Archiwum
[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]
Pogoda Kraków z serwisu
piątek, 25 sierpnia 2017
Był pogrzeb dziś...

muza

 

Kurwa, i ja kiedyś miałem 20 lat! I ja kiedyś piłem, paliłem, imprezowałem, przelatywałem panienki. I ja jeździłem w góry jesienią i wiosną, wspinałem się na Skałkach, w dolince Bendkowskie, Kobylańskiej. Pływałem w Komorzu, Jezioraku i innych. Ja błądziłem w Borach Tucholskich, mocząc buty w porannej rosie. To ja kiedyś rzucałem się na bałtyckie fale w pełnym słońcu i przy blasku księżyca. Nikt inny, tylko właśnie ja, spędzałem sierpniowe noce w nowiu, leżąc w trawie i wypatrując spadających gwiazd. To przecież kurwa ja, obściskiwałem się po kątach ze szczupłymi laskami o długich włosach i jeszcze dłuższych nogach…

To mnie wydawało się, że zawojuję świat, że stoi on przede mną z otwartymi ramionami, że wejdę weń jak w masło i rozprawiczę go i podzielę na poddaną sobie nieskończoną ilość kawałków. To ja miałem czas na wszystko: na naukę, na wariactwa, na przyjemności i… na prawdziwe życie. Pożądałem i byłem pożądany! Kochałem i byłem kochany.

W takim razie, co do kurwy nędzy zabiło we mnie tego niepokornego ducha? Nie wiem, nie pamiętam chwili, kiedy uleciało ze mnie wszystko, całe moje młodzieńcze szaleństwo. Nie wiem, kiedy tak naprawdę odpadły mi skrzydła i każdy krok odczuwał ziemskie ciążenie. Kiedy zabrakło czasu i siły na szalone pomysły i ich realizację?

Dlaczego wszystko zrobiło się szare? Kiedy do życia wkradła się rutyna? Od kiedy głowę zaprząta tylko obowiązek i poczucie odpowiedzialności? Dojrzałem? Dorosłem? A może tylko się postarzałem?

 

Nie wiem, a jeśli ktoś wie, to niech nie mówi nikomu!

20:45, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (8) »
sobota, 19 sierpnia 2017
Gdy urlop dogorywa.

♠♣♥♦

 

Nieśmiało, aczkolwiek w zdołowanym nastroju oznajmiam, że kończy się urlop. A chuj tam z urlopem, zleci rok i będzie następny. Bo patrzcie:

Sierpnia właściwie już koniec

Wrzesień zleci

Październik przemknie złotą jesienią

Listopad, to święto zmarłych i 11 listopad (kijowo w sobotę)

Grudzień to mikołajki i święta - dużo wolnego

Styczeń to Nowy Rok, potem kilku króli – no zleci

Luty krótki, śmignie

Marzec, zaczniemy wyglądać wiosny i planować urlopy letnie

Kwiecień to Wielkanoc i jakoś ku wiośnie

Maj – i pierwszy i 3 wolne, zleci

Czerwiec krótki i już całkiem letni, długo widno

A od lipca zaczynają się urlopy!

A nie mówiłem, że zleci i znów będą urlopy?! Siedziałem se w domu i odrabiałem zaległości, jakie poczyniły się w związku z mą długotrwałą niedyspozycją fizyczną. Krótki ten urlop, tylko 2 tyg, a mam jeszcze sporo zaległego za 2016 i cały za 2017 rok. Byłem totalnie sam, tzn z psem i kotem. Znajomi się porozjeżdżali ja też nie bardzo mogłem się gdzieś ruszyć na dłużej, ze względu na posiadany inwentarz.

Jakoś z 12 na 13 sierpnia nocą miały padać deszcze meteorytów, jakieś Perseidy czy coś w tym stylu… Może i padały, może i piękne były, ale oczywiście ta noc, nad moim miastem, była jedyną pochmurną nocą od kilku tygodni… Żeby choć popadało, to nie, tylko zasłoniło niebo, a chciałem pomyśleć marzenie. Zaś się nie spełni, cholera jasna! Susza niemożliwa, deszcze omijają mój ogród, a upały rozkładają na łopatki. Jednak nie chciałbym żadnej trąby powietrznej, czy też gradu wielkości kurzych jaj.

Starzeję się, nawet nie tak straszno wracać do pracy, bo przecież wszystko co robimy, o co walczymy, do czego dążymy – to gówno naprzeciw wieczności i upływającego czasu.

Serdecznie pozdrawiam, Wasz poker u schyłku wakacji.

13:19, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (10) »
wtorek, 27 czerwca 2017
Ramzes i Kryzys.

muza

 

Czy Wy wiecie, że cichcem, podczas dusznej nocy czerwcowej, zrobiło się lato? Czujecie jak dusi każdego dnia niebotycznym gorącem? Jak wyciska siódme poty? Jak pachnie jaśminem, jak noce teraz krótkie? Nie zerwałem kwiatu paproci, nie widziałem, nie mam szczęścia. A nocy znowu zaczyna przybywać.

Kurwa! Kiedy to życie zleciało? Kiedy młodość umarła? Od dawna wiem, że nie będzie mnie w tym życiu tam, gdzie bardzo być chciałem. A jeśli mamy tylko jedno życie, to nie będzie mnie tam w ogóle. I teraz powinienem se z rozpaczy w łeb strzelić…

Tak cały czas myślałem o przyszłości i kurwa nie wymyśliłem NIC. Gonię ją całe życie. A Ta dziwka – Przyszłość cały czas się oddalała, a okazuje się, że ona stała w miejscu a ja krążyłem wokół. I teraz ja utkwiłem i stoję jak ten chuj na weselu, podpity, niepewny, rozbity w środku i oszołomiony Prawdą. A ta żmija Prawda, chichocze złośliwie i prześmiewczo puszcza do mnie oko. Nie odkładaj na jutro tego, co masz zrobić dziś? Kiedy kurwa na nic nie mam czasu! Co ja robię do jasnej cholery?!

Jakie to wszystko bez sensu. Te cele, te ideały, te hasła, ideologie, wiary i niewiary. Ta jebana praca u podstaw, od świtu do zmierzchu. Te szklane domy, których nie widać! Wszystko to gówno, oczywiście oprócz moczu.

A teraz idę w chuj! Nie szukajcie mnie... A, to tylko echo woła: chuj.. uj.. uj..

18:07, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (4) »
środa, 03 maja 2017
Zgrzytanie zębami.

płyta

 

I maj się zrobił, 2017 dwa tysiące siedemnasty – jak to brzmi dumnie, jak szumnie, jak z filmu SF. Jakby świat miał być o niebo lepszy, nowocześniejszy, przyzwoitszy, bardzo zmieniony i łatwy w obsłudze. Na głos, na skinienie ręki, na odczyt myśli – roboty powinny wykonywać nasze polecenia. Ba! Wszystko powinno dziać się samo, zanim o tym pomyślimy.

W sumie tak niewiele różni się świat wokół, dziś i 30 lat temu. Auta mają trochę inny kształt. Telewizory i inne sprzęty nowoczesne, wielofunkcyjne. Komputer nie zajmuje już całych pięter, a mieści się w telefonie. Technika, medycyna, nauka – wszystko poszło do przodu, ale nie aż tak, jak przewidywano w filmach o przyszłości.

Straszą coraz bardziej nową wojną, skażeniem środowiska, klęskami i kataklizmami. Wszystko niezdrowe: co jemy, co robimy, co nosimy. Za niedługo bakterie i wirusy tak zmutują, że jeśli nie wynajdziemy nowego sposobu na ich zwalczanie – zginiemy szybko i drastycznie.

Wartością nie jest dobro, mądrość, czy skromność. Wartością jest najdroższa na świecie torebka, żona jak dmuchana lala, kopanie piłki, kręcenie dupą, pokazywanie cycka, czy darcie mordy na scenie właściwie bez ubrania. Wyznacznikiem podziwu i wielkości, nie jest stan osiągniętej wiedzy, czy umysłu na wyższym poziomie, albo dokonań dla ludzkości w obronie ich życia, czy zdrowia. Wielkość człowieka określa ilość zaliczonych panien z plastiku, orgazmów na minutę, pokazanej powierzchni własnego ciała, liczba skandali, aż w końcu liczba lajków na instagranmie, czy innym gównie.

Pomimo tego wszystkiego, świat dziwnym trafem kręci się jakoś. Przyroda na siłę budzi się do życia, choć zimno, choć deszcz, niemiło. Wszystko zakwita, wybucha zielenią… A ja coraz starszy, słabszy, zniechęcony i wszystko mi jedno.

08:56, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 27 marca 2017
Nie chcę reklam!

15:29, bezpodstawnie , pieprzenia
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 90