorek, 23 października 2012
Ode mła.

tuba

Babon, to istota humanoidalna obdarzona zbiorem cech, jakie w drodze badań naukowych, np. genetycznych, należałoby konsekwentnie eliminować. Wymieniać nie ma po co, bo każdy normalny facet to doskonale wie. Babon, potrafi nieustannie kłapać dziobem i nie widać oznak nawet najmniejszego zmęczenia. Mężczyźnie już dawno wysiadłyby struny głosowe, opuchły wargi i zaschło w gardle. W przerażającej większości przypadków, babon kłapie o tym, jaki to jesteś beznadziejny. Kłapie i kłapie, a spróbuj się odezwać, czy czemuś co o tobie powiedziała zaprzeczyć – nie radzę, bo to wzmaga konieczność kłapania. Jeśli krzykniesz, nie daj boże, od razu wykrzyczy ci lawiną słów wkręcających się w ucho jak śruba, gestykulacją godną wiru tornado tak, że zerwać w łeb nawet możesz, oczywiście przypadkowo, bo sam ten łeb nadstawiłeś, jakżeby inaczej i powodzią łez, jakimi zaleje Cię przynajmniej metr ponad czubek twojej głowy, każdą twoją zbrodnię, jaką popełniłeś od zarania dziejów, odkąd pierwszy myślący koacerwat pojawił się na naszej planecie, wywlecze każde potknięcie twoje, od momentu, kiedy Adam w raju zżarł to cholerne kwaśne jabłko, którym beka się tobie po dziś dzień. Nie myśl, że coś lub ktoś inny niż ty, winien jest wszystkich plag i kataklizmów na przestrzeni dziejów – wszystkiemu winien jesteś TY! Istotną cechą babona jest to, że babon wie wszystko! W dodatku wie to LEPIEJ: co masz /-miałeś, /-będziesz miał na myśli, co oznacza każdy twój odruchowy, czy nieświadomy gest, każde twoje słowo, co myślisz, co czujesz, co robiłeś, co robisz, lub co robił będziesz. Ta wszechwiedza cię potrafi czasem zaszokować, ‘logicznością’ toku jej rozumowania, umiejętnością wyciągania słów z kontekstu zdań i nieograniczonymi możliwościami tworzenia nowych, prawdziwych jej zdaniem kontekstów.  Nie jesteś w stanie przewidzieć, co znaczyć może twoje zwykłe, niewinne ‘cześć’. Ze zdziwienia otwierasz szeroko usta i wysuwasz oczy na słupkach, dowiadując się, co miałeś na myśli, mówiąc do niej w roku pańskim 1834, dnia 12 lipca o godzinie 16 minut 21. Kiedy w takiej sytuacji, nieśmiało spróbujesz napomknąć, że w tym czasie, nie było was jeszcze obydwoje na świecie – toś kurwa przepadł! Kolejną cechą, wyróżniającą babony ze środowiska ludzkiego, jest zasada, której kurczowo trzymają się zawsze, mianowicie: ‘co wolno wojewodzie, to nie tobie głupi smrodzie’. Czy któryś z was, próbował kiedyś postępować wobec  Niej w analogicznych sytuacjach identycznie, jak postępuje ONA z wami? Ciekawe doświadczenie, radzę spróbować, ale tylko RAZ!. Okazuje się, że jeżeli ona się tak zachowywała, to było to zachowanie normalne, wywołane waszym postępowaniem, grzeczne, słuszne, celowe, prawe, akuratne, adekwatne i w ostateczności spowodowane tym,  że no ona taka jest i koniec, o czym przecież wiecie i macie to tolerować, bo tak. Jeżeli zaś wy, użyjecie jej scenariusza w takiej samej sytuacji to: jesteście cham, ciukacie, stawiacie pod ścianą, nawracacie, dokuczacie, nie macie serca, jesteście złośliwi, niemili, wstrętni, spieprzyliście jej wieczór, jesteście bydło, tego się po was nie spodziewała, jak można tak powiedzieć drugiej osobie, nie znała was od tej warcholskiej strony, (…) i co by sobie w najśmielszych snach człowiek nie wyśnił. Często, w razie braku argumentów, gdyż zdołaliście na chłodno i spokojnie odeprzeć jej zarzuty wobec was, babon zaczyna rozpaczliwie strzelać do was, waszymi własnymi odzywkami, a robi to bez ładu i składu, na zasadzie: no bo mi się to teraz przypomniało. Kiedy ma nieco gorszy dzień, wpada w histerię, zaczyna płakać, a potem biczuje się z lubością na waszych oczach, używając do tego celu słów i sformułowań, jakich nigdy wobec niej nie użyliście nawet w stanie wielkiego wzburzenia i w myślach; dając wam jednocześnie jasno do zrozumienia, że to wasze słowa zebrane…

Byłbym niesprawiedliwy, gdybym w tym miejscu nie wspomniał o tym, że baaaardzo, ale to naprawdę bardzo rzadko, wręcz sporadycznie, zdarzają się babonowi chwile dobroci dla zwierząt domowych. Dla przypomnienia, podaję, że chwila, to nieskończenie krótki odcinek czasu dx/dt (czyt.: de iks po de te – kocham tę definicję), to przedział czasu niemierzalny w warunkach domowych, lecz tylko w laboratoriach wyposażonych w niezwykle specjalistyczny sprzęt naukowy (dawniej radziecki, dziś amerykański). Przyczyny tych krótkich chwil naszego szczęścia, mogą być różne: a to babon czegoś wyjątkowego od nas chce, a to sprawiliśmy jakąś miłą niespodziankę – tu nie ma akurat prawidłowości, że taki fakt będzie miał miejsce - itp. Nie dajmy się zwieść tym mgnieniom szczęśliwości, albowiem po nich, następuje wszystko, co opisałem wyżej, ale w zwielokrotnionym natężeniu i czasie. Reasumując, co byście nie zrobili, czego byście nie powiedzieli, jak byście się nie zachowali – zawsze, ale to zawsze jest coś, do czego ONA może się przypierdolić, mało tego, ONA zrobić to musi, inaczej się udusi!

P.S. Tzw. zachowania inne od opisanych, są wyjątkami, potwierdzającymi regułę. Ona zawsze będzie czujna i uważna w wyszukiwaniu czegoś, do czego mogłaby się doczepić. Nie ma chuja we wsi, zawsze coś zrobicie nie tak, jak ONA sobie to wyobraża, że zrobić powinniście.

 



17:29, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (18) »
niedziela, 23 września 2012
Niewiarygodny zastrzyk optymizmu.

What A Wonderful World

Eeeee! Do dupy takie na ramię broń. Od poniedziałku do piątku, od urlopu do urlopu, od spotkania do spotkania, od świtu do zmierzchu, od jesieni do lata, od dzieciństwa do starości. Ciągle tylko odliczać i odliczać. A świat podobno znowu ma mieć swój koniec. Zazwyczaj indywidualnie, odliczamy interwały czasowe od dobrego do dobrego, oczywiście dla każdego to dobre stanowi coś innego. Dlaczego jeżeli już coś się wieści, przepowiada, prorokuje, to zawsze jest to jakiś kataklizm? Wojna, narodziny antychrysta, kolejne końce świata, apokalipsa, nieszczęścia, choroby, złe układy polityczne, krachy na giełdach, załamania pogody i efekty cieplarniane i wiele innych. Czy ja, ze swej pozycji, mogę zabawić się w dobrego wróża i cieszyć rzeczami małymi, póki jeszcze potrafię się ich doszukać? A kto MIE zabroni?! No to zaczynamy:

- zdrów jestem i dobrej myśli

- mam robotę, za którą mi regularnie płacą

- póki co, starcza mi na to, na co chcę

- w zasadzie jestem normalny (oczywiście zastosowałem tu moje kryteria normalności, bo jak można stosować cudze?)

- żyję w kraju, uplasowanym na twardym i grubym kawałku skorupy ziemskiej, o klimacie umiarkowanym. Wszystkie cztery pory roku, różnią się zasadniczo od siebie.

- nie ma tu krokodyli różańcowych, zjadliwych robali, tornad, trzęsień ziemi, wulkanów i skurwysyństwa, które włazi w człowieka i zżera od środka

- kraj w miarę demokratyczny i tolerancyjny. To, że głupi czasem, no cóż, wszak głupota jest wszędobylska i stanowi nieodłączną część ludzkości

- Kocham i jestem kochany, w całym zakresie znaczeń tego słowa

Czego więcej może oczekiwać współczesny człowiek? Niczego, bo wszystko ponad to, co napisałem, jawi mi się DZIŚ jako przejaw nadmiernie rozbujałej ambicji i chorych pragnień, a to już nie jest ani zdrowe, ani bezpieczne dla otoczenia. Gdybym np. zechciał przenosić góry, pojechałbym pod Giewont, przyparł się mocno całym sobą próbując go przepchnąć gdzieś w okolice Olsztyna, w miejsce jakiegoś jeziorka – na przykład – to jaki miałoby to sens? Zastanówcie się ludzie nad tym, że super bohater komiksów, tak naprawdę nie istnieje. Jesteśmy zwyczajnymi ludźmi i dopatrujmy się w swoim życiu tego, co dobre, a nie szukajmy złotych zegarków. Życie własne jest tym, co dla nas jest najcenniejsze.



10:09, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (19) »
niedziela, 29 lipca 2012
WAKACJE!

tuba

Przyszła i na mnie pora wakacyjnego lenistwa. Nie planuję długich i dalekich wyjazdów, wyskoczę gdzieś na kilka dni, a potem wymienię okna. Zrobię generalne porządki w domu i zagrodzie (czyt. ogrodowa altanka, zwana szopką) i postaram się wypocząć. Niebawem dołączy do mnie Ona i będzie pełnia lata. Nie przewiduję burz, ani powietrznych trąb, ani gradu, ani ulew, czy innych chłodów. Ma być lampa, gorący piasek, przełamujące się fale. Dwa mazidła z filtrem pięć, co w sumie daje dziesięć (umysł nasz jest ścisły), jeżeli oczywiście posmarujemy się jednym i drugim, a nie, że trzymamy to w plecaku jak zazwyczaj, a potem liżemy rany i polewamy się w nocy wszystkim, co nam w ręce wpadnie (nie wyłączając flakonika’ mgiełki’, należącego do żony kolegi), byle nie piekło.

Bo to jest, powiem Wam tak:

- przyjeżdżamy tam, gdzie już czekają na nas stęsknieni znajomi

- pierwsza noc, upływa pod znakiem powitalnego pijaństwa

- nazajutrz, wywalamy się na wznak na ręczniku i natychmiast zasypiamy w pełnym słońcu (filtr mamy, oczywiście że tak, ale w plecaku), albowiem jesteśmy cholernie zmęczeni

- po jakimś czasie, budzi nas żona kolegi i prosi, żebyśmy zeszli ze słońca, bo chyba nas za bardzo zjarało

- idziemy się popluskać, potem coś zjeść, a potem, to czujemy na sobie to zajebiste słońce, jakie operowało na naszej skórze, kiedy wypoczywaliśmy

- w nocy, no cóż, chyba nie muszę opowiadać, kolejna nieprzespana, po pierwsze trzeba się znieczulić i to na różne sposoby

- nazajutrz, znowu plaża i słońce i my, jak i wczoraj cholernie zmęczeni. Tyle, że tym razem przebiegle, zasypiamy leżąc na brzuchu

- po jakimś czasie sytuacja z wczoraj się powtarza, budzi nas ta sama, upierdliwa żona kolegi, dokładnie z tym samym tekstem…

- wieczorem i w nocy mamy jakby deja vu… Ale nie ma już mgiełki, którą wypsikaliśmy na siebie ubiegłej nocy, za co dostaliśmy opierdol, bo to była jakaś cenna mgiełka i może dlatego dawała nam ulgę w cierpieniu

- następnego dnia już stajemy się mądrzejsi, już nie kładziemy się ani przodem, ani tyłem, albowiem się po prostu nie da położyć

- wkładamy na głowę kapelusz żony kolegi (dobra z niej kobieta), słoneczne okulary, ubieramy na siebie koszulkę, nieco dłuższe, ale krótkie spodnie. Dla pewności owijamy się wielką plażową chustą np. w indyjskie wzory (też należącą do żony kolegi) i aneksujemy (nie nasz) plażowy parasol dla siebie, siedząc tak cały dzień.

- znieczulamy się zarówno piwem, jak i okresowymi wejściami do wody w koszulce, ofkors, ciesząc się, że słońce może nas dziś pocałować w dupę

- potem, może być już tylko lepiej i właśnie tak jest. Goi się na nas jak na psie i wszystko wraca do normy. Jaki i my wracamy opaleni, wyluzowani i wypoczęci

Czego sobie i Wam życzę tego lata

 



11:32, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (19) »
sobota, 21 kwietnia 2012
Jak zabawnie jest...

tuba

Nastawiłem wieczorem pralkę, żeby rano powiesić zawartość i nastawić kolejną – wielkie pranie zaplanowałem. Udało mi się zapamiętać do rana, że mam się zakręcić wokół pralki, skoro świt – tak zrobiłem. Wyłączyłem guzik sygnalizujący koniec i otworzyłem drzwiczki. Jakież było moje zdziwienie, gdy w środku, znalazłem suche rzeczy… Tiaaa, było wczoraj nacisnąć dwa przyciski, bo na jeden nie rusza, za chuja. Wkurwiony, zrobiłem to rano – nacisnąłem dwa guziki na pralce – załapała i poszła. Nastawiłem wodę na kawę, wyciągnąłem kubek. Odpaliłem kompa, wlazłem na onet, sprawdzić pogodę , zawiesiłem się na jakimś artykule, po czym nagle wszystko zrobiło cpyk i zgasło. No tak, nie ma prądu. Poszedłem do kuchni, zalać kawę, albowiem woda zdążyła się zagotować. Zalałem przygotowaną kawę, pomyślałem, że usiądę spokojnie i prąd włączą. Po drdze z kuchni, łyknąłem z kubka kawy. Coś taka mi się wydała cienkawa. Po chwili, gdy już opuściłem cienie przedpokoju, stwierdziłem brak kawy w kawie. Wrzątek nie jest zbyt dobry, na przebudzenie, ani tym bardziej, na odzyskanie wzroku. W tym miejscu padła kolejna już dzisiejszego poranka ‘kurwa’. Wróciłem do kuchni, dosypałem do wody jakiegoś rozpuszczalnego gówna i wypiłem. Prądu nie było nadal. Nadmienię, że bezpieczniki sprawdziłem od razu gdy zgasł mi komputer, była to więc awaria zewnętrzna. Postanowiłem zapytać w odpowiednim miejscu, co do kurwy nędzy z tym pierdolonym prądem, albowiem minęło już trochę czasu, odkąd zabrakło. Wziąłem komórkę, wszedłem w kontakty i odszukałem nr telefonu jedyny, jaki miał coś wspólnego z prądem, zadzwoniłem. Sztuczna sekretarka, poinformowała mnie uprzejmym głosem, że numer na który się dodzwoniłem, obsłużyć mnie może jedynie w dni pracujące w godzinach 8-18, po czym odesłała mnie do kompa, odczytując adres strony, na której miałem znaleźć wszelkie intrygujące mnie informacje. Dziękuję kurwa pięknie! Zadzwoniłem do znajomej, która podała mi jeszcze dwa numery związane z tematem energii elektrycznej, z których jeden był ‘nieistniejący’, za co uprzejmie przeprosiła mnie kolejna automatyczna sekretarka. Na drugim zaś, trzecia ‘sztuczna’ pani zza biurka, opowiedziała mi ‘ścieżkę kontaktu z prądownictwem’ w mieście Kraków z podziałem na dzielnice i roszczenia klienta i podała odpowiedne numery, jakie miałem wybrać tonowo… Ale kurwa! Ja nie widzę chuja we wsi, a co dopiero mówić o skoordynowaniu słuchu, wzroku oraz naciskaniu tonowo numerów na tej jebanej klawiaturce. Poleciały różne słowa, ogólnie uznane za obelżywe, niestosowne, albo nieładne. Rozłączyłem się, myślę: ochłonę, zadzwonię za chwilę. Jak pomyślałem – tak zrobiłem. Na szczęście, po wybraniu kolejnych numerów (tonowo), zanim doszedłem do właściwego i na nowo wzbierał we mnie wkurw, jakiś dobry duch, włączył światło. Powiedziałem sobie wtedy:

- no sam powiedz, palancie, czy warto było się aż tak wkurwiać? Wystarczyło odczekać tę godzinę z hakiem, a wszystko – oprócz twojego organizmu – wróciło do normy.

Zakupy dokonane, jeszcze tylko posprzątać. Miłej soboty.

 



11:50, bezpodstawnie , euforie
Link Komentarze (41) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24